niedziela, 2 czerwca 2013

Towarzystwo Kredytowe Miejskie w Łodzi, ulica Pomorska 21.

Przy ulicy Pomorskiej 21, odrodził się jeden z najstarszych i jednocześnie jeden z najładniejszych budynków naszego miasta - gmach Towarzystwa Kredytowego Miejskiego w Łodzi.



Towarzystwo Kredytowe Miejskie w Łodzi powołano do życia w 1872 roku i była to, po warszawskiej, druga tego typu placówka na terenie Królestwa Polskiego. Inicjatorami jej powstania byli łódzcy przemysłowcy i handlowcy, którzy w ten sposób chcieli ułatwić dostęp do pozyskiwania środków na nowe inwestycje.
Andrzej Rosicki 

Przez wiele lat funkcję prezesa pełnił były prezydent Łodzi, Andrzej Rosicki, który wcześniej, za udzielanie wsparcia powstańcom Styczniowym stracił urząd w magistracie.
Celem Towarzystwa Kredytowego było udzielanie pożyczek pod zastaw hipoteczny. Działalność Towarzystwa odegrała ogromną rolę w kształtowaniu architektonicznego wizerunku miasta. Dzięki pieniądzom pochodzącym z kredytów zaczęły powstawać obiekty, które budowały wielkomiejski charakter Łodzi, spychając na plan dalszy jej małomiasteczkowość.
 

Po wykupieniu w tym miejscu placu, w 1878 roku, został rozpisany konkurs na nową siedzibę Towarzystwa. Konkurs wygrał Hilary Majewski i to jego projekt w latach 1878-1881 został zrealizowany. 
"Rozwój", rok 1898.


Powstał budynek niewysoki o dominującej dwupiętrowej bryle centralnej, ale rozłożysty, rozciągnięty wzdłuż ulicy Pomorskiej (ówczesnej ul. Średniej). Siedmioosiowa środkowa część jest lekko cofnięta w stosunku do wysuniętych bocznych ryzalitów, usytuowanych w linii zabudowy ulicy. Całość utrzymana została w klimacie włoskiego renesansu.


"Rozwój", rok 1900.



Gmach Towarzystwa w momencie jego powstania był jednym z najbardziej reprezentacyjnych obiektów miasta. Użytkowano go zgodnie z przeznaczeniem do 1939 roku.
"Łódź w Ilustracji", dodatek niedzielny "Kuriera Łódzkiego", rok 1932.


W roku 1945 w miejscu tym ulokował się sztab Armii Radzieckiej. W roku 1949 budynek został przekazany w użytkowanie Akademii Medycznej, która umieściła tu Instytut Stomatologii. Lata zaniedbań i użytkowanie niezgodne z przeznaczeniem doprowadziło do jego katastrofalnego stanu technicznego. Przez kilkanaście lat budynek był wyłączony z eksploatacji. Sprzedany prywatnemu właścicielowi przeszedł gruntowną modernizację, która przywróciła mu dawną świetność. 

Prace remontowo-konserwatorskie wnętrz możesz zobaczyć tutaj:
REMONT GMACHU TOWARZYSTWA KREDYTOWEGO W ŁODZI

Fot. Monika Czechowicz
Fot. archiwalna ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

"Rozwój", rok 1912.

źródło:
Dariusz Kędzierski. Ulice Łodzi.

sobota, 1 czerwca 2013

ŁÓDZKIE DZIECI, czyli Chaim Kozienicki i „Dorastanie w piekle”

„Dorastanie w piekle“ to historia losów chłopca, który przeżył holokaust. Łódzkie getto, Auschwitz i Stutthof prowadziły go w dorosłe życie. Historia życia Chaima Kozienickiego, autora wspomnień, to historia niewiarygodna niemalże gotowy scenariusz „oscarowy“, a jednak prawdziwa. Książka osobista, ukazująca przekształcenie sielankowego życia małego chłopca w piekło na ziemi. Piekło jakie przyszło przejść milionom ludzi w trakcie II wojny światowej. Opisane prostymi słowami okrucieństwo wojny staje się dla czytelnika niemalże namacalne. Emocjonalny charakter przekazu sprawia, że czujemy towarzyszącą bohaterowi śmierć.
Świadkowie tamtych wydarzeń odchodzą, pozostawiając po sobie tylko wspomnienia i historię swojego pięknego życia. Brzmi nieco pompatycznie, ale jest prawdziwe. Książka „Dorastanie w piekle“ jest wspaniałą okazją do zmierzenia się z trudna historią holokaustu w prosty sposób, to książka dla każdego. Dla czytelnika, który po raz pierwszy sięga po wydawnictwo historyczne jak i dla wytrawnego konesera. Poruszy każdego.



Chaim Kozienicki (numer obozowy 84 209) urodził się w 1928 roku w Łodzi jako syn Shaloma i Chaji - Sary. Mieszkał przy ul. Kilińskiego 75. Podczas Holokaustu został uwięziony w łódzkim getcie, gdzie przebywał aż do jego likwidacji. Zamieszkał wraz z najbliższymi przy ul. Drukarskiej 30. Przyłączył się tam do Syjonistycznego Ruchu Młodzieży„Hanoar Hazioni”. Pracował  w fabryce przy ul. Łagiewnickiej, w której zajmował się produkcją plecaków dla armii niemieckiej, potem zajął się stolarstwem.
Osadzony w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Stutthof oraz jego podobozach Stolp (Słupsk) oraz Burggraben (Kokoszki). Uczestnik dramatycznej morskiej ewakuacji KL Stutthof. Wiosną 1947 roku dotarł nielegalnie na statku „Chaim Arlozorov” do wybrzeży Izraela. W czasie walk z Brytyjczykami został ranny i osadzony w obozie w Atlit, z którego uciekł. Następnie wstąpił do kibucu Ramat Hasharon. W roku 1948 przyłączył się  do IDF i walczył w izraelskiej wojnie o niepodległość. Założył rodzinę, a obecnie mieszka w mieście Givatayim. Jego żoną była  Esther Zalcberg, z tego związku urodziło się dwoje dzieci: syn Sami (ur. 1954) i córka Orly (ur. 1959).





Wspomnienia Chaima Kozienickiego pozwalają nam nie tylko poznać przeżycia Autora, ale również prześledzić Jego nienaturalnie szybkie, dla współczesnego odbiorcy, dorastanie w nieludzkich czasach.




źródło:
WIRTUALNY SZTETL
http://www.sztetl.org.pl/pl/article/lodz/16,

piątek, 31 maja 2013

SAMOTNIK I CZAROWNICA, czyli dlaczego herb Łodzi ma czerwone tło?


Lasy nadpiliczne, tomaszowskie, spalskie, które szły nieprzerwaną wstęgą aż spod Koniecpola i Przedborza, łączyły się z lasami tuszyńskimi, potem przez puszczę łódzką spotykały się z nowymi borami - łagiewnickim, zgierskim i ludźmierskim. Szły jeszcze dalej, hen na północ, aż pod gród łęczycki...
Wtedy to, jak baśń łódzka głosi, przy wysokim brzegu rzeki płynącej leniwie spod Sikawy na Polesie, w jakiejś jamie czy wywierzysku (w miejscu dziś jeszcze uchwytnym, popularnie zwanym parkiem Helenowskim) żył stary odludek, samotnikiem też zwany. Jaskinia jego znajdowała się poza granicami osady łódzkiej i rzadko była odwiedzana (ślady po owym wywierzysku piaskowym dostrzeżemy jeszcze dziś w dolnym tarasie tego parku).
Człowiek ten żył sobie spokojnie i nie wadził nikomu. Tak zresztą było wówczas w modzie, że za dość swawolne i pełne grzechów wszelakich życie błędnego rycerza na starsze lata, kiedy to pokusy opuściły już ciało, kiedy przyszło opamiętanie, zaczynał stosować średniowieczną dietę cud: korzonkową, jagodową, grzybkową, okraszoną niekiedy jakąś płotką złowioną w pobliskiej rzeczce czy stawie. Naszemu samotnikowi życie takie widocznie dogadzało, czasem jednak, jak to widzieli niektórzy, nachodziły go jakieś niepokoje - biegał wtedy gorączkowo po lesie, jakby gonił za sobie tylko znanymi marami czy Tęsknicami, które go we snach nawiedzały.
Dokonałby biedaczek skromnego samotnego żywota w tej skarpie nad rzeczką Łódką, gdyby nie piękna, młoda czarownica z łęczyckiego zamku. W niej też szukają poniektórzy pierwszej łódzkiej tragedii. Wiadomo, winna była niewiasta, tak to zresztą zwykle w całym ówczesnym średniowiecznym świecie bywało.
Oto prawie z rąk kata i siepaczy księcia łęczyckiego uciekła z jego zamku młoda służka dworska. Nieodżałowana to była dla nich strata, gdyż za swe czary przeznaczona już była na ówczesne widowisko na rynku. Ta młoda kobieta bowiem podejrzana była o czary. Oto spostrzeżono, że zbyt często w deszcze sposobiła masło dla księcia, a wierzono wtedy, że gdy deszczyk pada, a przy tym słońce świeci - każda czarownica zajmuje się obowiązkowo produkcją masła. I na tym ją złapano! Miała jeszcze i drugi diabelski obyczaj - gdy wychodziła na podwórze zamkowe, okręcała się trzy razy na pięcie, ale tylko w dni pogodne. Czy kręciła się w lewo, czy w prawo - o tym legenda nie mówi, dość, że w noce księżycowe widział ją jakiś pachołek, jak sterczała w oknie swej izby godzinami i wzdychała do księżyca. To wystarczyło.
Niestety, przebiegła była i zanim się spostrzegli i chwycili w dyby, wyrwała się hen, na południe od Łęczycy i ... przepadła w puszczy łódzkiej bez wieści.
Byłaby w niej niechybnie zginęła z głodu i wyczerpania, gdyby nie pomoc znanego nam już grzesznego ongiś rycerza, który osiadł w puszczy na skraju naszej osady. Ów samotnik nie był znów tak wielkim odludkiem, skoro wyratował dziewczynę i wziął ją pod swoje opiekuńcze skrzydła. Wprawdzie pokrzyżowało to nieco jego poprzednie zamiary dalszego cnotliwego życia, ale... szybko się przemógł i... razem dłuższy czas spokojnie ze sobą żyli.
Niestety, życie bywa okrutne. Którejś wiosny, w czasie łowów po drogach leśnych, pachołkowie księcia łęczyckiego - tu, do jaskini owych samotników dotarli. Rozpoznali rychło ową dziewkę zamkową, młodą czarownicę. I oto sielanka we dwoje na łonie natury prysła! Zażądali wydania jej. Wiedzieli, że teraz ich i panów łęczyckich czekało podwójne może widowisko, pławienie czarownicy w rzece Bzurze, a potem może jeszcze spalenie jej na rynku starej Łęczycy. To warto było zobaczyć, a jednocześnie przysłużyć się i księciu.
Próżno samotnik zaklinał się pachołkom na wszystkie brody pustelników, że to białogłowa wprawdzie trochę nerwowa i narowista, ale ją już obłaskawił i gdzie jej do jakiejś wiedźmy lub inszej porządnej czarownicy. Na miotle nawet nigdy fruwać nie próbowała!... Co najwyżej czasami przetrzepała mu skórę, ale to jej wspaniałomyślnie wybaczył i żyli nadal w wielkiej zgodzie...
Nie chcieli mu dać wiary, nie przekonały ich lamenty i wywody samotnika. Dobyli pałek i oszczepów. A gdy stanął w obronie dziewczyny, bo coś tam zapewne z dawnej rycerskości w nim pozostało, dopadli go niespodziewanie i porąbali bez litości na kawałki, aż krew z jego ran trysnęła, zabarwiając purpurowo zardzewiałą zbroję, od lat stojącą w kącie jamy, i starą tarczę...

***
Stąd też starzy łodzianie, gdy pokazują swym pociechom i wnukom herb naszego miasta - złotą łódkę o wysokim dziobie i rufie na czerwonym tle - wymalowany na ratuszu, na tramwajach i autobusach miejskich, mówią, że to tło czerwone herbu Łodzi pochodzi właśnie z zakrwawionej tarczy owego pierwszego samotnika łódzkiego...
Inni znów twierdzą, że to dopiero socjalistyczna Rada Miejska i magistrat łódzki kilkadziesiąt lat temu, na pamiątkę słynnych Dni Czerwcowych w Roku Rewolucji, taki herb dla robotniczego miasta ustanowili.
I jak tu wierzyć legendzie?
według Zdzisława Konickiego
źródło:
Łódź w baśni i legendzie.


Przeczytaj jeszcze:

ŁÓDŹ: HERB, BARWY, ŚWIĘTO
HERBY I PIECZĘCIE MIASTA ŁODZI