poniedziałek, 25 maja 2015

ODPUST W ŁAGIEWNIKACH



Rozległy las łagiewnicki z malowniczymi wzgórzami, licznymi stawami i nasłonecznionymi polanami z dawien dawna stanowił ulubione miejsce wypoczynku łodzian, zwłaszcza zamieszkałych w północnych dzielnicach miasta.
Najtłumniej odwiedzano Łagiewniki w czasie dorocznych odpustów św. Antoniego, patrona miejscowej świątyni, i w Zielone Świątki.

Na odpust w Łagiewnikach, który dla wielu łodzian był pretekstem do odbycia przyjemnej wycieczki połączonej z rozrywką, wybierano się pojedynczo, parami a najczęściej całymi rodzinami. 

Niemal każdy z pielgrzymów, w zależności od stanu własnej kieszeni, zabierał z domu mniejsze lub większe zapasy żywności i ruszał na pielgrzymi szlak.
Ażeby skorzystać z atrakcji odpustowych, należało uprzednio przebyć ośmiokilometrowy odcinek drogi łączącej miasto z Łagiewnikami. Drogę tę przebywano rozmaicie: w eleganckich powozach, zwykłych bryczkach i na chłopskich furkach, najczęściej jednak wędrowano pieszo przy dźwiękach harmonii lub gitary i wtórze marszowej piosenki. Droga zresztą nie była zbyt uciążliwa. Tuż za Bałuckim Rynkiem zagłębiała się w gęste, cieniste lasy, dalej wiodła krętymi zagięciami po zielonych wąwozach, a przyjemny cień leśny znikał dopiero przed samą wioską. Nieoczekiwanie z gęstwiny leśnej wyłaniał się kościół i klasztor łagiewnicki.

W połowie drogi do Łagiewnik, u zbiegu dzisiejszych ulic Łagiewnickiej i Kasztelańskiej, stała pustelnia obok wyniosłego wzgórza, kryjącego zwłoki pięciu pustelników. Dla utrudzonych wędrówką pielgrzymów było to ulubione miejsce wypoczynku, w przecinającym drogę strumieniu pojono konie i zanurzano obolałe pieszą wędrówką stopy. Po przybyciu do Łagiewnik i krótkim odpoczynku pielgrzymi udawali się do kościoła na uroczystości odpustowe. W czasie nabożeństwa słuchano chóru kościelnego z Łodzi.

Dla pobożnych łodzian najciekawszym miejscem w Łagiewnikach był kościół i klasztor w Łagiewnikach, zbudowane na początku XVIII wieku na wzgórzu zwanym Wyględnicą. W miejscu tym pierwotnie znajdowała się kaplica wystawiona w 1676 roku ku czci św. Antoniego Padewskiego przez dziedzica włości łagiewnickich Samuela Żelewskiego. Pod posadzką świątyni, w sklepionej krypcie spoczywały zwłoki św. Rafała Chylińskiego, niegdyś chorążego „gorliwego w obronie kraju”, a następnie brata zakonnego słynącego ze świątobliwego życia. Opieczętowaną trumnę bez przerwy oblegali pielgrzymi.

W dniach odpustów przed wejściem do kościoła łagiewnickiego sadowili się liczni żebracy. Przybywali tu z Łodzi, Zgierza, Strykowa i innych okolicznych miejscowości. Zwykle już o świcie zajmowali posterunki, ponieważ zdobycie korzystnego miejsca przed bramą kościelną decydowało o wpływach do żebraczej kiesy… Wobec silnej konkurencji każdy żebrak starał się wszelkimi sposobami zwrócić na siebie uwagę litościwych pielgrzymów. Jednym pomagało w tym rzeczywiste lub pozorowane kalectwo, innym – umiejętność przekrzyczenia konkurentów do jałmużny i przekonania ofiarodawcy, że jego grosze zostały wydane właściwie.

Za mną się wstawia Panna z Częstochowy,
od niej ja każdy grosik mam gotowy.
Kto mnie wspomoże, ma cztery zdrowaśki
i u Niej łaski…
- zawodził przekonywująco żebrak.

Gdy uczestnicy uroczystości odpustowych obdarowali już żebraków jałmużną i wysłuchali dziadowskich pieśni o straszliwych zbrodniach i nadchodzącym końcu świata, udawali się na obszerny plac przed kościołem. 

Stały tu rozmaitej wielkości i kształtu kramy i stoliki, przy których sprzedawano dewocjonalia, tandetną biżuterię, zabawki dla dzieci oraz cenną pamiątkę z odpustu: cynowe figurki św. Antoniego.

W sąsiedztwie jarmarcznych straganów sadowiły się bufety pod płóciennymi namiotami. Polecały one urozmaicony zestaw dań i napojów, gorące flaczki, smaczną grochówkę, parówki z chrzanem, do tego piwo i lemoniadę. 
Ruch w bufetach był duży, ponieważ wielu odpustowiczów trzymało się zasady wypisanej nad wejściem do jednego z namiotów:

Ręka rękę myje, noga nogę kopie,
głupi ten co wodę zamiast piwa żłopie…


Sprawnie działała również gastronomia obnośna. W ruchomych bufetach można było nabyć pierniki, obwarzanki, cukierki, owoce. Na każdym kroku spotykało się sprzedawców lodów, lemoniady i kwasu chlebowego.

Po obejrzeniu osobliwości odpustowo-jarmarcznych i zakupieniu pamiątek uczestnicy pielgrzymki podążali do lasu.

Niektórzy jednak ciągnęli do kaplic rozrzuconych wokół klasztoru. Najczęściej odwiedzano położoną nad strumieniem kaplicę św.Antoniego, to jest pierwszy kościółek łagiewnicki ze studzienką i prymitywnymi malowidłami przedstawiającymi cuda tam spełnione.

Woda ze studzienki nie tylko wybornie gasiła pragnienie, ale posiadała podobno własności lecznicze, szczególnie pomocne w chorobach oczu. Napełnianą nią więc opróżnione po napojach naczynia i butelki.

Z kaplicą św. Antoniego sąsiadowała kapliczka św. Rocha i Sebastiana. Niedaleko od tego miejsca, na wprost murów klasztornych, na niewielkim kopcu wnosiła się kapliczka św. Walentego, spełniająca funkcję kościółka cmentarnego.

Na północ od klasztoru, tam gdzie teraz jest cmentarz, znajdowała się kapliczka Przemienienia Pańskiego. Wreszcie przy drodze do Łodzi (ulica Łagiewnicka) w pobliżu folwarku łagiewnickiego widniała na zalesionym wzgórzu kaplica Matki Boskiej. Wszystkie kaplice zbudowane były z drewna.

W porze obiadowej następował czas wypoczynku i zabawy. Jedni zażywali na zielonej murawie poobiedniej drzemki, inni zabawiali się grą w karty. Młodzież wolała raczej gry ruchowe: „Ślepą babkę”, „Lisa koło drogi” i inne.


Urządzano także różne gonitwy, grano w serso i piłkę. Powodzeniem cieszyły się huśtawki sporządzone domowym sposobem za pomocą mocnej liny uwiązanej końcami do pni dorodnych drzew.


Las rozbrzmiewał okrzykami, śmiechem i śpiewem. Z różnych stron płynęły tony muzyki świadczące, że zaczynał się czas ogólnej zabawy.

W Łagiewnikach na majówce

W Łagiewnikach na majówce
siadłem raz przy pięknej wdówce,
która bardzo męża chciała,
lecz powiedzieć mi nie śmiała.
Sam się jednak domyśliłem
i do wdówki podskoczyłem,
i nie tracąc dużo czasu
poszliśmy razem do lasu.

I po bardzo krótkiej chwili
Gdyśmy już w gęstwinie byli,
Szepta z cicha, ach kocham cię!
Ja na tym wnet poznałem się,
z błogiej chwili skorzystałem,
z całej siły ją kochałem,
bom bałucki cwaniak przecie
umiem siedzieć przy kobiecie.

Ona była z tego rada
i do ucha mi coś gada,
ja jej wcale nie słuchałem,
bo o innej już myślałem.
Oj da, dana, dana, dana,
ja jej wcale nie słuchałem,
bo o innej już myślałem.

Popularna piosenka śpiewana na majówkach na początku XX wieku. Ze zbiorów Tadeusza Rosiaka


Doroczny odpust w Łagiewnikach zmieniał się w ogromny festyn ludowy. Na leśnych polanach, w tumanach kurzu, przy dźwiękach harmonii wywijano skoczne polki i oberki. Rozbawieni młodzi ludzie śpiewali różne piosenki, przeważnie zasłyszane z operetek i wodewilów.

Gdy zagrają sztajera, zaraz ludek się zbiera,
gdzie taneczne są koła.
I puszczają się w tany z ukochaną kochany,
aż pot leje się z czoła.

W czasie tańców nie obowiązywała etykieta. Zrzucano marynarki. Tańczono żywiołowo z „biglem”. Ulubionymi tańcami były oberki, polki, kujawiaki. Rzadziej tańczono walczyka. Niekiedy harmonię zabawy zakłócały bijatyki podpitych tancerzy o względy dam, szybko jednak likwidowane przez bardziej statecznych uczestników zabawy.
Na tańcach, gonitwach, przeróżnych grach szybko mijały godziny. Gdy już słońce zapadało za lasem, zmęczeni emocjami świątecznej zabawy, ale radośni „majówkowicze” powracali gromadnie do dusznej, zadymionej Łodzi.


W lesie łagiewnickim, pod pozorem majówki, odbywały się również nielegalne zebrania robotnicze. W czasie tych zebrań wygłaszano pogadanki na tematy polityczne, czytano nielegalne broszury, śpiewano zakazane pieśni. Po zebraniu bawiono się przy muzyce. Była więc i najprawdziwsza majówka.
  
źródła:
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.
[red:] Bronisława Kopczyńska-Jaworska, Jadwiga Kucharska, Jan Piotr Dekowski. Folklor robotniczej Łodzi. Pokłosie konkursu.

 
 

Opowieść o łagiewnickich majówkach i odpustach przełomu XIX i XX wieku, współczesnymi zdjęciami zilustrowała Monika Czechowicz.

1 komentarz:

  1. W Łagiewnikach spędziliśmy w części przeszło 20 lat. Od powstania działek rekreacyjnych do końca ubiegłego wieku kiedy musieliśmy podjąć decyzję czy drapać pazurami ziemię pod warzywa i zbierać owoce, czy zbierać patole w lesie i niby nic nie robić ;) Wybraliśmy patole po drugiej stronie Łodzi, ale z Retkini o wiele bliżej bo nie przez całe miasto. Zielone Świątki z odpustem przy Klasztorze były bardzo ważne w cyklu rocznym i wyznaczały nasze zielone świątki ;) Chodziliśmy z naszych potrzeb i potrzeb syna Michała... wspominając oprawę, wystrój i "towary" łza się w oku kręci jak z tradycji naszych rodziców, naszych bo pamiętam te odpusty już z końca lat '40, schodziły na uproszczenia tandeta naszej rodzimej produkcji zamieniana przez chińszczyznę :/ - może wspomnienia są piękniejsze bo z umysłu dziecka... może?! Pewnie syn także pamięta inaczej, lepiej niż my. Ważne, że mamy strażnika czasu w postaci Baedekera Łódzkiego, który zadba o nasze wspomnienia i faktycznie... czytając robi się ciepło pod sercem. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń