piątek, 16 grudnia 2022

Wojna kapitana Sojczyńskiego "Warszyca"

Najpoważniejszym przeciwnikiem powojennych nowych władz komunistycznych w regionie łódzkim było Konspiracyjne Wojsko Polskie (KWP) - polska organizacja niepodległościowa działająca od kwietnia 1945 roku. Twórcą i głównodowodzącym KWP do czerwca 1946 roku był kapitan Stanisław Michał Sojczyński "Warszyc". 


Działania KWP obejmowały: samoobronę, walkę z bandytyzmem, ochronę społeczeństwa przed Armią Czerwoną, likwidację najbardziej aktywnych urzędników władzy komunistycznej, a także niezbędne dla zdobycia środków do walk rekwizycje. KWP była od samego początku główną organizacją niepodległościową na terenie województwa łódzkiego.
W szczytowym okresie KWP liczyło około trzech tysięcy członków. Walkę zbrojną prowadziły oddziały leśne.
Do najbardziej znanych należały oddziały Jana Małolepszego "Murata" i Henryka Glapińskiego "Klingi". Konspiracyjne Wojsko Polskie wydawało pismo "W świetle prawdy".

Konspiracyjne Wojsko Polskie przywiązywało dużą wagę do walki propagandowej. Chcąc przeciwstawić się kłamstwom w prasie komunistycznej, a także pragnąc przedstawić poglądy kierownictwa KWP w sprawie aktualnej sytuacji w kraju, docierano do społeczeństwa głównie za pośrednictwem ulotek i haseł, ale organizacja miała także własne pismo - "W świetle prawdy" redagowane przez "Warszyca". On też był autorem większości zamieszczanych tam artykułów. Od września 1945 roku do czerwca 1946 roku ukazało się 17 numerów (na zdjęciu pierwsza strona numeru z 30 października 1945 roku)/IPN
(źródło fotografii: Konspiracyjne Wojsko Polskie (fc.pl)

Konspiracja obejmowała zasięgiem rejony Radomska, Wielunia, Piotrkowa Trybunalskiego, Sieradza i Łodzi, by w 1946 roku włączyć w swoje struktury grupy podziemia wywodzące się z rejonu Częstochowy i Śląska, a także części Wielkopolski. Do KWP przystępowali doświadczeni żołnierze i konspiratorzy z Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.
Do najgłośniejszej akcji KWP doszło w kwietniu 1946 roku. Wówczas to 170-osobowy oddział por. Jana Rogółki "Grota" opanował więzienie w Radomsku i uwolnił kilkudziesięciu aresztowanych przez UB. W czasie odwrotu 40-osobowy oddział porucznika Henryka Glapińskiego rozbił trzykrotnie liczniejszą grupę pościgową Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. I choć już wcześniej Warszyc był postrachem "bezpieki", po tej akcji uznano go za wroga publicznego numer jeden. Żołnierze KWP likwidowali najgoźniejszych konfidentów, funkcjonariuszy UB. Na przykład szefa sekcji śledczej powiatowego UB w Radomsku, Jakuba Cukiermana.
Warto tu przybliżyć postać legendarnego przywódcy KWP, Stanisława Sojczyńskiego, "Warszyca".

Stanisław Michał Sojczyński, ps. "Warszyc", "Wazbiw", "Wojnar", "Świrski", "Awr", "Zbigniew" (1910-1947)
- kapitan piechoty Armii Krajowej, organizator i dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego.
Zdjęcie z połowy lat trzydziestych.

Stanisław Sojczyński urodził się 30 marca 1910 roku w Rzejowicach. Po ukończeniu szkoły powszechnej, uczęszczał do panstwowego Seminarium Nauczycielskiego w Częstochowie. W 1932 roku rozpoczął służbę wojskową w 27. pułku piechoty w Częstochowie, gdzie ukończył Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy Piechoty. W dniu 1 stycznia 1936 roku został przeniesiony do rezerwy w stopniu podporucznika. Od 1934 roku pracował jako nauczyciel w szkole powszechnej w Borze Zajacińskim koło Częstochowy, w której uczył języka polskiego. Działał wówczas w Związku Nauczycielstwa Polskiego i Związku Strzeleckim.

Stanisław Sojczyński wśród członków szkolnego chóru w Borze Zajcińskim.
(źródło fotografii: IPN/Konspiracyjne Wojsko Polskie (fc.pl)

Po wybuchu wojny walczył w kampanii wrześniowej jako podporucznik, w okolicach Hrubieszowa. Po walkach koło Janowa Lubelskiego rozstał rozbrojony przez żołnierzy Armii Czerwonej. Uniknął jednak niewoli i pod koniec września 1939 roku próbował przedrzeć się do Warszawy, aby wziąć udział w jej obronie, jednak bezskutecznie. Po upadku stolicy wrócił do Rzejowic, gdzie szybko włączył się do pracy konspiracyjnej. Został członkiem Służby Zwycięstwu Polski, a następnie Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), którego był komendantem. Od października 1942 roku pełnił także funkcję zastępcy komendanta Obwodu Radomsko Armii Krajowej (AK), będąc jednocześnie szefem kierownictwa Dywersji w Obwodzie.

Kennkarta Stanisława Sojczyńskiego wystawiona na nazwisko Andrzej Dębowicz
(źródło fotografii: IPN/Konspiracyjne Wojsko Polskie (fc.pl)

Do jego największych osiągnięć należało zaatakowanie w nocy z 7 na 8 sierpnia 1943 roku niemieckiego więzienia w Radomsku. W wyniku przeprowadzonej akcji uwolniono około 50 osób - ponad 40 Polaków i 11 Żydów. Wkrótce utworzył pierwszy na terenie obwodu oddział partyzancki, którym dowodził do listopada 1943 roku. W czasie akcji "Burza" dowodził I batalionem 27. pułku piechoty AK, staczając na terenie powiatu Radomsko, wchodzącego w skład Inspektoratu Częstochowskiego AK, wiele potyczek z Niemcami.

Por. Stanisław Sojczyński "Warszyc", dowódca I batalionu 27 pułku piechoty AK - sierpień 1944 roku
(źródło fotografii: OZbŻKWP/Konspiracyjne Wojsko Polskie (fc.pl)

W styczniu 1945 roku Sojczyński otrzymał awans na stopień kapitana.
Podczas pochodu Armii Czerwonej na Berlin, kapitan Sojczyński nie złożył broni. Wiosną 1945 roku zaczął ponownie zbierać swoich dawnych żołnierzy, nawiązał także kontakty z innymi oddziałami zbrojnymi. Dnia 30 kwietnia 1945 roku wydał rozkaz, w którym nakazał byłym podkomendnym wznowienie działalności konspiracyjnej. Na bazie dowodzonego przez siebie podczas wojny I batalionu 27. Pułku Piechoty AK w maju 1945 roku w Radomsku utworzył konspiracyjną organizację, która poczatkowo nosiła kryptonim "Manewr", następnie "Walka z Bezprawiem", a od 8 stycznia 1946 roku przyjęła nazwę"Samodzielna Grupa Konspiracyjnego Wojska Polskiego" o kryptonimie "Lasy, Bory".
W dniu 12 sierpnia 1945 roku kapitan Sojczyński wydał List otwarty do pułkownika Jana Mazurkiewicza "Radosława", w którym uznał jego apel o wychodzenie z konspiracji za zdradę i apelował o dalszą walkę przeciwko komunistom. Pisał w nim:

"Wpływy Stalina na rządzącą klikę w Polsce równają się okupacji, gdy w administracji państwowej jest wielka ilość osób posiadających obywatelstwo rosyjskie lub zaprzedanych ZSRS, gdy na terenach tzw. Polski stoją gęsto załogi Armii Czerwonej, a żołnierze jej grabią i gwałcą, gdy w wojsku polskim na różnych stanowiskach są oficerowie sowieccy lub rażąco w nieproporcjonalnej ilości Żydzi, gdy stronnictwom politycznym chcą narzucić swe kierownictwo peperowcy, gdy wolność słowa wyklucza mówienie prawdy i nawet najobiektywniejszą krytykę reżimu, gdy Żydów traktuje się jako obywateli pierwszej klasy, a nawet lojalnych (co nie jest równe ze zdrajcami) członków AK dopuszcza się jedynie do stanowisk podrzędnych i dość często traktuje się ich gorzej niż volksdeutschów, gdy służba bezpieczeństwa działa jak NKWD, gdy stosowana przez czerwonych metoda rządzenia jest systemem policyjnym.
Jest terror, gdy po więzieniach i obozach karnych siedzi tylu najlepszych synów Polski, gdy nie ma dziedziny, gdzie by czerwoni nie dopuszczali się najpospolitszych draństw [...]. Byle męt społeczny jest oficerem, a im większy szuja, tym dość często otrzymuje rangę, najwyższym odznaczeniem jest przeświadczenie, że jest się człowiekiem zasad i honoru, wiernym synem Ojczyzny [...].
Złożenie broni przez oddziały AK czerwonym władzom [...] pozbawiłoby środków walki i obrony tysiące bojowników idei [...]. Kary były i są stosowane przez czerwonych z całą perfidią. Cóż się tu może zmienić? Chyba to, że nasza obrona pocznie działać bardziej zorganizowanie i skutecznie, że za nieludzkie katowanie i karanie śmiercią bojowników o Niezależność Polski będziemy czerwonych nieludzko strzelać; jeśli poważą się wyniszczać nasze rodziny - my też potrafimy palić i likwidować przeciwników w sposób bezpardonowy. Niemcy za jednego rozstrzeliwali 10-ciu, 50-ciu lub 100-tu i nie złamali nas, więc nie złamią nas czerwoni. Jeśli zdrajcy nie mają skrupułów, to my walcząc o sprawy słuszne - nie będziemy ich mieli tym bardziej".

Wyrok śmierci wydany przez Sąd Specjalny Kierownictwa Walki z Bezprawiem na szefa WUBP w Łodzi Mieczysława Moczara. 
Podobny wydano na wojewodę łódzkiego Stanisława Dąb-Kocioła. Za ich wykonanie był odpowiedzialny dowódca łódzkiej komendy powiatowej KWP por. Jan Kaleta "Postrach".
Dotarcie do tak wysoko postawionych funkcjonariuszy przerosło możliwości organizacji - mimo ponagleń "Warszyca" wyroków nie wykonano.
(źródło fotografii: IPN/Konspiracyjne Wojsko Polskie (fc.pl)

Kapitan Sojczyński domagał się zwolnienia z administracji państwowej, wojska oraz organów bezpieczeństwa obywateli niepolskich i przyjęcie na ich miejsce oficerów i szeregowców AK, prawa akowców do uzyskiwania posad, wypuszczenia na wolność aresztowanych, załatwienia sprawy awansów oficerów, podoficerów i szeregowców Armii Krajowej.
Natomiast w dniu 16 sierpnia 1945 roku wydał rozkaz określający zadania KWP w zakresie walki z przestępczą działalnością władz komunistycznych i ochrony społeczeństwa oraz żołnierzy podziemia niepodległościowego przed terrorem organów bezpieczeństwa.
"Warszyc" liczył na zwrot sytuacji międzynarodowej, a nawet na wybuch III wojny światowej, która zmieniłaby układ sił i sytuację Polski. Początkowo brał pod uwagę również sukces Polskiego Stronnictwa Ludowego w prawdziwie wolnych, zadeklarowanych podczas konferencji międzynarodowych wyborach. Przewidując, że komuniści po przegranych wyborach mogą nie oddać władzy, Sojczyński planował wyjście żołnierzy podziemia z lasu i walkę o respektowanie wyników wyborów.

"Głos Robotniczy", 31 lipca 1946 roku.

Do aresztowania Stanisława Sojczyńskiego doszło w czerwcu 1946 roku w Częstochowie, w wyniku zdrady byłego zołnierza KWP - wskazał on dom, w którym ukrywał się "Warszyc". Dzięki kolejnym aresztowaniom i przejętym archiwom KWP funkcjonariuszom UB udało się dotrzeć do komendantów kolejnych obwodów i rozbić organizację.

"Dziennik Łódzki", 31 lipca 1946 roku.

"Express Ilustrowany", 31 lipca 1946.

"Kurier Popularny", 31 lipca 1946.

Proces Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca" odbywał się między 9 a 17 grudnia 1946 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi.

Fotografia Stanisława Sojczyńskiego w siedzibie WUBP w Łodzi.
(źródło fotografii: IPN/Konspiracyjne Wojsko Polskie (fc.pl)

Dawna siedziba WUBP w Łodzi przy ul. Anstadta 7/9. Tu przez kilka miesięcy przesłuchiwano kpt. Sojczyńskiego, por. Ksawerego Błasiaka, por. Czesława Kijaka i innych członków I Komendy KWP.

"Kurier Popularny", 23 listopada 1946 roku.

Halina Pikulska "Ewunia" 
- sekretarka komendanta KWP

"Dziennik Łódzki", 28 listopada 1946 roku.

Wojskowy Sąd Rejonowy mieścił się przy ulicy Sienkiewicza, miał jednak zbyt małe sale, a chciano zrobić pokazowy, propagandowy proces, więc przeniesiono go na plac Dąbrowskiego. 

"Express Ilustrowany", 8 grudnia 1946 roku.

"Warszyc" do końca bronił swoich racji, śmiało wypowiadał się na temat panującego w kraju bezprawia. Wiele razy sędzia przerywał jego wypowiedzi.

Proces "Warszyca"

"Kurier Popularny", 8 grudnia 1946 roku.

"Głos Robotniczy", 8 grudnia 1946 roku.

Proces "Warszyca" i jego 11 podkomendnych przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi odnotowany został przez komunistyczne media w 1946 roku. 

"Express Ilustrowany", 10 grudnia 1946 roku.

"Kurier Popularny", 10 grudnia 1946 roku.

"Głos Robotniczy", 10 grudnia 1946 roku.

Prasa lokalna szczegółowo informowała o przebiegu procesu, obrzucając przy okazji Komendanta KWP i jego żołnierzy wyzwiskami: "krwawy watażka", "bandyta", "krwawe zbiry".

"Dziennik Łódzki", 11 grudnia 1946 roku.

"Express Ilustrowany", 11 grudnia 1946 roku.

W trakcie procesu kapitan Stanisław Sojczyński dumnie wygłosił swoją niepodległościową deklarację, którą uznać można za credo wszystkich prześladowanych i zabijanych przez komunistów polskich Żołnierzy Niezłomnych:

"Do zarzucanych mi aktem oskarżenia czynów przyznaję się częściowo, do winy jednak nie poczuwam się. Uważam raczej, że mam zasługi wobec Narodu, dla którego dobra walczyłem. W świetle obowiązujących przepisów prawnych nie uważam swoich czynów za przestępstwo. Wszystkie czyny, jeśli nie wyszły poza ramy moich rozkazów, są zgodne z moimi zasadami i sumieniem [...]. W samej rzeczy, jeśli chodzi o zarzuty aktu oskarżenia, to do pierwszego zarzutu, że zmierzałem do zmiany ustroju i usunięcia organów zwierzchnich Narodu, do zagarnięcia władzy - nie przyznaję się. Przyznaję się tylko do założenia i należenia do nielegalnej organizacji, celem której było przeciwdziałanie terrorowi władz, walka z bezprawiem i prześladowaniem, czyli samoobrona, co zresztą ilustrują moje rozkazy".

"Głos Robotniczy", 12 grudnia 1946 roku.

"Głos Robotniczy", 13 grudnia 1946 roku.

"Głos Robotniczy", 15 grudnia 1946 roku.

Proces zakończył się karami śmierci dla głównych podsądnych.


Wyrok w sprawie Stanisława Sojczyńskiego i jego towarzyszy został wydany 17 grudnia 1946 roku przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi w składzie: ppłk Bronisław Ochnio - przewodniczący, kpt. Piotr Adamowski - członek, mjr Leonard Kroze - ławnik, por. Roman Dyhdalewicz - sekretarz. Ośmiu oskarżonych: kpt. Stanisław Sojczyński "Warszyc", por. Ksawery Błasiak "Albert", kpt. Henryk Glapiński "Klinga", Albin Ciesielski "Montwiłł", sierż. Marian Knop "Własow", pchor. Stanisław Żelanowski "Nałęcz", por. Władysław Bobrowski "Wiktor", sierż. Antoni Bartolik "Szary", zostało skazanych na karę śmierci (prezydent Bierut ułaskawił Bobrowskiego i Bartolika) a czterech na kary pozbawienia wolności - por. Czesław Kijak "Romaszewski" na 8 lat, Zygmunt Łęski "Doman" na 15 lat, ks. Mieczysław Krzemiński na 6 lat, Andrzej Zbierski na rok.

"Express Ilustrowany", 18 grudnia 1946 roku.

Protokół wykonania kary śmierci na Stanisławie Sojczyńskim. 
Wyrok śmierci na sześciu skazanych wykonano 19 lutego 1947 roku. 
Do dzisiaj nie udało się ustalić, gdzie pochowano kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca" i jego pięciu podwładnych.
(źródło fotografii: IPN/Konspiracyjne Wojsko Polskie (fc.pl)

Po śmierci "Warszyca" KWP nie zaprzestało działalności - funkcjonowały jeszcze komendy II i III - ale nie odzyskały już pierwotnego zasięgu. Przez lata PRL-u próbowano zafałszować prawdziwe oblicze działalności niepodległosciowej Konspiracyjnego Wojska Polskiego.
14 października 1992 roku Sąd Wojewódzki w Łodzi uchylił wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego w Łodzi z dnia 17 grudnia 1946 roku, uznając, że Stanisław Sojczyński działał na rzecz niepodległości państwa polskiego.
Imieniem Stanisława Sojczyńskiego nazwano ulice między innymi w Łodzi, Częstochowie i Radomsku.


źródła:
Przemysław Waingertner. Czwarta stolica. Kiedy Łódź rządziła Polską (1945-1949).
Tomasz Toborek. Stanisław Sojczyński i Konspiracyjne Wojsko Polskie. 
htp://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/List_Warszyca_doRadoslawa.pdf

źródła fotografii archiwalnych:
oraz zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Fot. współczesne Monika Czechowicz

BAEDEKER POLECA:
Przemysław Waingertner. Czwarta stolica. Kiedy Łódź rządziła Polską (1945-1949).

Prezentowana książka jest pierwszą z serii „Łódź w PRL. PRL w Łodzi”. Autorzy serii w pięciu tomach podejmą wysiłek ukazania kolejnych etapów funkcjonowania miasta nad Łódką w latach 1945-1989, by w sposób jak najbardziej przystępny popularyzować wiedzę o Łodzi w kontekście PRL-owskiej rzeczywistości.
Autor publikacji przedstawia historię Łodzi w okresie pierwszego pięciolecia po II wojnie światowej, kiedy dawny polski Manchester zaczął odradzać się jako metropolia socjalistycznego przemysłu włókienniczego, prawdziwa stolica polskiej kultury z widokami na przejęcie podobnej funkcji w dziedzinie politycznej po zrujnowanej Warszawie, laboratorium nowej Polski, a także ważne ogniwo w łańcuchu represyjnego, totalitarnego systemu komunistycznego państwa. Odsłania też różne oblicza ówczesnej rzeczywistości: przejmowanie władzy przez komunistów, ich walkę z opozycją i podziemiem, postacie administratorów czerwonej Łodzi, powojenny rozwój miasta, reaktywację „łódzkiego włókna”, kulturalny boom po II wojnie światowej czy wreszcie utworzenie uczelni wyższych, m.in. Uniwersytetu Łódzkiego.

Publikacja jest adresowana do osób, które chcą sobie przypomnieć PRL-owską rzeczywistość Łodzi lub poznać ją na nowo.
Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

poniedziałek, 12 grudnia 2022

REGION. Ruiny zamku w Drzewicy.

Potężne mury zamku w Drzewicy robią niesamowite wrażenie. Gotycko-renesansowe zamczysko sąsiaduje z rzeką, po której latem pływają łabędzie.

Źródła po raz pierwszy wymieniają Drzewicę w XIII stuleciu, kiedy książę Konrad Mazowiecki, za pomoc w walce z Prusami, przekazał ją komesowi Gosławowi, piszącemu się od tej pory Drzewickim. Członkowie tego rodu w następnych stuleciach piastowali zaszczytne urzędy państwowe, co nie pozostało bez znaczenia dla rozwoju rodzinnej miejscowości.
Z inicjatywy Mikołaja Drzewickiego, sekretarza króla Władysława Jagiełły, Drzewica otrzymała w Nieszawie 5 maja 1429 roku magdeburskie prawa miejskie. Największy rozkwit miasto przeżywało na przełomie XV i XVI wieku, kiedy właścicielem miasta był Maciej Drzewicki (1467-1535), osobisty sekretarz króla Jana Olbrachta, biskup przemyski, kanclerz wielki koronny na dworze Zygmunta Starego, a następnie biskup włocławski, a wreszcie arcybiskup gnieźnieński i prymas polski.

Maciej Drzewicki herbu Ciołek (1467-1535)
- arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski w 1531 roku, biskup włocławski w 1513 roku, biskup przemyski w 1503 roku, kanclerz wielki koronny w 1511 roku, podkanclerzy koronny w 1501 roku, kanonik poznański w 1500 roku, prepozyt u św. Floriana w Krakowie w 1499 roku, scholastyk łęczycki w 1496 roku, scholastyk krakowski w 1492 roku, prepozyt skalbmierski w 1498 roku, kantor sandomierski w 1493 roku, kanonik krakowski w 1488 roku, sekretarz królewski, I sekretarz kancelarii królewskiej w 1497 roku, sekretarz kancelarii królewskiej w 1492 roku, komisarz królewski w Gdańsku w 1524 roku. Urodzony w Drzewicy.
(źródło fotografii: Zamek w Drzewicy (drzewica.pl)

Współczesny Drzewickiemu biograf tak opisał właściciela Drzewicy:
Był to człowiek roztropny i uczony, uprzejmy, przystępny, ludzki, od wszelkich gwałtownych zmysłów daleki. Łatwy był do niego dostęp. Łaskawie każdego słuchał, był najcierpliwszy w znoszeniu wielkich trudów, cały ciężar pisania wyłącznie niemal sobie znosił, własnoręcznie prawie wszystkie swe listy pisał i zdawał się zawsze niestrudzony. Interesował się żywo górnictwem, zakładał huty szklane, zbudował zamek w Wolborzu, odbudował kościół św. Stanisława we Włocławku, katedrę w Przemyślu.


Z inicjatywy Macieja Drzewickiego w latach 1527-1535 wybudowano również rodzinną rezydencję w Drzewicy. Prymas chciał w ten sposób dorównać królowi i faktycznie budowla była wspaniała, co widać nawet dziś.

Zamek na miarę króla.

Prymas Maciej Drzewicki chciał, aby jego zamek wielkością i przepychem prześcignął wszystkie okoliczne rezydencje. Szczególnie rywalizował z królem Zygmuntem Starym, który przebudował Wawel i wzniósł w pobliskim Piotrkowie zamek - wieżę mieszkalną, określaną jako pierwszą renesansową budowlę w Polsce. Prymas zaangażował więc do pracy całą miejscową ludność i "zapożyczył" wiele architektonicznych nowinek z Wawelu, aby nie być gorszym od króla. Po ukończeniu prac twierdził, iż w całej Polsce nie ma piękniejszej budowli.
18 lipca 1787 roku podczas podróży z Krakowa do Warszawy zamek i kościół odwiedził król Stanisław August Poniatowski. To dla niego malarz Zygmunt Vogel namalował widok zamku drzewickiego.

Widok zamku w Drzewicy na akwareli Zygmunta Vogla z 1792 roku.


Zamek jest doskonałym przykładem budowli okresu przejściowego; wybudowanej w stylu gotyckim, ale posiadającym już elementy nowego stylu, jakim był renesans.
Zamek zbudowano na południe od rynku, na terenie terasy zalewowej rzeki Drzewiczki. Dobrze zachowany pozwala bez trudności odtworzyć wygląd z okresu świetności.


W zamkowych ruinach zachowały się kamienne obramienia okien i drzwi.

Widok na ruiny zamku w Drzewicy. Staloryt z 1837 roku. 
Leonard Chodźko, wg. Auguste François Alès (1797-1878)
(źródło: Polona.pl)


Mury posadowione były na konstrukcji z dębowych bali ułożonych w dwóch warstwach wzdłuż murów. Cała budowla otoczona była fosą, łączącą się z korytem okolicznej rzeki. Dziś jeszcze jest ona wyraźna.

Zamek w Drzewicy otoczony był fosą.

Zamek w Drzewicy w połowie XIX wieku, wg. rysunku M. Adriollego.

Rekonstrukcja zamku wg. B. Guerquina i J. Salma
(źródło: https://medievalheritage.eu/)

Rekonstrukcja zamku wg. M. Sobczaka
(źródło: https://medievalheritage.eu/).

Zamek założono na planie prostokąta o wymiarach 37 x 43 m, usytuowanego na wschód-zachód. W narożach znajdują się cztery kwadratowe wieże ustawione ukośnie do boków założenia. W północno-wschodniej oskarpowanej dodatkowo wieży znajdowała się brama wjazdowa dla konnych oraz furtka dla pieszych.


Zachowały się dwie wnęki od mostów zwodzonych – jedna szeroka, odpowiadająca bramie wjazdowej, druga wąska dla klatki schodowej. 


W wieży powyżej znajdowały się trzy kondygnacje mieszkalne, do których prowadziły wielopoziomowe zewnętrzne ganki ze schodami od strony dziedzińca.


Pozostałe wieże połączone były z budynkami, do których były dostawione. Do każdej kondygnacji prowadziły przejścia z odpowiednich pięter sąsiednich budynków. 


Dolne kondygnacje wież narożnych wyposażone były również w strzelnice kluczowe.

"Tygodnik Ilustrowany", rok 1868. Zamek w Drzewicy. 
Rysunek Władysława Szernera, wg. szkicu J. Brandta.

"Tygodnik Ilustrowany", rok 1868. Zamek w Drzewicy. 
Rysunek Władysława Szernera, wg. szkicu J. Brandta.


Zachodnie skrzydło dziedzińca wypełniał budynek mieszkalny z dwoma wieżowymi ryzalitami. Do dzisiaj pozostała jedynie południowa wieża ryzalit, z której na każdej kondygnacji znajdowało się przejście do odpowiednich pomieszczeń budynku głównego. Na najwyżej kondygnacji w czasach prymasa Drzewickiego znajdowała się kaplica zamkowa.


Charakterystycznym elementem wystroju budowli są ceglane podwójne szczyty, spięte ze sobą wysmukłym ceglanym kominem. Wieńczą one północną i południową ścianę domu mieszkalnego.

Jeden z zachowanych zamkowych szczytów z kominem.

Pocztówka, ok. 1901. Drzewica, zwaliska zamku.
(źródło: Polona.pl)

Obiekt wybudowano z miejscowego piaskowca, cegła posłużyła jako budulec przy łukach okiennych i szczytach zachowanych na budynku mieszkalnym i na ryzalitach w ścianie wschodniej.


Od 1651 roku w zamku w zamku gospodarowały siostry bernardynki, które po spaleniu klasztoru drzewickiego przeniosły do zamku swój konwent. Wtedy urządzono kaplicę dla świeckich w budynku gospodarczym oraz kaplicę zakonną zapewne w miejscu dawnej prymasowskiej.


Drzewiccy władali Drzewicą do początku XVIII stulecia. Po bezpotomnej śmierci Hieronima Drzewickiego dobra przeszły na jego siostrę Konstancję z Drzewickich Sołtykową. Po Sołtykach w Drzewicy gospodarował Fabian Szaniawski, a po jego śmierci syn Filip. Szaniawscy rezydowali w miejscowym dworze, gdyż zamczysko zamieszkane było jeszcze przez zakonnice.


W sąsiedztwie zamku, bezpośrednio przed wjazdem, stoi XVII-wieczny szlachecki dworek.


 Prawdopodobnie był pierwotnie budynkiem usługowym wobec zamku, a potem został rozbudowany.


Stanisław Wyspiański:
Wypadło nam stanąć nie w miasteczku, ale we dworze pp. Reiskich. Zastaliśmy wielu gości z okolicy, był to dzień imienin siostry żony pana samego. Dwór cały otoczony wodą, leży bowiem nad rzeczką Drzewiczką, prześliczny i malowniczy.
Z ganku dworskiego, zarosłego gęsto winem dzikim, widok przecudny – na ruiny zamku wczesnorenesansowego. Widzisz tu całą walkę renesansu z miejscowym gotycyzmem. Całość niesłychanie malownicza.


Kres drzewickiej warowni przyniósł pożar, który wybuchł w 1814 roku niszcząc niemalże cały obiekt.

Teodor Chrząński (1821-1887). Zamek w Drzewicy przed pożarem w 1814 roku. 


W latach 50. XX wieku pojawiły się projekty odrestaurowania drzewickiego zamku...

"Głos Piotrkowski", rok 1950.

"Głos Pabianic", rok 1951.

Istniejący dzisiaj obiekt posiada formę trwałej ruiny. Jest w rękach prywatnych i niestety trudno ustalić jego dalszy los. Klucz do zamku posiada podobno gospodarz w sąsiadującym z nim dworze.


Z zamkiem w Drzewicy związane są legendy.
Podobno miejscowi do dzisiaj starają się omijać po zmroku ruiny zamku drzewickiego. Niejeden widział i słyszał tu dziwne zjawiska. Legenda mówi, że w gwiaździstą noc, ujrzeć można smutną procesję sióstr bernardynek. Zakonnice, przy zgaszonych świecach, ze spuszczonymi głowami, obchodzą wszystkie komnaty. Słychać ich ciche modlitwy i jęki. Zatrzymują się w kaplicy i aż do północy modlą i błagają o przebaczenie. Smutna procesja to bowiem kara, za to że siostry nie dopilnowały swych obowiązków. Po zakończonych roratach nie wygasiły wszystkich świec i ogień rozprzestrzenił się najpierw na kotary, a później na całą budowlę.
Kolejna legenda tłumaczy jęki dochodzące nocami z zamku. To zakonnica żywcem zamurowana za złamanie ślubów czystości. Inna wersja mówiła, że ukarano w ten sposób siostrę, która nie przypilnowała wygaszenia świec i przyczyniła się do pożaru. Odgłosy dochodziły podobno zawsze z jednego miejsca i dlatego wykuto tam niewielką kapliczkę, która miała odpędzić złe duchy lub dać ukojenie błąkającej się duszy.
Choć nie ma pewności, że to zakonnice odpowiadają za pożar, to fatum, które je prześladowało skierowało podejrzenia właśnie na nie. Najpierw spłonął ich klasztor ufundowany w 1630 roku przez Annę z Bąkowca – Drzewicką, potem zamek w Drzewicy, który przejęły. Następna ich siedziba, klasztor u stóp Gór Świętokrzyskich - Święta Katarzyna, również się spaliła...
Historycy uważają jednak, że bardziej prawdopodobne jest, iż najpierw zapalił się dwór Szaniawskich i to stamtąd ogień przeniósł się na mury zamkowe.
Inna zjawa zamkowa to duch córki Adama Drzewickiego, pojawiający się w ruinach jako "biała dama". W czasie "potopu" szwedzkiego zamek próbowano bronić, jednak gdy artyleria szwedzka zniszczyła bramę i najeźdzcy zbliżali się już do mostu, losy zamku były przesądzone. Córka pana zamku postanowiła zginąć niż oddać się w ich ręce. W długiej białej sukni weszła na wieżę i skoczyła…

Rysunek zamku w Atlasie Geograficznym Ilustrowanym Królestwa Polskiego J.M. Bazewicza z 1907 roku.

Ruiny zamku w Drzewicy są niezwykłym zjawiskiem w Polsce. Stan ich zachowania, pozwalający niemal dokładnie odtworzyć stan pierwotny, wyróżnia Drzewicę spośród wielu ruin zamków – bryła zamku, jego szczyty i szczegóły architektoniczne stawiają Drzewicę w rzędzie najcenniejszych zabytków architektury monumentalnej w Polsce
Bohdan Guerquin


Drzewica położona jest na północnym skraju Wzgórz Opoczyńskich, w dolinie rzeki Drzewiczki, we wschodniej części województwa łódzkiego. Ruiny zamku znajdują się w południowo-wschodniej części miasta i są najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu.


Źródła:
Piotr Machlański, Joanna Podolska, Tomasz Stańczak. Spacerownik po regionie.
*** ZAMEK W DRZEWICY *** (zamkipolskie.com)
Drzewica - zamek biskupi - Architektura średniowiecza i starożytności (medievalheritage.eu)
Zamek Drzewica 🏰| Polskie zamki i dwory obronne (zamkomania.pl)
Bohdan Guerquin - Zamki w Polsce.
Tomasz Jurasz. Zamki i ich tajemnice.
Izabela i Tomasz Kaczyńscy. Polska – najciekawsze zamki.
Ryszard Rogiski. Zamki i twierdze w Polsce. Historia i legendy.
"Dziennik Łódzki", rok 1948.

Fot. archiwalne pochodzą ze stron:
https://polona.pl/
https://medievalheritage.eu/
oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

Fot. współczesne Monika Czechowicz

BAEDEKER POLECA:
Piotr Machlański, Joanna Podolska, Tomasz Stańczak. Spacerownik po regionie.


Cykl przewodników po regionie łódzkim ukazywał się jako dodatek do łódzkiego wydania "Gazety Wyborczej" w maju 2008 r. i spotkał się z wielkim zainteresowaniem czytelników. Na ich prośbę stworzona została książkowa wersja uzupełniona i rozszerzona o nowe atrakcyjne miejsca i fotografie. W książce tej opisanych jest 30 zamków w województwie łódzkim, od Łęczycy po Drzewicę, od Uniejowa po Opoczno, a także inne atrakcyjne miejsca do odwiedzenia. Pokazanych jest ponad 500 zdjęć, rycin i archiwalnych planów. To pierwszy tego typu przewodnik po średniowiecznych warowniach, malowniczych parkach krajobrazowych, wspaniałych kościołach, ciekawych muzeach województwa łódzkiego. Książka ta prowadzi w zakątki zupełnie nieznane, przypomina też historie, które były zagrzebane w bibliotekach i ukryte w archiwach... Przygotowując tą książkę autorzy odwiedzili kilkadziesiąt podłódzkich miejscowości. Niektóre dobrze wcześniej znane, jak choćby Tum pod Łęczycą czy Piotrków Trybunalski, inne zupełnie nowe i zaskakujące, m.in. Besiekiery niedaleko Grabowa. Ich celem było opisanie i pokazanie warowni i zamków, które niegdyś należały do polskich królów, książąt, rycerzy bądź biskupów. Dziś mieszczą się w nich muzea, albo pozostały po nich jedynie ruiny. Przy okazji pokazali też inne atrakcje województwa. Autorzy przedzierali się przez chaszcze i cierniste krzewy, przeskakiwali przez błotniste łąki, schodzili do piwnic i schronów. Rozmawiali z lokalnymi przewodnikami i regionalistami. Spotykali się ze wspaniałymi ludźmi. Tadeusz Michalski, twórca i barwny gawędziarz z Przedborza, opowiadał historie wierszem i pokazywał pozbierane z różnych okolicznych wiosek święte obrazy tworzące niezwykłą opowieść o Polsce. Fotografowanie m.in. urokliwych kapliczek i wspaniałych małych kościółków odbywało się w marcu i kwietniu. Z powodu wiosennych kaprysów pogody w niektóre miejsca autor zdjęć musiał wracać, bo zaskoczyła go na przykład śnieżna zawierucha. Najpiękniejszym i najbardziej fotogenicznym miejscem jest zamek w Oporowie. To właśnie jego zdjęcie zdobi okładkę książki.