czwartek, 28 sierpnia 2014

Pomnik Aleksandra Kamińskiego w Łodzi.


Pomnik Aleksandra Kamińskiego - rzeźba plenerowa w Parku Staromiejskim w Łodzi. Pomnik przedstawia Kamińskiego, ubranego w harcerską pelerynę i czapkę rogatywkę, siedzącego przy ognisku.


 Autorem pomnika jest Kazimierz Karpiński. Pomnik został odsłonięty 24 września 2005 roku w ramach obchodów 50 rocznicy Hufca Łódź-Polesie.

Aleksander Kamiński, przybrane nazwisko: Aleksander Kędzierski, ps. Dąbrowski, J. Dąbrowski, Fabrykant, Faktor, Juliusz Górecki,Hubert, Kamyk, Kaźmierczak, Bambaju -  urodził się 28 stycznia 1903 w Warszawie.  Pedagog, wychowawca, twórca metodyki zuchowej, instruktor harcerski, harcmistrz, żołnierz Armii Krajowej oraz jeden z ideowych przywódców Szarych Szeregów. Mąż Janiny Kamińskiej, polskiej archeolog, pedagog i instruktorki Związku Harcerstwa Polskiego, ojciec Ewy Rzetelskiej-Feleszko (profesor językoznawstwa).
Syn Jana Kamińskiego (farmaceuty) i Petroneli Kaźmierczak. W 1905 wyjechał wraz z rodzicami do Kijowa, gdzie ukończył rosyjską 4-klasową szkołę powszechną, potem w 1914 przeniósł się do Rostowa, a w 1916 roku  do Humania.
Trudne warunki materialne (jego ojciec zmarł w 1911 roku) sprawiły, że już od 1916 pracował jako goniec w banku. Od stycznia 1918 roku członek 1. Męskiej Drużyny Skautowej im. Tadeusza Kościuszki w Humaniu. Był tam potem kolejno zastępowym, przybocznym, od lata 1919 drużynowym i przybocznym hufca, a od maja 1920 jednocześnie kierował całym Gniazdem Humańskim (obejmującym drużyny harcerek i harcerzy). Od 1918 roku uczeń polskiej szkoły średniej w Humaniu.


Po powrocie do kraju (w marcu 1921 roku) kontynuował naukę w Gimnazjum Kazimierza Kulwiecia w Warszawie, otrzymując tu w czerwcu 1922 świadectwo dojrzałości. Następnie studiował historię na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego i w styczniu 1928 uzyskał dyplom magistra.
W czasie studiów nadal pracował zarobkowo: od 1922 roku  był pomocnikiem wychowawcy, wychowawcą, potem kierownikiem bursy RGO im. 3 Maja w Pruszkowie, od 1929 nauczycielem historii w Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Warszawie, a od 1930 do 1931 kierownikiem bursy Związku Osadników Wojskowych dla młodzieży szkół zawodowych przy ul. Młocińskiej. Współzałożyciel i następnie członek władz Związku Zawodowego Wychowawców.


Aleksander Kamiński kontynuował także działalność w ZHP. Rozkazem Naczelnictwa z 3 października 1922 mianowany przodownikiem z zaliczeniem służby od sierpnia 1921, rozkazem z 30 czerwca 1924 roku został mianowany podharcmistrzem. Po zmianie nazw stopni harcerskich (w grudniu 1927 roku) – harcmistrz. Od 1923 był drużynowym I Pruszkowskiej Drużyny Harcerzy im. Stefana Czarnieckiego (przez siebie założonej) i III Pruszkowskiej Drużyny Harcerzy im. Tomasza Zana. Pełnił również obowiązki zastępcy komendanta hufca. Prowadził stałą rubrykę pt. „Życie harcerskie” w piśmie „Echo Pruszkowskie”.
W latach 1925–1927 komendant Hufca Pruszkowskiego, a od jesieni 1928 roku do grudnia 1929 komendant Chorągwi Mazowieckiej ZHP. Jednocześnie od września 1928 do czerwca 1929 drużynowy VI Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Od 1931 kierownik referatu drużyn mniejszościowych w Głównej Kwaterze Harcerzy, był także przewodniczącym KC Związku Żydowskich Drużyn Harcerskich i Gromad Zuchowych.
Twórca metodyki zuchowej (przy współpracy z Jadwigą Zwolakowską). Autor powieści, stanowiących równocześnie podręczniki metodyczne dla instruktorów zuchowych w Organizacji Harcerzy ZHP: „Antek Cwaniak” (1932), „Książka wodza zuchów” (1933) i „Krąg rady” (1935).
Kierownik Wydziału Zuchów w Głównej Kwaterze Harcerzy pozostawał do września 1937 roku (z przerwą od kwietnia do września 1933). Od września 1933 jednocześnie komendant Szkoły Instruktorów Zuchowych w Nierodzimiu na Śląsku Cieszyńskim, a od maja 1937 aż do wybuchu wojny kierownik Ośrodka Harcerskiego w pobliskich Górkach Wielkich koło Skoczowa (do tego ośrodka włączono Szkołę Instruktorów Zuchowych) i kierownik Wydziału Kształcenia Starszyzny Harcerskiej w Głównej Kwaterze ZHP.
W lipcu 1934 roku prowadził międzynarodowy kurs zuchowy w Brennej (Beskid Śląski), a w lipcu 1938 stanął na czele polskiej delegacji na międzynarodową konferencję instruktorów zuchowych w Gilwell Wielka Brytania. Uczestnik Jamboree w Wielkiej Brytanii 1929 roku, na Węgrzech 1933 i w Holandii 1937 oraz Międzynarodowej Konferencji Zuchowej w lipcu 1939 w Edynburgu (następna taka konferencja miała odbyć się w Polsce).
Po wybuchu wojny ewakuowany we wrześniu 1939 ze Śląska, około 12 września przybył do Warszawy i wszedł w skład Komendy Pogotowia Harcerzy, a po kapitulacji stolicy kierował prowizorycznym domem dziecka dla dzieci osieroconych podczas oblężenia Warszawy.
W konspiracji od października 1939 roku, członek ścisłej Głównej Kwatery („Pasieka”) Szarych Szeregów. Od tegoż miesiąca czynny także w SZP. Inicjator, organizator i następnie redaktor naczelny „BiuletynuInformacyjnego” (wydawanego od 5 listopada 1939 tygodniowego organu Okręgu Warszawa-Miasto SZP-ZWZ-AK, a od wiosny 1941 centralnego organu prasowego Komendy Głównej AK, najważniejszego pisma konspiracyjnego w okupowanej Polsce – nakład do 47 tysięcy egzemplarzy). Używał tu pseudonimu „Kaźmierczak”, a od listopada 1942 roku  „Hubert”, a także „Fabrykant”, „Kamyk”. Był także autorem większości artykułów wstępnych w „Biuletynie Informacyjnym”.
Na łamach „Przeglądu Propagandowego” (1943 nr 2) pod pseudonimem „Hubert” zamieścił artykuł „Podstawy ideowe propagandy wojskowej”.
Jednocześnie od kwietnia 1941 po kpt. Zygmuncie Hemplu szef BiP Komendy Okręgu Warszawa-Miasto ZWZ – Okręg Warszawa AK pod pseudonimem „Faktor”, a od listopada 1942 – „Fabrykant”. Utworzył tu m.in. komórkę „Sztuka”, zajmującą się w środowisku artystycznym inicjowaniem dzieł, rozprowadzanych lub wystawianych już w czasie okupacji (teatr kukiełkowy, karykatury, piosenki). 


Zorganizował i następnie nadzorował prace Komisji Propagandy (KOPR), firmującej od wiosny 1942 roku całość produkcji wydawniczej BiP Komendy Okręgu Warszawa AK. Szefem BiP Komendy Okręgu Warszawa AK pozostawał do czerwca 1944.
Równocześnie od 1941 do wybuchu powstania warszawskiego pod pseudonimem „Hubert” był referentem kontrwywiadu Oddziału II Komendy Głównej ZWZ-AK.
Twórca koncepcji, założyciel i od grudnia 1940 pod pseudonimem „Dąbrowski” komendant główny Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”. W tym czasie napisał artykuł „Mały sabotaż” („Biuletyn Informacyjny”, 1 września 1940). Najbardziej znane i widoczne efekty działalności „Wawra” to m.in. rysunki „kotwicy” Polski Walczącej i znaki „V”, antyniemieckie napisy w miejscach publicznych, kolportaż ulotek, gazowanie kin, akcje megafonowe. Osobiście uczestniczył w pierwszej serii takich akcji – w wybijaniu witryn wystawowych fotografów, eksponujących zdjęcia umundurowanych Niemców (5 grudnia 1940 roku).
Autor jednej z najbardziej znanych książki okupowanej Warszawy – „Kamieni na szaniec” – która ukazała się po raz pierwszy w lipcu 1943 pod tytułem „Kamienie na szaniec. Opowiadanie o Wojtku i Czarnym” i pseudonimem „Juliusz Górecki”.  Kamiński wykorzystał w niej wspomnienia Tadeusza „Zośki” Zawadzkiego o Janie „Rudym” Bytnarze i Aleksym „Alku” Dawidowskim. Był on również autorem „Wielkiej Gry” (wydanie I w 1942 na rozkaz Komendy Głównej AK zostało zniszczone jako dekonspirujące metody walki konspiracyjnej, wydania II nie zdążono rozkolportować z powodu wybuchu powstania warszawskiego, wydanie III – Warszawa 1981) i „Przodownika. Podręcznika dla kierowników oddziałów Zawiszy” (cz. 1-2, grudzień 1942, wyd. II 1943, wyd. III 1944).
Podczas powstania warszawskiego nadal był redaktorem naczelnym „Biuletynu Informacyjnego” (wówczas już wydawanego jawnie jako dziennik) aż do ostatniego powstańczego numeru z 4 października 1944 roku.
30 września 1944 szef BiP KG AK płk Jan Rzepecki pseudonim Prezes, wystąpił z wnioskiem o awansowanie go do stopnia podporucznika rezerwy WP. Po kapitulacji powstania warszawskiego nie uczestniczył już w działalności konspiracyjnej.
Od maja 1945 do 1950 roku  asystent przy katedrach pedagogiki społecznej i pedagogiki ogólnej Uniwersytetu Łódzkiego. W 1947 roku uzyskał stopień doktora filozofii po obronie rozprawy „Metoda harcerska w wychowaniu i nauczaniu szkolnym”.
Nadal czynny w ZHP: od stycznia 1946 roku był członkiem Komisji Ideologicznej i Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego. Zarządzeniem z 12 stycznia 1946 został powołany w skład Tymczasowej Naczelnej Rady Harcerskiej, a od marca 1946 roku  był II Wiceprzewodniczącym ZHP. W 1947 pozbawiono go tego stanowiska, a w styczniu 1949 usunięto z przyczyn ideologicznych z ZHP. Z początkiem 1950 usunięty został także z Uniwersytetu Łódzkiego. Do 1956 roku był pod obserwacją Urzędu Bezpieczeństwa.
Do pracy harcerskiej powrócił w roku 1956. Wydarzenia październikowe 1956 przyniosły odnowę i nadzieję na demokratyczne przemiany w kraju. Kamiński uczestniczył w rozmowach na temat sytuacji w harcerstwie i możliwości reaktywowania ZHP. M.in. 26 listopada 1956 roku spotkał się z grupą instruktorów reprezentujących środowisko krakowskie, finalizujące reaktywowanie ZHP. Ci odmówili mu wsparcia w realizacji jego ówczesnej koncepcji reaktywowania działalności harcerskiej w ramach OHPL, przedstawiając swoje stanowisko (i dowody), że jedynym prawidłowym rozwiązaniem jest reaktywowanie ZHP (co zresztą uczynili 4 grudnia 1956 roku). Wówczas, na początku grudnia, odbył spotkania z 25 instruktorami przedwojennego ZHP. Udał się z nimi na naradę działaczy OHPL w Łodzi, która przekształcała się w „Ogólnopolską Naradę Działaczy Harcerskich” (Krajowy Zjazd Działaczy Harcerskich). Wszedł w skład Naczelnej Rady Harcerskiej, został wybrany Przewodniczącym NRH.

Na stanowisku przewodniczącego RN Kamiński funkcjonował jednak niespełna półtora roku. Ustąpił pod naciskiem sił, które zmierzały do podporządkowania ideologicznego ZHP Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
W 1958 roku powrócił do pracy na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie od kwietnia 1962 kierował Katedrą Pedagogiki Społecznej. W 1959 habilitował się na podstawie pracy „Prehistoria polskich związków młodzieży”, a w marcu 1969 roku nadano mu tytuł profesora nadzwyczajnego.


Czynny w Związku Nauczycielstwa Polskiego i w Polskim Związku Higieny Psychicznej, członek Komitetu Nauk Pedagogicznych i Psychologicznych PAN.
Po przejściu na emeryturę w roku 1972 powrócił do Warszawy, gdzie zmarł 15 marca 1978. Pochowano go na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach obok Kwatery Szarych Szeregów. Spoczął więc obok Rudego, Alka i Zośki, tak mu bliskich bohaterów „Kamieni na szaniec”.
22 lutego 2008 roku w Dniu Myśli Braterskiej, podczas uroczystości związanych z objęciem Honorowym Protektoratem 5 organizacji harcerskich, Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Aleksandra Kamińskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.


24 września 2005 odsłonięto pierwszy w Polsce pomnik  hm. Aleksandra Kamińskiego w Parku Staromiejskim w Łodzi. 


"Odgłosy", rok 1981.

Także w  Łodzi – na ścianie domu pod nr 30, przy ulicy noszącej imię Aleksandra Kamińskiego - znajduje się pamiątkowa tablica przypominająca jego łódzkie miejsce zamieszkania:


"Dziennik Łódzki", rok 1990.
Napisane przez niego książki:
Antek Cwaniak (1932)
Książka wodza zuchów (1933)
Andrzej Małkowski (1934)
Krąg rady (1935)
Wielka Gra (wydanie I w 1942 na rozkaz KG AK zostało zniszczone jako dekonspirujące metody walki konspiracyjnej, wydania II nie zdążono rozkolportować z powodu wybuchu powstania warszawskiego, wydanie III – Warszawa 1983 [znów konspiracyjne, antydatowane na 1981 – wyd. Niezależne Wydawnictwo Harcerskie], IV w 2000 roku
Przodownik. Podręcznik dla kierowników oddziałów Zawiszy (wyd. I, cz. 1-2, grudzień 1942, wyd. II w 1943, wyd. III w 1944)
Kamienie na szaniec (10 wydań, I w 1944 i II w 1945, pod pseudonimem Juliusz Górecki) 
Narodziny dzielności (1947)
Jaćwież (1953) – ceniona przez naukowców synteza dziejów ludu Jaćwingów,
Józef Grzesiak „Czarny” (1980),
Zuchy – The Polish Wolf Cubs – podręcznik wydany na konferencję Wilczęcą w Gillwel Park.
Zośka i Parasol. Opowieść o niektórych ludziach i niektórych akcjach dwóch batalionów harcerskich, (wydanie I w 1957) 2011.
Ponadto w swym dorobku pozostawił 239 prac, ponad 300 artykułów i recenzji.

źródła:
Andrzej Jankowski. Być dzielnym i umieć się różnić – Szkice o Aleksandrze Kamińskim.
Krystyna Heska-Kwaśniewicz. Braterstwo i służba. Rzecz o pisarstwie Aleksandra Kamińskiego.
Anna Zawdzka. O Aleksandrze Kamińskim „Kamyku”.
Barbara Wachowicz. Kamyk na szańcu – opowieść o druhu Aleksandrze Kamińskim.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

Fot. Monika Czechowicz

środa, 27 sierpnia 2014

Dworzec Fabryczny i... najlepsza meta w PRL-u



Dworzec Fabryczny. Z prawej strony budynku mieściła się restauracja. Ponieważ czynna była całą dobę, szczególnie chętnie odwiedzano ją w środku nocy, gdy inne łódzkie lokale były już zamknięte.








Jerzy Krzywik Kaźmierczyk opowiada w książce "Lorneta z meduzą. Wędrówki łódzką nocą":

"Wprost idealnym przystankiem na szlaku zwolenników knajp był Dworzec Fabryczny. Węzeł kolejowy. Końcowy lub początkowy przystanek dla Polskich Kolei Państwowych, skąd szyny wiodły wprost do prawdziwego dworca kolejowego dla miasta Łodzi, czyli Koluszek. Miłośnicy tego szlaku nie mieli zamiaru gdziekolwiek wyjeżdżać. Wprost przeciwnie. Dla nich to był punkt docelowy. Po prostu meta. Zainteresowani byli tym, co na tym dworcu było dla nich najistotniejsze. Restauracją "Dworcową", i to z dwoma salami konsumpcyjnymi. Tak jest. Pierwsza oznaczona kategorią pierwszą, a druga - oczywiście, kategorią drugą. W tej pierwszej mielony z dorsza był świeższy...

Najczęściej odwiedzany był jednak dworcowy bufet. Od późnych godzin wieczornych aż do białego rana bufet utkany był osobnikami najróżniejszej postury i różnej konduity. Mali, trochę więksi, ubrani różnie, choć najczęściej przyzwoicie i nawet modnie. W tym zestawie barowych gości nie było lumpów, staczy bramowych ani dopijaczy resztek pozostawionych w kuflach. Tu stał trzon ludu pracującego miast i wsi, chociaż tych ostatnich zdecydowanie mniej. Tu stali obywatele nocnych niedokończonych i niedopitych popijaw, obywatele wszelkich klas społecznych, których walkę między sobą wieścił brodaty klasyk panującego ustroju. Tutaj nic z tych rzeczy. Tutaj w bufetowym szeregu stał inteligent pracujący, robotnik, poeta, malarz sztalugowy z pobliskiej uczelni i tajemniczy nieznajomy ukryty za podniesionym kołnierzykiem. Stali murem, ramię w ramię, twarz przy twarzy i myśl była jedna: "Napić się wódki".
Ze stoickim spokojem oczekiwali na przynoszony przez barmana talerzyk. Lorneta z meduzą! (tu wyjaśnienie dla młodszych czytelników: lorneta z meduzą - popularny w PRL-u zestaw: dwie setki czystej w kieliszkach, tzw. setkach, plus galaretka z zimnych nóżek).
Obsługa znała to hasłowe zawołanie i nie dziwiła się na tak złożone zamówienie. W PRL-u wszyscy wiedzieli: wódka była, zakąski - rzadziej. Ten zestaw był obowiązkowy. Wypijało się lornetę, a meduza szła do zwrotu. Niejadalna była, choć obowiązkowa...

Stacja Łódź Fabryczna. Lokomotywa dojeżdżała do masywnej zapory na zakończeniu torów i ani centymetra dalej. Kiedyś inaczej było. Jeszcze w 1945 roku ulica Kilińskiego przecięta była potężną estakadą z szynami kolejowymi, które w prostej linii łączyć miały Dworzec fabryczny z Dworcem Kaliskim. Projektu nie zrealizowano, a wiadukt rozebrano... Podobno na Dworzec Kaliski kiedyś tunel będzie?
W każdym razie tu się przyjeżdżało, wysiadało i stąd szło do domu, ale można było i odwrotnie. Ostatni pociąg odjeżdżał gdzieś tak około dwudziestej trzeciej. Mniej więcej w tym samym czasie inny przyjeżdżał. Pierwszy poranny do Bielska-Białej odjeżdżał około czwartej. Między tymi godzinami dworzec mógłby być spokojnie zamknięty, zresztą takie praktyki stosowano na innych dworcach, i to światowych. W Helsinkach portier zamykał drzwi na klucz już o godzinie dwudziestej pierwszej i otwierał o szóstej.
Na naszym Fabrycznym też tak można by było, ale to jakieś niedorzeczne. Zamykać dworzec kolejowy? Restauracja dworcowa, i to czynna całą dobę, była zrozumiałym ukłonem władzy ludowej w stronę swojego ludu, a że przy okazji załapywali się inni? Nie szkodzi. Bufet dworcowy i jego załoga wyrabiała normy, zdobywając nawet proporczyk brygady pracy socjalistycznej. Zresztą tak po ludzku. Co miał robić pielgrzym pijackiego szlaku ulicy Kilińskiego - i nie tylko - kiedy barmani tamtych szynkwasów wymownym skinieniem głowy wskazywali na zegar, chowali butelki pod ladę i gasili światło?
Oczywiście pozostawał Dworzec Fabryczny.

Oświetlonym wejściem, niby gwiazda zaranna, witał pielgrzymów szlaku, zdążających tu z otchłani złych ludzkich zdarzeń. Przybywali z miasta, które nie spełniło ich marzeń i nadziei. Zawiedzeni przeżytymi dniami i nocami, zdążali tu, na swój dworzec, aby uciec w inną rzeczywistość. Jaką?
Nie było tu filozoficznych dialogów, lecz samotność i wewnętrzny monolog egzystencjalny: być albo nie być... ale wypić trzeba!
Tutaj, na Dworcu Fabrycznym, znajdowali odpowiedź. Być! Nie być? Nie stać przy bufecie jutro i pojutrze? Trzeba być! I oni byli. To los przywodził ich tu na pokuszenie. Podnieść nalane wódką szkło, na wysokość oczu, zajrzeć bestii w ślepie - jedno tylko miała - i... wypić! Giń i przepadnij.
Zaiste. Osobnik z tą bestią w środku wykrzywiał się, otrząsał jak kundel obsikany znienacka przez pijaka. Otwarte usta zionęły niewidocznym grzechem, wyrażając całą ohydę pokuszenia, na które osobnik skazany był przy bufecie dworca kolejowego Łódź Fabryczna. Nic to. Oni, przytuleni do baru, trwali dalej w ordynku bufetowego porządku...

Był nawet pomysł, aby tu urządzić lokal z dancingiem, czyli aby muzyka grała i tańce przytulańce, a jakże, się odbywały. Najbardziej cieszyły się na taką wiadomość "dziewczynki" z pobliskiego parku Moniuszki, gdzie "pracowały". Zamiana miejsca zawierania kontraktów na "robotę", radykalnie poprawiłaby im komfort pracy. Znacznie przyjemniej negocjuje się przecież w objęciach ewentualnego klienta i kiedy gra orkiestra.
Zocha Żelazko - tak nazwana, bo w torebce nosiła duszę od żelazka i w obronie swej dumy zawodowej, odganiając się rzeczoną torebką od niesfornego klienta, pozbawiała go męskiego animuszu w sposób radykalny. Otóż Zocha zarządziła:
- Dosyć kurestwa parkowego. Kupić nowe kiecki i dajemy dupy jak damy.
Najpierw tańce.

Park Moniuszki. Dzisiaj, z powodu prowadzonych prac budowlanych, "pracujące dziewczyny" mają jeszcze gorzej; snują się w okolicach Domu Kultury przy Traugutta, jakieś pogubione...


Z wyjątkiem dwóch godzin w środku nocy, przeznaczonych na sprzątanie, lokal na Dworcu Fabrycznym czynny był całą dobę. Ktoś powie: Ale w pewnych okresach na dworcach kolejowych wódki nie sprzedawano. Oczywiście, były takie nieżyciowe czasy, ale wtedy handlowano informacją, gdzie można było ją kupić. Miejscowi wiedzieli. Szło się za dworzec, mijało budynek o typowej architekturze niemieckiej (zostawili go okupanci hitlerowscy), podchodziło do wagonu kolejowego stojącego na bocznicy i tam kilkoma stuknięciami - znanymi sobie i innym zaufanym - tylko i jedynie w... gaśnicę zawieszoną na wagonie, co wywoływało sprzedającego i można było u niego złożyć zamówienie.
Co na to SOK, czyli strażnicy kolejowi, czy nawet MO? Ci pierwsi pilnowali, żeby tłoku nie było, a ci drudzy pilnowali tych pierwszych, żeby ich nie pobito.
Podróżny, których przecież nie znał miejscowych ścieżek i "klimatów" zakupu alkoholu, całkowicie zdawał się na pomoc obsługi kelnerskiej. Gdy już siedział za stołem, najlepiej w sali kategorii pierwszej, a kelner był zadowolony z konsumenta, który nie grymasił, był miły i nie zerkał kątem oka na rachunek, dostawał uprzejmą informację, gdzie i jak nabyć rzeczony trunek, na ten przykład, na dalszą podróż. Przy bardzo dobrych relacjach, popartych rzecz oczywista dodatkowym załącznikiem w postaci biletu NBP, klient otrzymywał butelkę "na miejscu" i nie musiał się już fatygować do jakiegoś tam martwego wagonu z gaśnicą. Otrzymywał butelkę z etykietą "Cytroneta" lub - o innej, acz dźwięcznej nazwie, na przykład "Ptyś". Zawsze jednak ze spodziewaną zawartością o ustalonej ilości, jak i firmowej procentowości...

Kiedyś, za dobrych czasów (podobno były takie) owiniętych w pelerynę poetów, zjawiał się na dworcu Wielki Pielgrzym Szlaku, sam Leon Schiller, czyli Pan Lulek, jak mawiali czekający na mistrza łódzcy dorożkarze. Nie po to tu przyjeżdżał, aby z miasta
Łodzi wyjechać. Nic z tych rzeczy. Mistrz przybywał tu, aby podtrzymać żagiew swojego talentu. Stawał w szeregu bufetowych gości i sycił Go, ten talent, częściowo utracony w przed chwilą zakończonym przedstawieniu w pobliskim teatrze. Podtrzymywał ów wielki dar bogów licznymi kolejkami boskiego płynu, jak mawiał Mistrz.
Nie On jeden przybywał tu, aby uzupełnić przeciekającą przez sito czasu sławę, wypływającą podstępnie z ciała artysty. Bywali tu wszyscy wielcy i najsławniejsi. Stojąc przy bufecie stacyjnym, nad niejednym z nich widać było aureolę sławy. Jednak już jakby bez wieńca laurowego.
Ona, ta sława, ma wymagania i artysta z należytym szacunkiem musi się jej Leon Schiller              koniecznie podporządkować. Artysta dołżen byt obmyt, obryt i niemnoszko pijan (artysta powinien być umyty, ogolony i trochę pijany). Ta zasada ujawniona przez braci naszych Moskali dobitnie i jednoznacznie porządkuje ten układ. 
Chór Hariana, czyli czterej przystojniaków z miasta Łodzi, wracając z trasy, na cztery głosy pięknie śpiewał: "jeszcze raz, jeszcze raz polej nam, dolej nam...".
Niedokończone spory literackie toczone gdzieś przy stolikach kawiarnianych - tylko tutaj o porannej porze przy kolejowym bufecie mogły być właściwie osądzone, a życie artysty na tym łez padole, w aspekcie słów księcia Danii, szczególnie tutaj nabierało właściwego znaczenia egzystencjalnego...

Bar na Dworcu Fabrycznym bywał też trybuną polityczną. Rozpolitykowany, acz niedopity mówca właśnie tutaj znajdował słuchaczy. Co prawda, o różnym nasączeniu alkoholowym, wprost proporcjonalnym do percepcji słuchaczy. I stąd niektórzy słuchali, nie słysząc, i patrzyli nie widząc. Oparty o bar mówca, trzymając w wyciągniętej ręce "sto gram w szkle", ogłaszał swój manifest polityczny. Dziwna sprawa. Wszystkie były negatywne w treści, a nawet w formie w stosunku do panującego systemu. Nie było ani jednego wystąpienia, w którym jakiś ochlany prelegent chwaliłby aktualnie rządzących. Ci negatywni jednak nigdy nie mogli dokończyć przemówienia. Koledzy w pół zdania, chwytem podpachowym, a nawet podkolanowym, wynosili mówcę, chroniąc go przed konsekwencjami.
Gdyby ktoś zechciał zebrać w jednym miejscu i o określonej godzinie tylu sławnych ludzi, w różnym rozumieniu tego słowa, przenigdy by mu się to nie udało! Nie ma takiej mowy, która przekonałaby ich do bycia tu i teraz.
A jednak Dworzec Fabryczny miał taką moc.
Tutaj, po zamknięciu ostatniej knajpy w mieście, o porannym świcie można było spotkać tych, którym właśnie zabrakło jeszcze tej jednej kropli wypełniającej czarę ich marzeń..."

Łódź Fabryczna – dworzec kolejowy i stacja czołowa w Łodzi na linii do Koluszek, powstała z inicjatywy przemysłowca Karola Scheiblera w 1866 roku.  Według klasyfikacji PKP, przed zamknięciem ze względu na przebudowę, miał kategorię B. 


Budowę linii kolejowej Fabryczno-Łódzkiej, łączącej miasto z Koluszkami, a tym samym z wybudowaną w 1848 roku Drogą Żelazną Warszawsko-Wiedeńską, rozpoczęto 1 września 1865 roku (zgodnie z zezwoleniem cara Aleksandra II z lipca 1865). Szyny zaczęto układać równocześnie od Łodzi i od Koluszek. 18 listopada 1865 roku uruchomiono przewóz towarów. Przewozy pasażerskie zostały zainaugurowane 1 czerwca 1866 roku.

Początkowo tory kolejowe sięgały dalej na zachód niż w chwili obecnej – dochodziły prawie do ulicy H. Sienkiewicza (dawnej Mikołajewskiej, wcześniej Dzikiej), obsługa pasażerów odbywała się w tymczasowym dworcu umiejscowionym przy ul. Krótkiej (w miejscu gdzie obecnie znajduje się Łódzki Dom Kultury). W 1868 roku wybudowano nowy budynek dworca (według projektu warszawskiego architekta Adolfa Schimmelpfenniga), który 1930 roku został przebudowany i istniał do czerwca 2012 roku. Przed zamknięciem dysponował czterema peronami i sześcioma krawędziami peronowymi. Budowa dworca Łódź Fabryczna była początkiem tworzenia łódzkiej kolei obwodowej.

źródło:


Jerzy Krzywik Kaźmierczyk. Lorneta z meduzą. Wędrówki łódzką nocą.

Fot. Monika Czechowicz

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Kocham twą urodę złą, najdroższe miasto na świecie ...

Szkoła Wyższa Przymierza Rodzin w Warszawie, Fundacja Monumentum Iudaicum Lodzense, NIEBOSTAN – kawiarnia antykwariat zapraszają na spotkanie z SALOMEĄ KAPE oraz promocję jej książki:

"Kocham twą urodę złą, najdroższe miasto na świecie - Wspomnienia z getta łódzkiego"

Dnia 27 sierpnia 2014 r. o godz. 17.30
Łódź, Piotrkowska 17.
Spotkanie poprowadzi Mikołaj Mirowski

Od wydawcy:
Książka Salomei Kape jest wspomnieniem młodej dziewczyny, która przeżyła gehennę getta łódzkiego. Uratowała się dzięki wspaniałym ludziom – bohaterskiej matce, rodzinie i przyjaciołom. Tak o nich pisze:
„Mądrość i poświecenie mej Matki wiele razy uratowały nam życie. Jedność rodziny w getcie była bardzo ważna dla przetrwania, ważniejsza niż w normalnych czasach”.
„…w tych beznadziejnych warunkach głodu i niesprawiedliwości znalazłam przyjaciół. Moja nastoletnia przyjaciółka, Stella, miała wewnętrzną siłę ucieczki duchowej od beznadziejności życia w getcie i kreowania fikcyjnego świata poezji i fantazji”.
„…pracowałam w różnych fabrykach i tam poznałam Anię i Felę, które pomagały mi w wykonywaniu trudnych prac. Razem odkryłyśmy siłę muzyki. Nasze śpiewy, żarty i solidarność pomagały nie tylko nam, ale
i naszym współpracownikom. /…/ Fela i Ania wyzwoliły we mnie młodocianą energię i głęboki sens solidarności. Nasza przyjaźń odrzucała odczłowieczenie, zmniejszała strach i solidaryzowała innych pracowników. /…/ Te promienie nadziei, i wiary w naturę ludzką znalazłam w nastoletnich dziewczynkach, w ponurym miejscu zwanym łódzkim gettem”.
Salomea Kape, lekarz anestezjolog, w swoich opowiadaniach
w sposób mistrzowski oddaje klimat przedwojennej Łodzi, szczególnie Bałut – dzielnicy swego dzieciństwa, jak i Łodzi powojennej, czasu swych studiów, a dalej emigracji do Izraela i USA. Na tym tle rysuje
w wyrazisty sposób postacie, które pragnie uchronić od zapomnienia.

Zapraszamy na spotkanie z Salomeą Kape
NIEBOSTAN
27 sierpnia 2014 r. o godz. 17.30
Łódź, Piotrkowska 17.


Książka Salomei Kape pt. "Kocham twą urodę złą, najdroższe miasto na świecie - Wspomnienia z getta łódzkiego" będzie do kupienia podczas wydarzeń obchodów 70. rocznicy likwidacji Litzmannstadt Getto (cena 25 zł).