poniedziałek, 26 czerwca 2017

Spacerkiem po „Pietrynie”.


Najprostszą a zarazem najtańszą formą wypoczynku, a poniekąd i rozrywki, sporej części mieszkańców Łodzi przełomu XIX i XX wieku były spacery po jej znaczniejszych ulicach. Zazwyczaj łączono je z przeglądem oryginalniejszych wystaw sklepowych, a niekiedy też zakupami. Rozległość miasta sprawiała, że mieszkańcy poszczególnych dzielnic mieli odrębne miejsca spacerowe. Na przykład dla obywateli staromiejskich był to ciąg ulicy Zgierskiej z przyległym placem Kościelnym, zaś dla mieszkańców południowej części miasta – Górny Rynek (plac Reymonta) z wybiegającymi z niego ulicami Rzgowską i Zarzewską (Przybyszewskiego).
Ulubioną  promenadę łodzian, zwłaszcza zamieszkałych w śródmieściu, stanowiła ulica Piotrkowska. Ciągnęli gromadnie na „Pietrynę”, ażeby odetchnąć wielkomiejską atmosferą tej ulicy przejawiającą się między innymi w oryginalnej zabudowie, bogactwie wystaw sklepowych i ożywionym ruchu ulicznym.


Większość spośród spacerowiczów nie wykazywała wszakże głębszego zainteresowania architektonicznym bogactwem „Pietryny”. Raczej pociągał ich charakter handlowy ulicy, przy której usadowiły się najznaczniejsze sklepy i magazyny w mieście.
Znaczenie ulicy Piotrkowskiej, stanowiącej przedmiot dumy mieszkańców Łodzi, przedstawił zwięźle pieśniarz miasta Artur Glisczyński:

Ma Ringstrasse Wiedeń stary,
Berlin – lip aleję boską,
Paryż słynie przez bulwary,
a Łódź nasza – przez Piotrkowską.

Interesujący obraz tłumu, wypełniającego ulicę Piotrkowską w niedzielny dzień przedstawił Władysław Reymont w „Ziemi Obiecanej”:
„…Masy robotników poubieranych świątecznie w letnie, jasne ubrania, w krzyczące kolorowe krawaty, w czapki o mocno błyszczących daszkach lub w wysokie, dawno wyszłe z mody kapelusze, z parasolami w rękach zalewały Piotrkowską (…) robotnice w cudacznych, jaskrawych kapeluszach, w sukniach do figury, w jasnych pelerynkach, to znowu w chustach kraciastych na ramionach dreptały (…) wolno, rozpierając się łokciami w tłumie, ochraniając często w ten sposób sztywne , mocno wykrochmalone suknie albo rozpięte nad głowami parasolki, które jak wielkie motyle o tysiącach barw chwiały się nad tą szarą, wciąż płynącą rzeką ludzką”.


W ciągu dnia „Pietryna” parokrotnie zmieniała swoje oblicze. Przed wieczorem chodniki jej zapełniali inni spacerowicze.
„…Tłumy (…) ubrane elegancko, damy w modnych kapeluszach, w bogatych okrywkach, mężczyźni w drogich czarnych paltach, w hawelokach z pelerynami – pisał Reymont – Żydzi w długich surdutach zabłoconych. Żydówki, przeważnie piękne, w aksamitach, którymi zamiatały błoto na trotuarach. Wrzawa napełniała ulicę, przepychano się ze śmiechem, tłoczono, spacerowano w górę ulicy, aż do Przejazd lub Nawrot i z powrotem”.


Spacer po dawnej „Pietrynie” rozpoczynano zazwyczaj od przylegającego do ratusza Hotelu Polskiego.

"Goniec Łódzki", rok 1904.

W domu tym mieścił się znany z dobrego zaopatrzenia skład win, spirytualiów oraz towarów kolonialnych i delikatesów J. Wolskiego.

"Rozwój", rok 1910.

W witrynach sklepu piętrzyły się piramidy owoców południowych: winogron, ananasów, bananów, pomarańczy. 

Gazeta "Rozwój", rok 1919.

W sąsiedniej kamienicy, w długim, wąskim pomieszczeniu znajdowała się księgarnia i antykwariat Sz. Mittlera. Za szybą wystawy sklepowej widniały podniszczone egzemplarze wydawnictw zeszytowych: „Sherlock Holmes”, „Arsen Lupin”, „Jack Teksas” i inne. Była to wówczas ulubiona lektura młodzieży.


Z tego miejsca było już tylko kilka kroków do rogu ulicy Zawadzkiej (Próchnika). Narożny sklep w imponującym gmachu Karola Scheiblera zajmowała wytwórnia kapeluszy K. Göpperta. 

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1913.

Można tu było nabyć cylindry i inne kapelusze według najnowszych fasonów. 


Nieco dalej, poza ulicą Zawadzką, w pomieszczeniach budynku Hotelu Hamburskiego uwagę spacerowiczów przyciągały eleganckie okna firmy B. Hertzenberg i J. Rappaport.

"Neue Lodzer Zeitung", rok 1910.

Robiły tu zakupy miejscowe elegantki. W szerokich, ze smakiem urządzonych wystawach widniały piękne wieczorowe suknie koronkowe, aksamity, welwety, eleganckie jedwabne spódniczki i bluzki, a także firanki, obrusy, dywany smyrneńskie.


Na lewym narożniku ulicy Ceglanej (Więckowskiego) w niezwykle udanym architektonicznie budynku bankiera Wilhelma Landaua mieścił się magazyn jubilerski i skład zegarków szwajcarskich A. Kantora. 

"Goniec Łódzki", rok 1905.

Właściciel zakładu polecał brylanty, perły, tabakierki, papierośnice srebrne, dewizki męskie i damskie oraz złote obrączki. W tym samym domu znajdował się powszechnie znany skład galanterii metalowej L. Heniga. W witrynach tej firmy prezentowano piękne wyroby platerowane i srebrne, sztućce, lustra w ozdobnych ramach, żyrandole i kandelabry, wazony, a także obrazy olejne.
Za ulicą Ceglaną sklepy na ulicy Piotrkowskiej ciągnęły się już w zwartym szeregu. Każdy z nich starał się prześcignąć sąsiada bogactwem i elegancją wystaw.
Wyróżniał się tu sklep M. Cjubowa, którego wystawa przenosiła wyobraźnię spacerowiczów na Bliski Wschód. Leżały tu wyroby kaukaskiej sztuki metalowej, artystycznie obrobione kamienie, jedwabne kolorowe szale orientalne, sztylety i sztyleciki.
W pierwszym domu za ulicą Zieloną miała pomieszczenie księgarnia R. Schatkego. Przed jej witrynami gromadziła się młodzież szkolna, zainteresowana globusami różnej wielkości i mapami. Na wystawie księgarskiej nie brakowało też interesujących książek; leżały tu między innymi „Stara baśń” i „Pamiętniki kwestarza”.

"Łodzianin", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1893.

Do najelegantszych sklepów należał mieszczący się o kilka domów dalej skład obuwia Petersburskiego Towarzystwa „Skorochód”. W witrynach sklepu błyszczały buciki damskie zwykłe i balowe, zimowe z futrzaną podszewką, eleganckie lakierki dla panów, wysokie buty myśliwskie.


Wielu spacerowiczów przystawało przed hotelem Victoria. Wielki afisz przyklejony na ścianie budynku informował, że właśnie w Teatrze Polskim, mieszczącym się w głębi dziedzińca hotelowego, można obejrzeć sztukę "Półdziewice" Marcelego Prevosta w wykonaniu zespołu pod dyrekcją Mariana Gawalewicza.

"Rozwój", rok 1905.

Rząd sklepów rozmaitych branż ciągnących się zwarcie do ulicy Andrzeja (Struga) zamykała pierwsza łódzka piekarnia mechaniczna W. Kopczyńskiego i sąsiadująca z nią w narożnym parterowym budynku apteka M. Bartoszewskiego.
Spacerowicze czyniący przegląd ciekawszych wystaw sklepowych „Pietryny” zawracali w tym miejscu, przechodząc na przeciwną stronę ulicy. Robiono to z dużą ostrożnością, bowiem występował tu znaczny ruch pojazdów i łatwo było wpaść pod rozpędzoną dorożkę czy też inny pojazd „napędzany owsem”. Nad bezpieczeństwem przechodniów czuwał na tym skrzyżowaniu ulic policjant „stójkowy” w białej bluzie.


"Rozwój", rok 1908.

Po wschodniej stronie ulicy Piotrkowskiej, w narożnej kamienicy o interesującej architekturze mieścił się renomowany magazyn z odzieżą E. Schmechla. 


W wielkich witrynach sklepu prezentowano eleganckie płaszcze, kostiumy, ubrania męskie i damskie najwyższej jakości.

"Łodzianka", rok 1903.

Zainteresowanie palaczy budził ulokowany w parterowym domku sklep tabaczny. Niepokaźna witryna zarzucona była dużym wyborem cygar, tytoniu, fajek i cybuszków. Pokazano także urozmaicony asortyment papierosów, między innymi „Kosmos” i „Sport” z fabryki Braci Polakiewicz oraz „Złota rączka” i „Dobre” wyrobu Towarzystwa Tabacznego I. L. Szereszewskiego.

Gazeta "Rozwój", rok 1897.

W powrotnym kierunku obiektem zainteresowania wielu osób była witryna cukierni Roszkowskiego, położonej przy rogu pasażu Meyera (Moniuszki). 


Za szybą pyszniły się ozdobne torty, lukrowane babki, strucle makowe, wyborne pierniki toruńskie. Niektórzy przechodnie, zmęczeni przydługim spacerem i nieco zgłodniali, przekraczali próg niezmiernie popularnej wśród łodzian cukierni „Roszka”. W tym samym domu mieścił się duży sklep Weikerta i Dreschlera. Były w nim do nabycia łóżka żelazne, welocypedy, wózki dziecięce, łyżwy i sanki.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1905.

Po minięciu pałacyku Ludwika Geyera i Grand Hotelu spacerowicze docierali do najznaczniejszego w Łodzi sklepu z papierem i materiałam biurowymi A. I. Ostrowskiego. Z dużym zainteresowaniem oglądali eksponowany w witrynie sklepowej bogaty wybór pocztówek, w tym z widokami Łodzi, wydawanych przez wymienioną firmę.

"Ilustrowany Express Wieczorny", rok 1923.

Nieco dalej, w domu u zbiegu z ulicą Dzielną (Narutowicza) mieścił się dobrze zaopatrzony skład win i towarów kolonialnych M. Sprzączkowskiego. Firma polecała „ odstałe wina węgierskie, francuskie, hiszpańskie i reńskie, stare tokaje, maślacze, koniaki kuracyjne, tudzież likiery, wódki i araki krajowe i zagraniczne”. Sprzączkowski posiadał przedstawicielstwo składu herbaty „Piotra Orłowa” i nad wejściem do jego sklepu wisiał wielki szyld tej firmy.

"Łodzianin", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1923.

Idąc w kierunku Nowego Rynku (pl. Wolności), spacerujący nie pomijali interesującej witryny największej w Łodzi księgarni L. Fiszera, prowadzącej szeroką działalność wydawniczą. Na wystawie prezentowano spory wybór książek szkolnych.

"Dziennik Łódzki", rok 1884.

W sąsiedztwie księgarni mieściła się apteka i instytut wód mineralnych F. Müllera. Zmęczeni upałem przechodnie zaspokajali tu pragnienie szklanką wody sodowej.
Dalej znajdowała się restauracja E. Rokoczyńskiego. Gromadzili się przed nią młodzi mężczyźni, oglądając prezentowane w gablocie zdjęcia mocno roznegliżowanej „szansonety”, występującej w tym lokalu.

"Dziennik Łódzki", rok 1884.


W pobliżu ulicy Południowej (Rewolucji 1905 roku) miało siedzibę przedstawicielstwo amerykańskiej fabryki maszyn do szycia Singera. Umieszczona w witrynie sklepowej oryginalna maszyna singerowska była przedmiotem szczególnego zainteresowania łódzkich gospodyń.

"Rozwój", rok 1907.

Sto metrów dalej – już za ulicą Południową – przechodnie zatrzymywali się przy Magazynie Wiedeńskim, prezentującym w swoich wystawach na manekinach eleganckie ubiory męskie i damskie.
Przegląd zawartości wystaw sklepowych ulicy Piotrkowskiej kończył się przy wielkich witrynach Magazynu Żyradowskiego. 

"Nowy Kurier Łódzki", rok 1916.

Pokazane tu przez firmę Hielle i Ditrich lniane wyroby: płótna, bielizna stołowa, serwety, ręczniki, kapy na łóżka, firanki mogły ucieszyć każdą kobietę prowadzącą gospodarstwo domowe.


Spacery po „Pietrynie” część łodzian chętnie odbywała wieczorem, kiedy zapłonęły światła latarni ulicznych. W ich łagodnym, błękitnawym świetle ulica Piotrkowska zyskiwała na urodzie. Osobliwy nastrój wzmacniał dwuszereg rzęsiście oświetlonych wystaw sklepowych. Wieczorne spacery po centralnej arterii Łodzi upodobała sobie w szczególności młodzież szkolna. Łódzki deptak sprzed pierwszej wojny światowej tak zapisał się w pamięci Juliana Tuwima:
„Rojne i gwarne były te łódzkie street-parties. Odchodziło nieustające dowalanie się do panien, frojlanek i baryszeń, śmiechy, chichoty, perskie oczy, głośne wyrażanie opinii o urodzie przepływających madmuazelek, tej i owej rzucało się kwiatek, tę lub inną z niewysłowioną galanterią chwytało się w przejściu za rączkę, wreszcie przechodziło się – i oto znów marzenie o cudzie: że ta właśnie stanie się tą właśnie – jedyną na całe życie”.


W porze „rytualnego” spaceru młodzieży chodniki na ulicy Piotrkowskiej od Grand Hotelu do ulicy Nawrot zapchane były do granic możliwości. Zwrócił na to uwagę felietonista łódzkiego „Ogniska Rodzinnego”:
„U nas wiecznie chce się uważać ulicę Piotrkowską za całą Łódź. Ulica ta, istotnie dziś mająca cechy wielkiego miasta, jest dziś już stanowczo za wąska w stosunku do ruchu, jakim się zresztą szczyci. Ponieważ zaś wątpię, czy do przyjemności mogą należeć poszturchiwania się wzajemne, sądzę, że byłoby lepiej gdybyśmy wieczorami szukali sobie na przechadzki miejsc przestronniejszych niż chodniki na Piotrkowskiej”.


Nie trzeba było daleko szukać, gdyż takie przestronne miejsce znajdowało się pod bokiem ulicy Piotrkowskiej. Była nim al. Spacerowa (al. Kościuszki), szeroka arteria drogowa z pasem zieleni, mająca służyć – jak wskazywała jej nazwa – przede wszystkim spacerowiczom. 


Nie zyskała ona jednak uznania łodzian. Ponad cienistą zieleń i kojącą ciszę ulicy Spacerowej (zwanej też Promenadą) przedkładali oni ruch, gwar i hałas Piotrkowskiej.

Letni dzień na Promenadzie.

Zdarzało się jednak, że „Pietryna” pustoszała. Bywało tak w upalne dni, kiedy to z nagrzanej słońcem ulicy spacerowicze przenosili się do nielicznych w mieście ogrodów, zwłaszcza zaś do położonego w sercu Łodzi, w sąsiedztwie kościoła św. Krzyża, parku miejskiego, zwanego urzędowo Mikołajewskim, potocznie zaś – Świętokrzyskim (dzisiaj park im. Henryka Sienkiewicza).


"Łodzianka", kalendarz humorystyczny na rok 1903.


(…) Ale zamykanie parków o zmroku powodowało, że w godzinach wieczornych deptak na Piotrkowskiej znów był przepełniony młodzieżą płci obojga. Wieczorne spacery sprzyjały nawiązywaniu znajomości i przyjaźni, przechodzącej niekiedy w głębsze uczucia. Mówi o tym łódzka ballada: 

Na deptaku na „Pietrynie
zakochał się chłopak w dziewczynie.
Ona z Bałut on z Górniaka,
para kochanków z deptaka.
Przechadzają się beztrosko
swą ulubioną Piotrkowską.

Źródło:
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC).
Fot. współczesne Monika Czechowicz

"Głos Poranny", rok 1929.

BAEDEKER POLECA:
Wacław Pawlak. Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.
Problem wykorzystania czasu wolnego od pracy przez mieszkańców dawnej Łodzi, czynnika, który wpływał w znacznym stopniu na kształtowanie się obyczajów ówczesnych łodzian, nie został dotąd szerzej omówionych w druku. Warto zatem było poświęcić temu zagadnieniu odrębną publikację.

Wacław Pawlak - dziennikarz, publicysta. Urodził sie w Łodzi w 1908 roku w rodzinie łódzkich włókniarzy. Po ukończeniu szkoły średniej pracował w instytucji samorządowej służby zdrowia. Większość okresu II wojny światowej spędził w Niemczech na robotach przymusowych. Po powrocie do kraju w 1945 roku zatrudnił się w łódzkim przemyśle włókienniczym jako ekonomista. Za uczestnictwo w odbudowie łódzkiego przemysłu oraz długoletnią działalność gospodarczą i społeczną został dwukrotnie nagrodzony odznaczeniami państwowymi.

niedziela, 25 czerwca 2017

Hotel „Fabryka Wełny” w Pabianicach. Nowe życie Fabryki rodziny Baruchów.


Ponad 40 lat temu Andrzej Wajda kręcił tu „Ziemię obiecaną”. W starej fabryce rodziny Baruchów, w centrum Pabianic, powstało większość scen kultowego filmu. Idea jaka przyświecała twórcom filmu, udzieliła się też inwestorowi, który postanowił tchnąć w stare mury nowe życie i urządził tu luksusowy hotel –Fabryka Wełny.


„Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę” ...


Baruchowie
Mojżesz Baruch urodził się 20 VI 1813 roku.  Był tkaczem w Działoszynie. W końcu 1850 roku był członkiem Zgromadzenia Tkackiego w Pabianicach. Tutaj założył manufakturę, która posiadała charakter rozproszony, a jej właściciel jako nakładca dostarczał przędzę tkaczom-chałupnikom. Firma specjalizowała się w wytwarzaniu tkanin bawełnianych i działała do początku lat 60. XIX wieku. 

"Dziennik Łódzki", rok 1886.

Kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1893.

Führer durch Lodz, 1893.

Dalsza działalność gospodarcza tej rodziny związana jest z synami Mojżesza Barucha. Było ich czterech,  urodzonych w Działoszynie: Majer urodzony 16 V 1836 roku, August (Aron Chaskiel) – 20 V 1837, Izydor (Icek) i Pinkus Zelig występujący pod imieniem Salo (23 VII 1850). Tylko pierwszy z nich, z zawodu tkacz zamieszkał na stałe w Pabianicach. Na początku 1854 roku ożenił się z Rozalią (Rejslą) Gliksman, córką Dawida i Ruchli z domu Silberstein, starszą od niego o pięć lat. Gliksmanowie byli zamożną rodziną kupiecką, pochodzącą z Turku. Baruchowie mieli sześcioro dzieci: córkę Salomeę (ur. w 1855), Pinkusa Zeliga (ur. w 1856), Izydora (ur.1858), Maksymiliana (1861), córkę Surę (ur. 1866), i Tadeusza (ur. 1868).
Drugi syn Mojżesza Barucha – August (Aron) zamieszkał w Łodzi. Ożenił się z Natalią Frenkel z Płocka. Ich najstarszy syn Abram urodził się w 1863 roku w Pabianicach, gdy pozostałe potomstwo: Sura, Chaja Bajla, Władysław, Izydor (Józef), Beniamin (Bernard), Artur, Samuel i Ignacy w Łodzi w latach 1865-1876. August Baruch był znanym na gruncie łódzkim działaczem społecznym, członkiem zarządu Wielkiej Synagogi. Wspólnie z braćmi Majerem i Izydorem (Ickiem) uruchomił w Pabianicach tkalnię mechaniczną pod firmą „Bracia Baruch”, ale około 1865 roku przeniósł się do Łodzi, zajmując się zakupem półfabrykatów i sprzedażą gotowych wyrobów w składzie ojca. Był członkiem komitetu nadzorczego Towarzystwa Kredytowego Miejskiego, w latach 1891-1901 był starszym domu modlitwy przy Nowym Rynku 10 (pl. Wolności), przewodniczącym (do 1876 roku )i członkiem zarządu Komitetu Synagogi (1879), Sekcji Pielęgnowania Chorych „Bykur Cholim” Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Dobroczynności i Gminy Żydowskiej. Zmarł w 1905 roku i został pochowany w rodzinnym grobowcu na cmentarzu przy ulicy Brackiej w Łodzi.
Izydor (Icek) Baruch ożenił się z Anną z domu Kaufman, z zawodu był handlowcem.
Najmłodszy Salo- kupiec, po ożenku z Leoną Kon przeniósł się do Warszawy. Później powrócił do Łodzi.

Kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1897.

W 1862 roku Majer, August i Izydor (Icek) założyli spółkę fabryczną i handlową „Bracia Baruch”. Do końca lat 60. W dyspozycji Baruchów było kilka niewielkich manufaktur zlokalizowanych w Pabianicach i w Łodzi. Ostatecznie Baruchowie całą produkcję przemysłową skoncentrowali w Pabianicach. 


W końcu lat 60. Zakład Baruchów posiadał już 140 krosien, zatrudniał 152 robotników, w większości tkaczy – chałupników. W 1871 roku Majer Baruch nabył od Konrada Maiznera nieruchomość zwaną ”Blicharnia” wraz z zabudowaniami, zlokalizowana przy zbiegu ulicy Tylnej (Grobelnej) z Dobrzynką. Już w tym samym roku zwrócono się do władz o zatwierdzenie projektu budowy 1-piętrowego obiektu fabrycznego. W 1872 roku uruchomiono tam produkcję zmechanizowaną. Spółka Baruchów przestawiła się na produkcję tkanin wełnianych i półwełnianych. W dwa lata później zawarta została umowa ze spółką handlową „J. Hirszberg i Landau” na 3-letni wyrób towarów bawełnianych.

"Dziennik Łódzki", rok 1886.


W 1875 roku Majer Baruch nabył od magistratu m. Pabianic sąsiadującą z „Blicharnią” nieruchomość  przylegającą do ulicy Zamkowej. Wkrótce zbudowano tam dwupiętrowy dom mieszkalny, w którym zainstalowano krosna ręczne. W ten sposób wykształcił się pierwszy kompleks fabryczny firmy „Bracia Baruch”. W 1875 roku spółka dysponowała 100 krosnami mechanicznymi i 60 ręcznymi, zatrudniała 236 pracowników, w tym 31 majstrów. Firma sprowadzała przędzę z Anglii i Belgii, dysponowała składami w Warszawie i Łodzi, a część produkcji zbywała na jarmarkach w Charkowie i Połtawie.


W 1875 roku aktem notarialnym zatwierdzono zasady funkcjonowania spółki fabrycznej i handlowej „Bracia Baruch”. Jej konstrukcja była niezwykle skomplikowana. Baruchowie wnosili do niej używalność swoich nieruchomości pabianickich, które faktycznie były własnością Majera oraz kapitał w wysokości 75 tysięcy rubli. Umowa ta zawarta na okres sześciu lat, dotyczyła wyrobu towarów wełnianych i jedwabnych. Każdy udziałowiec dysponował wkładem w wysokości 33 i 1/3 procent. Sprawami techniczno-produkcyjnymi zajmował się wyłącznie Majer, August – zakupem półfabrykatów, sprzedażą gotowych wyrobów w składzie łódzkim oraz prowadził kasę i księgi handlowe, a Izydor (Icek) organizował zbyt towarów poza Łodzią.

"Tydzień", rok 1890.


Pomyślny rozwój firmy zakłócił w 1876 roku groźny pożar. Rok później Baruch wystąpił o zatwierdzenie planu budowy dwupiętrowego obiektu fabrycznego na miejsce spalonej tkalni.
Kolejny program inwestycyjny zrealizowano na przełomie lat 70 i 80, kiedy miała miejsce korzystna koniunktura w przemyśle włókienniczym. W 1879 roku rozpoczęto budowę trzypiętrowego składu towarów i jednopiętrowej apretury, w 1880 roku jednopiętrowej tkalni i farbiarni, w 1881 roku przekazano do użytku laboratorium. W 1879 roku  firma Baruchów posiadała już 200 krosien i zatrudniała 382 robotników. Na początku lat 80. wysunęła się na trzecie miejsce w strukturze przemysłu Pabianic. Jej obiekty wykończalnicze (farbiarnie i apretury) pracowały również w systemie zarobkowym na zlecenie miejscowych firm tkackich. Zostały więc wyposażone w odpowiedni zestaw maszyn i urządzeń.


W 1883 roku miał miejsce kolejny pożar. Firma specjalizowała się w wytwarzaniu tkanin wełnianych lekkich i mieszanych. Jednak założono także drukarnię ciężkich tkanin bawełnianych.
Od 1882 roku Baruchowie przystąpili do zakupu kolejnego kompleksu nieruchomości przy ulicy Saskiej (Piłsudskiego). Zbudowali tam niewielką blicharnię i zakład ręcznej produkcji drukowanych chustek perkalowych i wełnianych.


W dniu 17 lutego 1886 roku zmarł Majer Baruch, pochowany na cmentarzu żydowskim w Pabianicach. Była to dla firmy ogromna strata. Należał do grupy najbardziej znaczących mieszkańców Pabianic. Był między innymi członkiem deputacji handlowej miasta od 1868 roku, inicjatorem i uczestnikiem wielu inicjatyw społecznych. Po jego śmierci nadzór techniczno-produkcyjny nad firmą przejął jego najstarszy syn Izydor (Izaak). Prawdopodobnie otrzymał fachowe wykształcenie w tym zakresie. Znany był ze swego despotycznego charakteru. Wymusił na młodszym bracie Tadeuszu (Dawidzie) przerwanie nauki w gimnazjum piotrkowskim i wyjazd do Niemiec, gdzie w Zittau ukończył kurs farbiarstwa. Tadeusz Baruch powrócił do Pabianic i pracował dalej w firmie rodzinnej. Był cenionym znawcą włókiennictwa, głównie drukarstwa i farbiarstwa. Natomiast średni brat Maksymilian ukończył w kwietniu 1881 roku gimnazjum w Piotrkowie Trybunalskim. Następnie podjął studia medyczne na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, z których szybko zrezygnował i rozpoczął studia prawnicze, ukończone w 1887 roku.  Aplikację odbył w Sadzie Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim, a następnie przeniósł się do Łodzi, gdzie pracował jako pomocnik adwokata przysięgłego w kancelarii A. Chomętowskiego. Następnie otworzył własną kancelarię, ale około 1898 roku przeniósł się do Warszawy. Odkrył w sobie pasję do badań historycznych. Opracował między innymi dzieje Pabianic od wczesnego średniowiecza po XIX wiek.
W 1888 roku nadbudowano jedno piętro na budynkach fabrycznych przy ulicy Grobelnej i Przejazdowej (Lipowej). W 1890 roku władze zezwoliły na budowę trzypiętrowej apretury przy ulicy Przejazdowej (Lipowej).


W dniu 8 lipca 1898 roku  car Mikołaj II zatwierdził statut Towarzystwa Akcyjnego Manufaktur „Bracia Baruch”. Założenie spółki poprzedziła informacja o projektowanej linii kolejowej, przechodzącej przez Pabianice. Umożliwiało to dostawę tańszych surowców i materiałów. Przed przemysłem pabianickim pojawiła się szansa intensyfikacji produkcji przemysłowej. Baruchowie dążyli do rozbudowy przedsiębiorstwa. Chodziło budowę nowoczesnej tkalni, rozbudowę przędzalni. W końcu lat 90. nabyto nowe posesje sąsiadujące z kompleksem fabrycznym przy ulicy Saskiej.

W 1900 roku tendencje kryzysowe w gospodarce spowodowały klęskę finansową firmy. Większość środków obrotowych była uwięziona w towarach, na które nie było popytu. Osoby zaproszone do nabycia akcji firmy nie wyraziły zgody. Spółka okazała się niewypłacalną. W 1904 roku postanowiono zlikwidować interes. Baruchowie próbowali jeszcze działać we własnych i wydzierżawionych obiektach, ale bez większego powodzenia. 

Kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1893.

Zabudowania przy ulicy Saskiej przejęła założona w 1924 roku  Fabryka Wyrobów Włókienniczych Antoni Jankowski i Ska. Spółka firmowo-komandytowa specjalizująca się w produkcji środków opatrunkowych. Natomiast obiekty między ulicą Zamkową i Grobelną dzierżawiła od 1907 roku  firma „O. Krusche i Ender”. Zakłady firmy Krusche i Ender należały do jednych z największych w Europie. 

"Tydzień", rok 1890.

W dniu 15 września 1923 roku nieruchomość wraz z budynkami i wyposażeniem technicznym nabyła S.A. Farbiarnia i Wykończalnia „Dobrzynka” .

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1900.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1912.

"Ilustrowana Republika", rok 1927.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.

"Echo", rok 1929.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.



"Łódź w Ilustracji", dodatek niedzielny "Kuriera Łódzkiego", rok 1931.

"Litzmannstädter Zeitung", 1941.


Kompleks przy ulicy Zamkowej zyskał nowy wygląd, ale nie stracił starego ducha. Życie tchnął w to miejsce inwestor Andrzej Furman, który przez kilka lat szukał koncepcji na zagospodarowanie dużego zespołu fabrycznego w centrum miasta.  Po II wojnie światowej budynki przejęła Pawelana, zakłady przemysłu wełnianego. Po ich zamknięciu, stały nieużywane i niszczały. Do czasu.


Projekt rewitalizacji kompleksu powstawał sześć lat. Rewitalizacja trwała rok dłużej. W fabryce wybudowanej przez rodzinę Baruchów pod koniec XIX wieku urządzono czterogwiazdkowy hotel. W środku znajdują się 54 pokoje i cztery apartamenty.


Pabianice – ziemia obiecana
Przemysłowe oblicze miasta ukształtowało się w XIX wieku. Od 1825 roku przybywali do miasta fachowcy z Czech, Śląska, Saksonii. Dzięki ulgom celnym i podatkowym, gwarantowanym przez Królestwo Polskie, a także dzięki rządowym subsydiom mieli tu bardzo korzystne warunki do inwestowania w działalność przemysłową. Następowały szybkie zmiany demograficzne. Znaczący procent ludności stanowili obywatele narodowości niemieckiej i żydowskiej. 11 września 1825 roku przyjechał do miasta Bogumił Krusche, założyciel rodu pabianickich przemysłowców i finansistów. Działalność rozpoczął od manufaktury skupiającej sześć warsztatów tkackich. W połowie XIX wieku Pabianice były już miastem przemysłowym o profilu włókienniczym. Według danych z 1848 roku było tu 6 dużych manufaktur bawełnianych, w których pracowało 636 pracowników, a obrazu przemysłowego rozmachu dopełnia 54 samodzielnych mistrzów tkackich z 535 czeladnikami i uczniami. Pabianice liczyły 4128 mieszkańców, a 26 procent z nich utrzymywało się z włókiennictwa. W 1850 roku  Beniamin Krusche, syn Bogumiła, sprowadził do Pabianic pierwszą maszynę parową. Rozpoczęła epoka rewolucji technicznej. Fabryka Beniamina Kruschego wyprzedziła konkurentów. W 1853 roku zatrudniała już 202 pracowników, a także wchłonęła kilka słabszych przedsiębiorstw. 

Kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1897.

W 1859 roku w Pabianicach powstała druga co do wielkości fabryka Rudolfa Kindlera, której dogonienie konkurencyjnej fabryki Kruschego zajęło 20 lat. Do połowy lat sześćdziesiątych rozwijało się wyłącznie włókiennictwo. Dopiero w 1865 roku ruszyła fabryka papieru, a w 1889 fabryka chemiczna. Likwidacja obowiązków pańszczyźnianych umożliwiła mieszkańcom wsi poszukiwanie pracy w mieście. Pojawiła się nowa warstwa społeczna – robotnicy. Ostatnie ćwierćwiecze XIX wieku to czas fuzji kapitałów, które zaowocowały powstaniem wielkiej burżuazji przemysłowej. W końcu XIX wieku jej podstawę stanowiły firmy Krusche i Ender, Kindler oraz Fabryka Chemiczna CIBA. Wtedy też Pabianice zajmowały drugie miejsce po Łodzi pod względem produkcji tkanin bawełnianych, wełnianych i mieszanych. Pabianice stały się istotną częścią Ziemi Obiecanej. Tym mianem określano miejsce, gdzie można prowadzić dobre interesy, pracować i godziwie zarabiać.

"Dziennik Łódzki", rok 1886.

Pod koniec wieku w mieście założono pierwszą aptekę, księgarnię, drukarnię, straż pożarną, szkołę handlową. Wybudowano stację telegraficzną i osiedle robotnicze, oświetlono ulicę Zamkową lampami elektrycznymi. Dalszy rozwój miasta przyniósł przełom XIX i XX wieku. W 1900 roku połączono Pabianice z Łodzią elektryczną linią tramwajową, w 1901 roku przy kolejowej trasie Warszawa – Kalisz wybudowano dworzec kolejowy, a w 1909 roku szpital miejski, założono bank. Ukończono budowę dwóch kościołów. Nastąpiło ożywienie życia kulturalno-społecznego. Zostały utworzone biblioteki fabryczne, towarzystwa sportowe, muzeum. Pojawiła się pierwsza lokalna gazeta oraz kinematograf. W czasie I wojny światowej powstało gimnazjum żeńskie. Przez sto lat Pabianice wchodziły w skład Cesarstwa Rosyjskiego.

Jubileuszowe wydanie "Lodzer Zeitung", 1863-1913.


HOTEL „FABRYKA WEŁNY”.
Stare, pofabryczne budynki pabianickiej fabryki mieszczą dziś w sobie ekskluzywne centrum hotelowo-konferencyjne i wygodne biura. Na zewnątrz ceglane detale odbijają się w tafli szkła, a komfortowe wnętrza łączą współczesny dizajn z niepowtarzalną atmosferą. Aby taki mariaż zakończył się sukcesem, potrzebne były nie tylko dobre pomysły na projekt, ale także odpowiednie materiały.


Kompleks hotelowy Fabryka Wełny nawiązuje do swojej przeszłości nie tylko nazwą. Choć XIX-wieczne zabudowania zyskały całkowicie nowe funkcje, ich pierwotny charakter nie został zapomniany. 

Kalendarz Kościuszkowski, rok 1918. 


Zarówno inwestorowi, jak i projektantom zależało na tym, aby uratować możliwie dużo elementów historycznych i oddać ducha tamtych czasów.


Rewitalizacja przeprowadzana w ramach projektu „Nowy Rynek Pabianic” zaowocowała odrestaurowaniem obiektów, które stanowiły część dużego zespołu fabrycznego. 

Krótki zarys historii skarbowości z okazji dziesięciolecia Stowarzyszenia Urzędników Skarbowych Okręgu Łódzkiego 1918-1928.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.
"Łódź w Ilustracji", dodatek niedzielny "Kuriera Łódzkiego", rok 1930.


Zakłady należące do firmy Krusche i Ender były jednymi z największych w regionie. Po II wojnie światowej w obiektach tych funkcjonowały zakłady przemysłu wełnianego Pawelana. Po ich zamknięciu, budynki przez kilkanaście lat stały nieużytkowane i przez ten czas stopniowo ulegały coraz większemu zniszczeniu.

"Głos Kupiectwa", rok 1927.


Projekt wnętrz przygotowali architekci z pracowni C13. Zachowano surową cegłę i elementy konstrukcyjne budynku. W niektórych pokojach jest oryginalna drewniana posadzka. 


"Głos Poranny", rok 1934.


Na trzecim piętrze budynku zbudowano basen. Był on nie lada wyzwaniem dla architektów i konstruktorów, ponieważ strop musiał wytrzymać obciążenie aż 160 ton. Przeszklono jedną ścianę basenu.


Hotel Fabryka Wełny to wielofunkcyjne centrum handlowo-biznesowo-hotelowe o powierzchni ponad 10 tysięcy mkw. Goście mają do dyspozycji 54 pokoje, w tym cztery apartamenty. Mogą skorzystać również z relaksacyjnych zabiegów Spa, kręgielni czy siłowni. 


W kompleksie powstała również restauracja i kawiarnia, basen oraz taras na dachu budynku. Z siłowni, kręgielni i basenu mogą korzystać nie tylko goście hotelowi. Miejsce jest udostępnione również dla mieszkańców. 


Fabryka Wełny to także największe w okolicy zaplecze konferencyjno-szkoleniowe. W budynku powstała duża sala, która pomieści 450 osób, można ją podzielić na sześć mniejszych. Przy budynku jest też monitorowany parking.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.

Źródła: 
Kazimierz Badziak. Obraz burżuazji w Pabianicach. Baruchowie. [ w:] Pabianiciana 1/1992.
NOWY ZABYTEK http://nowyzabytek.pl

"Dziennik Łódzki", rok 1886.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy na rok 1913.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
... i sensacyjnie 😉:


"Republika", rok 1923.

"Hasło Łódzkie", rok 1929.

Fot. współczesne Monika Czechowicz