piątek, 19 listopada 2021

Włada Bytomska - robotnica przedwojennej Łodzi.

W okresie PRL-u Władysława Bytomska była traktowana w Łodzi jak narodowa bohaterka, symbol walki „robotniczego miasta” z „burżuazyjnym uciskiem”.


Jej grób z sugestywnym pomnikiem autorstwa Heleny Nałkowskiej ulokowano w 1949 roku w Alei Zasłużonych cmentarza na Dołach.

"Głos Pabianic", rok 1949.

Włada była bohaterką słuchowisk radiowych i opowiadań, jej imię nosiły przedwojenna ulica Dworska (dziś Organizacji WiN) oraz Fabryka Wyrobów Włókienniczych, założona w 1888 roku przez Hirszberga i Birnbauma, nowo wybudowane osiedle na Bałutach a nawet fabryka biustonoszy w Głownie.
"Dziennik Urzędowy Rady Narodowej m. Łodzi, rok 1951.

"Dziennik Łódzki", rok 1960.

Komuniści po wojnie wykreowali ją na bezkompromisową aktywistkę i sprawną organizatorkę ruchu związkowego, choć nigdy nie była w przedwojennej Łodzi działaczką robotniczą z pierwszego szeregu.
Bytomska zapewne nie stałaby się bohaterką tak nachalnej propagandy komunistycznej, gdyby nie tajemnicza śmierć w 1938 roku, którą po wojnie oficjalnie, choć bezpodstawnie, obciążono Policję Państwową. 

"Głos Robotniczy", rok 1947.

Na jej nagrobku do dziś widnieje napis:
Zginęła z rąk oprawców sanacyjnych w walce o socjalizm.

Problem w tym, że nigdy owych „oprawców” nie ustalono, tym bardziej nie wiadomo czy byli oni „sanacyjni”. Do bezradności, jeśli chodzi o powiązanie morderców Bytomskiej z Policją Państwową, musiała się przyznać nawet łódzka bezpieka, która w latach 50. prowadziła w tej sprawie specjalne śledztwo.

Włada Bytomska. Lata 20. XX wieku.
(Fot. ze zbiorów Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi)

Bytomska urodziła się 16 października 1904 roku. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Jak wspominała jej koleżanka, musiała chodzić na wieś do chłopa, gdzie wybierała świniom kartofle z korytka. Rodzina w poszukiwaniu pracy na początku XX wieku zamieszkała na ówczesnych przedmieściach Łodzi, przy ulicy Dworskiej 29, na Bałutach.

Dawna ulica Dworska, dzisiaj Organizacji WiN.

Pomimo bardzo trudnej sytuacji materialnej Włada ukończyła 7 klas szkoły powszechnej, a jako 17-latka – znalazła zatrudnienie w fabryce Rosenblatta, która w przedwojennej Łodzi mieściła się przy ulicy Karola 36 (dziś ulica Żwirki). 


"Rozwój", rok 1928.

Środowisko robotnicze było wówczas rozpolitykowane, w zakładach pracy przeprowadzano agitację, dążący do poprawy warunków pracy robotnicy podejmowali działalność związkową.
W 1927 roku Włada, razem ze swoją młodszą siostrą Marią wstąpiła do Polskiej Partii Socjalistycznej-Lewicy, struktury ściśle współpracującej z nielegalną Komunistyczną Partią Polski (KPP).

"Rozwój", rok 1928.

W październiku 1928 roku, w czasie napiętej sytuacji strajkowej wśród włókniarek, Bytomska wygłosiła antypaństwowe przemówienie w lokalu klasowych związków zawodowych w Łodzi, podczas którego agitowała za KPP. Wtedy też zwróciła na siebie większą uwagę Policji Państwowej. Funkcjonariusze ustalili jej adres zamieszkania, przeszukali dom i zarekwirowali nielegalną komunistyczną prasę. Została aresztowana 2 listopada 1928 roku i następnie skazana przez Sąd Okręgowy w Łodzi na cztery lata więzienia, zmniejszone do trzech lat przez Sąd Apelacyjny w Warszawie.
Zachowane akta więzienne Bytomskiej z Piotrkowa Trybunalskiego świadczą o tym, że pobyt w zamknięciu tylko ugruntował jej radykalne poglądy. Była wielokrotnie karana dyscyplinarnie za antypaństwowe okrzyki, niszczenie celi, zdejmowanie krzyża ze ściany, za „grypsowanie”. Zaczęła także układać rewolucyjne pieśni, a jedna z nich, poświęcona Szymonowi Harnamowi (właściwie Charnamowi), działaczowi Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, którego śmiertelnie postrzelił w Łodzi funkcjonariusz Policji Państwowej podczas próby aresztowania, miała być później szczególnie popularna wśród polskich komunistów. Jeden z jej fragmentów dość celnie określa polityczne ideały Bytomskiej:

Przeciw zbrojeniom, podłym dążeniom,
Armatnim kulom nie pójdziem na żer.
Staniemy zbrojnie przeciwko wojnie
Nie damy tknąć ZSRR!”

"Rozwój", rok 1928.

Po wyjściu na wolność Bytomska zaczęła spotykać się z Józefem Sroczyńskim, dużo starszym od siebie murarzem, mieszkającym na Bałutach, członkiem KPP. Z powodu utykania na jedną nogę, koledzy z organizacji nazywali go „Janek Kulas”.
Włada i Sroczyński stwarzali pozory, iż są małżeństwem, i tak też byli traktowani przez towarzyszy z KKP. Nic nie wskazywało, że związek ze Sroczyńskim stanie się powodem wielu jej osobistych niepowodzeń. Problemy pojawiły się latem 1932 roku. Koledzy z partii oskarżyli „Janka Kulasa”, że jest prowokatorem. Zarzut był poważny – to on miał doprowadzić do wsypy podczas próby zorganizowania w sierpniu 1932 roku narady komunistów w lesie na Młynku pod Łodzią. Zamierzano wówczas podjąć decyzje dotyczące powszechnego strajku łódzkich włókniarzy.

"Ilustrowana Republika", rok 1932.

Policja aresztowała kilkadziesiąt osób, a 13 z nich otrzymało kilkuletnie wyroki więzienia. Wśród skazanych był delegowany z Warszawy do Łodzi z ramienia Komitetu Centralnego KPP, Władysław Gomułka, który niedoszłą naradę na Młynku przypłacił postrzeleniem w nogę i kalectwem do końca życia.

Władysław Gomułka (1905-1982)
- ps. „Wiesław”, „Feliks Duniak”, polski polityk komunistyczny, I sekretarz KC PPR (1943-1948), sekretarz KC PZPR (1956-1970), w latach 1945-1949 wicepremier i minister ziem odzyskanych. Poseł do Krajowej rady Narodowej, na Sejm Ustawodawczy oraz na Sejm PRL II, II, IV i V kadencji. W latach 1957-1971 członek Rady Państwa.

"Nowy Dziennik Łódzki", rok 1932.

To właśnie Gomułka, jako główny organizator nielegalnego spotkania z ramienia Komitetu Centralnego KPP, wydedukował, że jedyną osobą, która mogła doprowadzić do wpadki konspiratorów, był wtajemniczony w przedsięwzięcie „mąż” Bytomskiej.
Dokładnie w tym samym czasie doszło do drugiego aresztowania Bytomskiej. Zatrzymano ją 29 sierpnia 1932 roku za przygotowywanie akcji strajkowej w fabryce bawełny Schlössera w Ozorkowie.

"Ilustrowana Republika", rok 1929.

Sąd Okręgowy w Łodzi wydał tym razem surowy wyrok sześciu lat więzienia, który podtrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Uroczystość poświęcenia gmachu Sądu Okręgowego w Łodzi, rok 1930 
(zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego)

Dzięki amnestii, Włada odzyskała wolność wcześniej, bo w listopadzie 1936 roku. Była pozbawiona środków do życia - koledzy zrobili dla niej zbiórkę pieniędzy. – My jej powiedzieli, żeby kupiła sobie kamaszki i co jej potrzebne.
Po opuszczeniu więzienia twierdziła, iż jest pewna, że do jej zatrzymania, tak jak do „wsypy” na Młynku, przyczynił się Sroczyński. Miała nawet złożyć w tej sprawie oficjalne doniesienie kierownictwu partii. On sam został podobno wysłany przez towarzyszy do Związku Sowieckiego i tam ślad po nim zaginął…
Nie wiadomo, czy Sroczyński rzeczywiście był prowokatorem w KPP. Bytomska natomiast rzekomą zdradę swojego „męża” silnie przeżyła. Jej przyjaciółka Helena Milczarek twierdziła, że „od tego czasu Włada Bytomska czuła pewne uprzedzenie do mężczyzn w ogóle”.
Uprzedzenie do niej poczuli też towarzysze z KPP, nie wyrażając zgody na przyjęcie jej do partii z powodu kompromitującego związku ze Sroczyńskim. Pomogła dopiero interwencja w KC KPP jej koleżanki z więzienia Dory Aronowicz (po wojnie funkcjonariuszki Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie).
Z początkiem 1938 roku Bytomska została szeregowym członkiem Komunistycznej Partii Polski, którą zresztą kilka miesięcy później rozwiązał Komintern.

Władysława Bytomska, lata 30. XX wieku 
(fot. ze zbiorów Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi)

Wiosną 1938 roku Włada otrzymała upragnioną pracę w fabryce włókienniczej Hirszberga i Birnbauma, mieszczącej się w Łodzi przy ul. Wodnej 23


Komuniści nie cieszyli się tam jednak popularnością. Robotnice początkowo nie lubiły Włady. Opluwały ją, niszczyły jej garderobę, przezywały „bolszewiczka”. Kiedy jednak w zakładzie powstał w czerwcu 1938 roku klasowy związek zawodowy, włókniarki poprosiły właśnie Bytomską, żeby je reprezentowała przed dyrekcją, jako delegatka fabryczna. Gdy na początku listopada 1938 roku w wyniku redukcji zatrudnienia zwolniono w fabryce kilka kobiet, Bytomska osobiście zaangażowała się w przygotowania do kolejnego strajku. Solidaryzując się ze zwolnionymi z pracy prządkami, przekonała inne robotnice, by zastrajkowały w ich obronie.
Kilku koleżankom wyznała, iż otrzymała z „Partii” list z poleceniem stawienia się na tajnym spotkaniu w sprawie sytuacji w fabryce. Narada miała odbyć się 2 listopada ok. godz. 22.00 na tzw. podpunkcie przy ul. Cegielnianej (dzisiaj ul. Jaracza). Strajk wyznaczono na 3 listopada 1938 roku.
Włada Bytomska nie wzięła w nim udziału. Zmarła tragicznie w nocy z 2 na 3 listopada.

Władysława Bytomska (1904-1938)
"Głos Radomszczański", rok 1949.

Tego samego dnia, kilka minut po godz. 23.00, na podwórzu posesji nr 147 przy ul. Brzezińskiej w Łodzi, nieopodal katolickiej części cmentarza na Dołach, funkcjonariusz II Komisariatu Policji Państwowej, znalazł nagą, konającą kobietę. Widok był przerażający. Kobieta nie miała na sobie odzieży, a jej ciało było pokryte rozległymi i głębokimi oparzeniami. Nieprzytomną, przewieziono do szpitala w Radogoszczu. Lekarz od razu stwierdził, że kobieta miała wcześniej skrępowane ręce. Po kilku godzinach, nad ranem 3 listopada, zmarła nie odzyskawszy przytomności.
Znaleziony przy ognisku mały neseserek, dokładnie taki, w jakim włókniarki nosiły do pracy posiłki, świadczył o tym, że ofiarą była robotnicą. Policja natychmiast zaapelowała do mieszkańców miasta, aby informowali władze o każdym przypadku niestawienia się kobiet do pracy w fabrykach, co miało pomóc w ustaleniu tożsamości zwłok.

"Głos Poranny", rok 1938.

Już następnego dnia, 4 listopada w szpitalnym prosektorium Wawrzyniec Bytomski w ogorzałych zwłokach rozpoznał swoją córkę – Władysławę, która od 2 listopada nie powróciła z pracy do domu.

Szpital w Radogoszczu.

Wstępne wyniki śledztwa, przeprowadzonego przez Policję Państwową, wskazywały, że doszło do brutalnego morderstwa. Kobieta została oblana łatwopalną substancją i podpalona przy parkanie cmentarza w pobliżu ulicy Smutnej. Paląc się, przebiegła wzdłuż nekropolii w kierunku ulicy Brzezińskiej prawie 300 metrów i tam została odnaleziona.

"Ilustrowana Republika", 4 listopada 1938 roku.

Sekcja zwłok, przeprowadzona przez Stanisława Hurowicza (po wojnie był on uznanym patologiem w Anglii), nie wykazała dodatkowych obrażeń i wykluczyła podłoże seksualne zbrodni.

"Głos Poranny", rok 1938.


Niecodzienna śmierć robotnicy rozpaliła wszystkie łódzkie dzienniki, które prześcigały się w sensacyjnych doniesieniach na temat możliwych okoliczności morderstwa. Zagmatwały się jednak one jeszcze bardziej, gdy wieczorem 4 listopada ojciec Bytomskiej dostarczył Policji odnaleziony w domu pożegnalny list, rzekomo napisany przez córkę.

"Głos Poranny", rok 1938.

Włada informowała w liście o planowanym samobójstwie. Po przesłuchaniu rodziny i potwierdzeniu, że jest to charakter pisma Bytomskiej, prowadzący śledztwo funkcjonariusze uznali, iż kobieta targnęła się na swoje życie z powodu „silnego rozstroju nerwowego” i postępującej gruźlicy. Samobójstwa miała dokonać w zupełnie nieprawdopodobny sposób. Przy cmentarnym murze oblała się denaturatem, zakneblowała sobie usta, związała ręce kablem, położyła się na ziemi i podpaliła… 

"Echo", rok 1938.

"Ilustrowana Republika", rok 1938.

Pomimo tak karkołomnego wyjaśnienia, sprawa została ostatecznie zamknięta.

"Ilustrowana Republika", rok 1938.

"Ilustrowana Republika", rok 1938.


Wyjątkowa szybkość dochodzenia mogła wynikać z faktu, iż 6 listopada 1938 roku miały się odbyć w kraju wybory parlamentarne. Dalsze spekulacje na temat śmierci kobiety, zaangażowanej w działalność antypaństwową, mogły być powodem jeszcze większych napięć w robotniczym mieście. Takiego scenariusza władze z pewnością chciały uniknąć. Dlatego bez zwłoki wydano ciało rodzinie i zgodzono się na organizację pogrzebu późnym wieczorem 6 listopada.
Oficjalna wersja o samobójstwie zadowalała tylko władze.
Nieoficjalnie zaczęły szerzyć się domysły dotyczące rzekomych sprawców zbrodni. 

"Łodzianin", organ PPS, rok 1938.

"Łodzianin", organ PPS, rok 1938.

Komuniści byli przekonani, że za sprawą śmierci ich towarzyszki musi stać Defa (pion polityczny w Policji Państwowej). Zaczęli zastanawiać się, kto mógł być kolejnym prowokatorem w ich szeregach. Funkcjonariusze policji byli przekonani o zbrodni popełnionej w afekcie przez jednego z odrzuconych adoratorów. Niektóre koleżanki Bytomskiej uważały, że odpowiedzialne za brutalną zbrodnię jest kierownictwo zakładów, w których pracowała, inne z kolei twierdziły, że była to zemsta rodziny prowokatora Sroczyńskiego. Zadziwiające jest, że na liście podejrzanych nie znalazł się Aron Halbersztadt, członek KPP, z którym Włada spotykała się w 1938 roku. To właśnie do jego mieszkania przy ulicy Cegielnianej 93 została wezwana Bytomska przez „partię” w dniu swojej śmierci.


"Głos Kutnowski", rok 1948.

"Głos Tomaszowski", rok 1949.

Dopiero po wojnie, w końcu lat czterdziestych, gdy Komisja Kontroli Partyjnej KŁ PZPR, rozpoczęła badanie niewyjaśnionych przypadków śmierci lokalnych działaczy robotniczych, powrócono do sprawy Bytomskiej. Zebrano o niej pierwsze relacje, zaczęto przesłuchiwać świadków. W czerwcu 1953 roku funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi zarejestrowali formalnie sprawę, której nadano kryptonim „Sadyści”. Wykorzystując materiały Komitetu Łódzkiego PZPR, postanowili rozwikłać wszystkie okoliczności śmierci Bytomskiej i ostatecznie wskazać winnych popełnionego morderstwa.

"Głos Pabianic", rok 1950.

Śledztwo było skomplikowane i miało charakter wielowątkowy, choć od razu wykluczono, że doszło do samobójstwa. W gronie podejrzanych znaleźli się po pierwsze funkcjonariusze Policji Państwowej, następnie Czesław Kołacz – bezpośredni przełożony Bytomskiej w fabryce, gdzie pracowała i wreszcie jej szwagier – Edward Makowski – przed wojną aktywny działacz KPP.

Od początku w kręgu głównych podejrzanych pozostawał Czesław Kołacz – w 1938 roku kierownik przędzalni w fabryce włókienniczej Hirszberga i Birnbauma, w której pracowała Bytomska.
Udział w zbrodni starała się Kołaczowi bezskutecznie udowodnić Komisja Kontroli Partyjnej KŁ PZPR. Ustalono jednak, że ograniczał się jedynie do grożenia Bytomskiej z powodu jej aktywności związkowej. Żadnych śladów jego udziału w przygotowaniu zbrodni nie potwierdzono. Skończyło się tylko na wykluczeniu go z partii w grudniu 1950 roku, za „obcość ideologiczną”.

"Głos Robotniczy", rok 1946.

Z zeznań byłych funkcjonariuszy Policji wynikało, że Bytomska cierpiała na rozstrój nerwowy spowodowany śmiercią matki, co miało uzasadniać samobójstwo. Stanisław Joachimiak, który w 1938 roku był osobiście odpowiedzialny za śledztwo w sprawie śmierci robotnicy, nie potwierdził jakiegokolwiek udziału w zbrodni funkcjonariuszy Policji Państwowej. Funkcjonariusze UB przesłuchiwali byłych pracowników Policji Państwowej, między innymi Stefana Wypijewskiego i Józefa Kasprzaka z wydziału politycznego oraz Stanisława Polaka i Stanisława Joachimiaka z wydziału śledczego.
Nie udało się im jednak ustalić żadnych powiązań Policji Państwowej ze śmiercią Bytomskiej. Joachimiak w sprawie Bytomskiej nie musiał nic ukrywać, bowiem już od 1948 roku współpracował z WUBP w Łodzi w charakterze tajnego informatora o pseudonimie „Wołga”.

Stanisław Joachimiak – funkcjonariusz Policji Państwowej prowadzący śledztwo w sprawie śmierci Władysławy Bytomskiej w 1938 roku (Fot. z zasobu IPN).

Najbardziej powikłany okazał się jednak wątek szwagra Bytomskiej – Edwarda Makowskiego, który w KPP był m.in. sekretarzem KD na Bałutach, a po wojnie został przyjęty do służby w MO. Podejrzewano go o działalność prowokatorską w partii, współpracę z łódzką Policją Państwową i zaaranżowanie samobójstwa Bytomskiej z powodu rodzinnego konfliktu. Podczas śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy UB ustalono, że Makowski był z Bytomską skonfliktowany, w dodatku zamieszkiwał razem z nią w tym samym domu przy ulicy Dworskiej. Mógł więc, według funkcjonariuszy UB, bez żadnych przeszkód zaaranżować samobójstwo kobiety (podrzucić rzekomy pożegnalny list).
Według hipotezy śledczej, zwabił kobietę w okolice cmentarza pod pozorem kontaktu z partią, a resztą zajęli się już funkcjonariusze Policji. Hipoteza co prawda była wątła, ale pozwalała na połączenie rzekomych osobistych motywów Makowskiego z politycznym tłem represjonowania przed wojną komunistów.

"Głos Radomszczański", rok 1949.

W kwietniu 1953 roku funkcjonariusz UB, podsumowując śledztwo, odnotował:
Oceniając posiadane materiały należy stwierdzić, iż główny ciężar podejrzenia co do morderstwa Włady Bytomskiej spada na Makowskiego Edwarda, który to jeszcze przed jej morderstwem został zawieszony przez organizację w prawach członka KPP będąc podejrzanym o kontakt z Delfą”.
Z początkiem 1954 roku sprawa została zamknięta. Głównemu podejrzanemu - Makowskiemu, nie przedstawiono jednak żadnych zarzutów. Być może pomogła mu osobista interwencja jego żony Marii (siostry Bytomskiej) w Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej KC PZPR w Warszawie i jej obszerny list z wyjaśnieniami.
Ostatecznie więc funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa nie osiągnęli założonego celu śledztwa. Nikomu nie przedstawili zarzutu sprawstwa lub udziału w jednym z głośniejszych zabójstw, jakie popełniono przed wojną w Łodzi. Co istotne, nie potwierdzono także żadnych doniesień o udziale w nim funkcjonariuszy Policji Państwowej. Pogodzono się z faktem, iż tajemnica śmierci Władysławy Bytomskiej nigdy nie zostanie wyjaśniona.

"Dziennik Łódzki", rok 1949.

W 1949 roku złożono ją z honorami, z udziałem 10 tysięcy łódzkich robotników w Alei Zasłużonych na Dołach, w grobie ozdobionym rzeźbą dłuta Heleny Nałkowskiej.

Grób Włady Bytomskiej znajduje się na łódzkim cmentarzu komunalnym na Dołach – tam, gdzie ją podpalono.

"Głos Radomszczański", rok 1949.

"Głos Radomszczański", rok 1949.

Dziś takie życiorysy nie są w modzie. Działacze komunistyczni, których nazwiska nosiły PRL-owskie ulice, znaleźli się na marginesie historii, a czasem i poza nim. Skompromitowani, ustąpili miejsca innym, rzadko kto o nich pamięta, choć niekiedy w Internecie lub publikacjach prasowych czy źródłach historycznych można znaleźć o nich interesujące informacje. Jedną z takich postaci jest Włada Bytomska – łódzka robotnica i działaczka, niegdyś patronka jednej z bałuckich ulic i zakładów pracy, kontrowersyjna, o tragicznym życiorysie.


źródła:
Jerzy Bednarek. Kochała ZSSR. Przypadek Włady Bytomskiej [w:] Przystanek historia https://przystanekhistoria.pl/
Joanna Sikorzanka. Włada z ulicy Dworskiej (miastol.pl)

Słownik biograficzny działaczy ruchu robotniczego. T.1
Michał Matys. Potrzebowali bohaterki. Gazeta Łódzka. 1997.

Anna Gonczewska. Co się stało w Władą Bytomską? Dziennik Łódzki, 2010.
 http://www.lodzkie.pl/
http://lodzkagazeta.pl

Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, Narodowego Archiwum Cyfrowego i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

wtorek, 16 listopada 2021

Mural „Spokój" i ... niespokojna grupa Twożywo


Mural „Spokój” przy ulicy Parkowej w Zgierzu. Namalowany został na bocznej ścianie budynku stojącego tuż nad stawem Cylkego, przy dawnym Ogrodzie Królewskim w Zgierzu.


Mural powstał w 2007 roku, wykonała go, nieistniejąca już grupa Twożywo, duet artystyczny, utworzony przez Mariusza Libla i Krzysztofa Sidorka, działający w latach 1998-2011.
Pod szyldem Twożywo artyści byli autorami plakatów, billboardów, filmów animowanych, ilustracji prasowych.
Wcześniej (od 1995 roku) wraz z Robertem Czajką pracowali jako grupa Pinokio, wypowiadając się przez naklejki w środkach komunikacji, szablony, plakaty. Tę street-artową formę działalności kontynuowało Twożywo. Zdobyli Paszport "Polityki" za rok 2006. W projektach grupy Twożywo syntetyczne, szablonowe formy uzupełniane są komunikatem językowym. Słowo i znak graficzny są równie ważne, stanowią spójną całość.

Na tylnej ścianie kamienicy przy Piotrkowskiej 26, w podwórku - widzimy mural z napisem ZwyKły. Praca powstała w 2010 roku i jest dziełem twórców z grupy Twożywo. 
Fot. Monika Czechowicz/baedeker łódzki.

Fot. Monika Czechowicz/baedeker łódzki.

Szeroko zakrojona działalność grupy w przestrzeni publicznej (pionierska pod tym względem na gruncie polskiej sztuki) przypadła na szczególny moment jej kształtowania się i krzepnięcia w kształcie, jaki znamy dziś. W czasach tercetu Pinokio i pierwszych działań Twożywa pojawiała się dopiero pierwsza fala reklamowych bilbordów i reklamowych banerów, współistniejących z równie szybko rozwijającą się kulturą graffiti i reliktami punkowych szablonów z lat 80. Niejednoznaczność pojawiających się na tym tle prac grupy odcinała się wyraźnie na tym tle komunikatów maksymalnie prostych – tak w przypadku przekazów reklamowych, jak i politycznych.


Początki działalności Twożywa miały jeszcze wyraźny sznyt punkowo-zinowej wizualności – artyści zaczynali od wlepek w autobusach i jednokolorowych, prostych szablonów. Ta estetyka dominuje w realizacjach z końcówki lat 90. W nowym millenium wizualny język Twożywa szybko się rozbudowywał, karmiąc się formami przechwytywanymi z bieżącej rzeczywistości oraz tymi z bliższej i dalszej historii, z awangardowego i popularnego graficznego wokabularza.
Artyści często stosowali gry językowe i eksperymenty lingwistyczne, zbliżając się do poezji konkretnej (np. "Futuryści"; "Hitler palił z Ewą Braun" 2004). Szablon, w którym spomiędzy piktogramowych ludzików wyłania się zakamuflowany napis "tłum", bliski jest pracom Stanisława Dróżdża.

(źródło fotografii: https://sztuka.agraart.pl/)

 Ich prace często opierają się na eksperymentach typograficznych. W 2006 roku grupa wydała książkę "Telementarz typograficzny", w której zarówno w warstwie tekstowej, jak i wizualnej (trudnych do rozdzielenia) główną rolę odgrywa litera "T". Artyści pisali w niej o sobie, że "trudnią się tworzeniem tablic, transparentów i typografii. Teksty Twożywa tryskają tandetą, trywialnością i transcendencją".
Ich eksperymenty z językiem z jednej strony zakorzenione były w tradycji awangardowej, z drugiej w aktualnej kulturze i codzienności. Na planszy o konstruktywistycznym sznycie z tekstem "Tu Tu, Tu Tu. Toczą się Tramwaje po Torach. Tłok Tłoczy Tłok. Tłum Tłumi Tłum", pobrzmiewa echo poezji futurystów ("Tam. Ta. To tu. To tu. To tam. / W willi. Nad morzem. Płacze. Skriabin. / Obcas. Karabin. Obcas. Karabin." z "Marszu" Bruno Jasieńskiego), a jednocześnie ówczesnego rapu ("Co nie my? To nie my / Co? To To nie my / My nie kłamiemy / Bo to nie my, w betonie my toniemy" z wersów Paktofoniki). Skalę typograficznej kreatywności duetu pokazuje też grafika, na której dwie litery "t" z fontu garamond leżą na sobie przewrócone, kształtem przypominając kopulujące psy (podpis głosi: "hoduj pieski tetowe rasy garamond bold").

(źródło fotografii: twożywo ilustracje (twozywo.art.pl) )

Poczesne miejsce w ich wizualnym słowniku zajmowały elementy grafiki o konstruktywistycznym rodowodzie – geometryczne kształty, czarno-biało-czerwona paleta w połączeniu z rozsypaną, eksperymentalną typografią. 
Artyści sięgali po język propagandowy z natury, by przy jego pomocy stworzyć przekaz antypropagandowy i niejednoznaczny. Jednocześnie wydawali się najlepiej realizować ideały radzieckiej awangardy, realnie działając w przestrzeni społecznej i nigdy nie zamieniając się w artystyczny brand zamknięty w złotej klatce rynku sztuki.
Artyści potrafili też sięgać do estetyki z PRL-owskich murali reklamowych, jak w niby-reklamowej grafice z czekoladowym batonem o nazwie "Platon" (2002), zachwalanym hasłem "piękny, dobry, prawdziwy", funkcjonującej najpierw na bilbordach, a następnie jako (nieistniejący już) mural w Płocku. 

(źrdło fotografii: twożywo naklejki (twozywo.art.pl) )

Jego los podzieliła ogromna ilość innych realizacji duetu. Wiele prac z przestrzeni publicznej po prostu zniknęło – w odróżnieniu od wielkoformatowych dekoracyjnych murali, jakimi usiane są Łódź czy Katowice, powstałe oddolnie szablony i murale nie mają w miejskim pejzażu długiej żywotności, znikając pod warstwą styropianu podczas termomodernizacji, zamalowane, zaklejone czy niszczone wraz z budynkami, na których się znajdowały.

Mural „Spokój”…emanuje spokojem.

Projekty grupy Twożywo podejmowały różnorodne kwestie społeczno-polityczne, np. feministyczne ("Dziewczyny, potrzebne są czyny" 2004), związane z problemami młodego pokolenia ("Mamy po dwadzieścia lat, chcemy zmieniać i budować świat"), gospodarką ("Dobrobyt" 2005; "Bezsens i Hegemonia Pracy" 2004), konsumpcjonizmem ("Prawdziwych przyjaciół poznaje się w supermarkecie" 2003) czy religią ("Danger. Religion is not a weapon" 2003; "Maria Materia" 2004). Jednak w odróżnieniu od twórców sztuki krytycznej sięgali przy tym nie po dosadne wizualnie, a celowo niejednoznaczne komunikaty.

(żródło fotografii: (twozywo.art.pl) )

Wspomniana "Maria materia", święta kapitalizmu w prostej, abstrakcyjnej graficznej formie znalazła się na (udawanej) karcie płatniczej, której posiadacz "zwolniony jest od odpowiedzialności za własny los i kształt wybranej przez siebie egzystencji"). Wywołała ona co prawda pewne kontrowersje, ale o temperaturze nieporównywalnie niższej w stosunku do wybuchających w tym czasie skandali wokół prac Katarzyny Kozyry czy Roberta Rumasa. Nie była ona również prostą krytyką tej czy innej obrzędowości, odnosząc się właściwie nie do samej religii, a stawiając antropologiczną tezę o quasi-religijnym charakterze wszelkich z pozoru przezroczystych konstrukcji ideologicznych, na których ufundowana jest społeczna organizacja.

(źródło fotografii: 

Kluczowym wątkiem w realizacjach Twożywa było jednak to, co dziś nazwalibyśmy krytyką społecznych kosztów transformacji i konsekwencji neoliberalizmu. Pod tym względem nie tylko Twożywo zdecydowanie wyprzedziło resztę świata sztuki, który na dobrą sprawę społeczno-politycznym konsekwencjom przemian ustrojowych zaczął przyglądać się na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku, kiedy były one już definitywnie domknięte. Jak mówił Mariusz Libel:
"[...] byliśmy młodymi ludźmi w środku czegoś, co teraz nazywamy dumnie transformacją, a co tak naprawdę było barbarzyńskim kapitalizmem polówkowym, w którym ludzie byli absolutnie skupieni na kumulacji dóbr materialnych. Nie było wtedy tylu możliwości wejścia w kapitalizm i ludzie robili to w sposób impulsywny. Był to rodzaj szaleństwa, amoku. Jako młodzi ludzie patrzyliśmy na to i intuicyjnie coś nam nie grało. Brakowało jakiegoś zamysłu, dopowiedzenia, refleksji na temat tego, co się dzieje z nami – kim jesteśmy, gdzie jesteśmy".


Krytyka nieskrępowanej konsumpcji wpleciona pomiędzy pogodne przekazy reklamowe w dyskretny sposób zakłócała miejski pejzaż, w którym reklamowe szyldy, bilbordy, plakaty, ulotki, płachty rozwieszone na rusztowaniach, płotach i elewacjach stawały się tak naturalnym elementem krajobrazu jak drzewa i krzewy. W transformacyjnym krajobrazie toczyła się swego rodzaju wojna o język wizualny, nowe narzędzia kanibalizowane były przez reklamę i politykę. Jak wspominał Libel:
"Nie trzeba było [...] długo czekać, żeby gracze polityczni czy marketingowi dostrzegli, że vlepka jest bardzo łatwym, dostępnym i sympatycznym medium do ich własnej reklamy czy propagandy. No i pojawiły się takie haniebne rzeczy jak np. naklejki wyborcze w dużej ilości. Było więc trudno się przebić. My działaliśmy w małych grupach, a tu nagle przychodził polityk, drukował na offsecie kilkaset tysięcy naklejek, miał swoje młodzieżówki i rozklejał od góry do dołu."
Ze względu na historyczne okoliczności najbardziej rozpoznawalną, wręcz ikoniczną pracą Twożywa stał się bilbord "Kiedy wreszcie będzie wojna", który w perfekcyjny, choć złowieszczy sposób chwytał Zeitgeist początku nowego millenium. Praca z wizerunkiem leżącego na trawie młodego mężczyzny, spoglądającego obojętnie przed siebie i ćmiącego papierosa, opatrzona tytułowym hasłem, odsłonięta została naprzeciwko Hali Koszyki w Warszawie 10 września 2001 roku. Kilkanaście godzin później wraz z World Trade Center runęła wizja świata zmierzającego do powszechnego dobrobytu gwarantowanego przez globalny triumf liberalnej demokracji.

(źródło fotografii: http://www.twozywo.art.pl/)

Praca "Kiedy wreszcie będzie wojna" pojawiła się na bilbordzie Galerii Zewnętrznej AMS, czyli plenerowej galerii na nośnikach reklamowej spółki, której historia sama w sobie oddaje charakter wczesnego transformacyjnego kapitalizmu (...)
W latach 2003–2004 powstał cykl filmów animowanych "Kapitan Europa", którego superbohater (gwiazdka z flagi Unii Europejskiej i niebieską, jakby policyjną czapką na głowie) walczy z kontrkulturą, jednocześnie opowiadając o zasadach rządzących wspólnym rynkiem. W postaci Kapitana Europy po raz kolejny dał o sobie znać krytyczny zmysł duetu, który pozostawał nieufny wobec wszelkich obietnic rozwiązań, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki miałyby poprawić życie jednostki i społeczeństwa.

(źródło fotografii: http://www.twozywo.art.pl/)

Rysunkowa personifikacja UE nie jest bynajmniej antyeuropejska, ale też trudno ją uznać za wyraz huraoptymizmu typowego dla zwolenników akcesji. Materializują się w niej zagrożenia związane z marszem idei liberalnej demokracji i wizją unifikacji dokonywanej w jedwabnych rękawiczkach. Na początku animowanych przygód Kapitana wita widzów ostrzeżenie, w którym znajdziemy m.in. zdanie: "Jeżeli nie wyraża pan/pani/państwo/mocarstwo zgody na bycie obiektem indoktrynacji należy w tym momencie przerwać emisję". A dalej brzmiące wyjątkowo aktualnie w dobie Cambridge Analytica oraz smartfonów wiecznie podsłuchujących użytkowników: "Kontynuowanie emisji oznacza zgodę na nagrywanie, prewencyjne podsłuchiwanie, przemysłowe przetwarzanie danych osobowych [...]".
Z czasem zdobyli uznanie kuratorów i krytyków, coraz częściej wystawiali w galeriach, nie rezygnując z działalności w przestrzeni publicznej, np. w postaci szablonów czy plakatów, a jednocześnie realizując liczne zlecenia na murale czy projekty graficzne książek. W późnym okresie ich działalności grupa prężnie działała także w przestrzeni internetu, sięgając po nowe formy w postaci animacji czy słuchowisk. Pionierzy sztuki publicznej znaleźli się więc również w gronie pionierów rodzimego net artu. Jednocześnie nadzieje związane z interaktywnością i radykalną demokratyzacją nie tylko dostępu do kultury, ale i możliwości jej współtworzenia w internecie szybko zostały pogrzebane wraz ze świtem epoki społecznościowych hegemonów, algorytmów reklamowych i baniek informacyjnych. Podobnie jak w przypadku twórczości ulicznej, także internetowa działalność Twożywa przypadła więc na krótki – w tym przypadku jeszcze krótszy – okres "heroiczny" i zakończyła się wraz z nim.

(źródło fotografii: 

18 lutego 2011 roku, podczas wernisażu wystawy "WYbór obRAZ + Nihil Negativum" w łódzkim Atlasie Sztuki (również już dziś nieistniejącym), Krzysztof Sidorek i Mariusz Libel oficjalnie ogłosili decyzję o zakończeniu działalności pod szyldem Twożywo. Po niespełna dekadzie od rozwiązania grupy, w roku 2020, ukazała się podsumowująca jej dorobek książka "Plądrujemy ruiny rzeczywistości", wydana z inicjatywy kolekcjonera Osmana Djajadisastry we współpracy z warszawską galerią Monopol. 

(źródło fotografii: Twozywo-artbook | Facebook)

Opracowana koncepcyjnie przez Libela i Sidorka oraz Kasię Tórz pozycja nie jest jednak klasyczną monografią, a zbiorem tekstów i rozmów z autorami i autorkami na przewijającymi się przez historię grupy na różnych jej etapach. Towarzyszy jej także bogaty materiał dokumentacyjny – w wielu przypadkach jedyny ślad po nieistniejących pracach w przestrzeni miejskiej. Sam projekt, z tekstami złożonymi w nieszablonowy, współgrający z samymi realizacjami Twożywa sposób, to przy okazji epilog definitywnie domykający historię duetu – jego ostatnie wspólne dzieło.
Culture.pl. /autor: Karol Sienkiewicz, listopad 2006; aktualizacja: luty 2011; lipiec 2021

Fot. Monika Czechowicz/baedeker łódzki
Culture.pl. /autor: Karol Sienkiewicz

Fot. innych prac grupy Twożywo pochodzą ze stron:
https://sztuka.agraart.pl/

Przeczytaj jeszcze w baedekerze: