wtorek, 5 maja 2020

Park im. Stanisława Moniuszki, dawny Park Kolejowy.

„Ale były przecież na terenie Łodzi wysepki natury, które umajały nie tylko moją młodość. […] w pejzażu łódzkim, jaki zanotowała moja pamięć, ogrody czy parki zajmują wcale poczesne miejsce, a moim życiu, w latach dzieciństwa i młodości, odgrywały całkiem ważną rolę.”
Arnold Mostowicz. Łódź, moja zakazana miłość.


Do 1866 roku błotniste i lesiste tereny w rejonie ulic Dzielnej (Narutowicza) i Widzewskiej (Kilińskiego) nie budziły zainteresowania budowniczych, nawet wtedy, gdy w 1840 roku powiększono obszar Łodzi o Nową Dzielnicę, kosztem lasu rządowego leśnictwa Łaznów. Ówczesną granicę miasta przesunięto od Widzewskiej na wschód. Zabudowa Nowej Dzielnicy postępowała od strony południowej, od Wodnego Rynku. Las szybko znikał, wytyczano nowe ulice. Po paru dziesięcioleciach z wielkiej puszczy pozostały tylko trzy skrawki lasu, celowo zachowane, a z czasem zamienione na parki. To Źródliska, Park 3 Maja (Lasek Widzewski) i park Moniuszki – założony w 1874 roku na gruncie podleśnym, należącym do miasta (jako drugi z kolei park publiczny, pierwszym był park Źródliska), pierwotnie nazywał się Ogrodem Kolejowym albo Parkiem Kolejowym. W języku jidysz nazywany Koligurtn.

"Dziennik Łódzki", rok 1887.

"Goniec Łódzki", rok 1898.


Park Kolejowy miał 2,32 ha powierzchni. Zajmował teren w kształcie zbliżonym do trapezu pomiędzy ulicami: Dzielną (od 1924 roku Narutowicza) i Składową (dłuższe boki) oraz Widzewską (Kilińskiego) i Skwerową (obecnie Polskiej Organizacji Wojskowej – POW).

"Dziennik Łódzki", rok 1889.


Park położony przy głównym dworcu kolejowym, w części śródmieścia o dużym natężeniu ruchu, zawsze miał spełniać funkcje komunikacyjne.
Został utworzony z myślą o ludziach korzystających z dworca kolejowego Łódź Fabryczna, którego gmach wzniesiono w 1868 roku. 


Na terenie dzisiejszego parku mieścił się las, zaistniała konieczność wybudowania ścieżek doprowadzających do dworca. Pierwsze plany parku kolejowego wykonał architekt miejski Hilary Majewski. W 1874 roku powstało miejsce, gdzie podróżni mogli odpoczywać po przebytej drodze - Park Kolejowy.


W 1884 roku w parku została wzniesiona katedra prawosławna pw. św. Aleksandra Newskiego. Park zaczęto nieoficjalnie nazywać parkiem Aleksandryjskim. 


Przebudowywany (m.in. przez Rogowicza w 1931 roku), częściowo zabudowany i ze wszystkich stron okrawany na rzecz poszerzania ulic, obecnie zajmuje tylko 1,8 ha.
Swoją ostateczną postać - prawie nie zmienioną do dzisiaj - uzyskał w 1934 roku.


W rzeczywistości powierzchnia zieleni jest nieco większa, ponieważ na części terenów odciętych od ogrodu nadal rosną drzewa i krzewy, a w roku 1951 trochę trenu nawet mu dodano...


Przechodząc obok pomnika Stanisława Moniuszki trudno byłoby domyślić się leśnej przeszłości tego skweru raczej niż parku.


Po lesie nie zostało tu ani jedno drzewo, ani jeden krzew. A jednak był to grunt leśny, który nagle nabrał znaczenia i wartości wraz z okolicznym terenem, gdy w 1866 roku zbudowano Kolej Żelazną Fabryczno-Łódzką, kończącą się najpierw przy ulicy Dzikiej (Sienkiewicza), a potem dworcem Łódź Fabryczna przed ulicą Widzewską (Kilińskiego).

Dworzec Łódź Fabryczna. Fotografia z końca XIX wieku i dzisiejszy, nowy dworzec.

Dworzec Łódź Fabryczna

Wzmagał się ruch osobowy i towarowy, i coraz większa liczba przyjezdnych jako pierwszy kontakt z miastem miała przed sobą… nie las, bo co zdatniejsze drzewa już wcześniej wycięto, lecz zarośla i chaszcze, przedeptane we wszystkie strony, i wykorzystywane w celach nie zawsze eleganckich…


Miasto niespiesznie zajęło się porządkowaniem terenu, który stopniowo pochłaniała rozbudowująca się dzielnica przydworcowa. Z pierwszej powierzchni leśnej po północnej stronie kolei zajęto część na drugi pas torowisk, który biegł po ulicy Węglowej i Składowej aż do Widzewskiej, a budynek dworca stał pomiędzy tymi torowiskami. Odjęto lasowi pasy gruntu na wydzielenie ulicy Skwerowej (POW) oraz wzdłuż ulicy Składowej, które podzielono na działki i częściowo zabudowano. Puste do niedawna tereny w pobliżu trasy kolei zaczęto szybko zajmować – najpierw po południowej stronie torów – pod budowę fabryk, składów, gazowni, elektrowni i biednych domów robotniczych; później po stronie północnej, tu już budynków o wyższym standardzie. Ta część miasta wzdłuż kolei, od ulicy Widzewskiej (Kilińskiego) do Zagajnikowej (dzisiaj Kopcińskiego) nazywała się Praga. Nazwa pochodząca zwykle od prażenia rudy lub wypalania lasu, w tym przypadku była raczej naśladownictwem warszawskiej Pragi i została zapomniana w XX wieku.


Około 1870 roku władze miasta podjęły decyzję o urządzeniu ogrodu publicznego na pozostałym jeszcze skrawku lasu przy dworcu. Opracowanie projektu zlecono Hilaremu Majewskiemu, budowniczemu miejskiemu od niedawna zajmującemu to stanowisko w Łodzi, a jego wykonanie – ogrodnikowi Erwinowi Gerontowi, który, gdy powstał Centralny Polski Związek Ogrodników, był aktywnym członkiem Koła Łódzkiego tego związku.


Wykarczowano resztki roślinności leśnej i posadzono nowe drzewa.
W parku zasadzono sosny, świerki, brzozy, klony, kasztany, lipy, topole i wierzby płaczące – część z nich rośnie w parku do dziś. Na środku parku umiejscowiono plac z ozdobnym klombem.


Zatrudniono stałego ogrodnika i w czerwcu 1874 roku uroczyście otwarto Ogród Kolejowy.


Już pięć lat później ogrodowi wydarto spory płat ziemi pod budowę cerkwi. Od jej patrona często nazywano go Ogrodem Aleksandrowskim. 


Na ówczesnych fotografiach ulica biegnie w oddaleniu od świątyni, a zatem i od parku: 

1900-1910 

1908 


Plan ogrodu według Hilarego Majewskiego na planie miasta z 1897 roku :


„Parki Łodzi”:
(Park) był zaplanowany niewłaściwie i chaotycznie, toteż w latach następnych ulegał kilkakrotnym przeróbkom i uzupełnieniom. W 1897 roku dosadzono 250 sztuk drzew ozdobnych w miejsce niektórych uschniętych, ustawiono 80 ławek oraz ogrodzono park drewnianymi sztachetkami na podmurowaniu. Ponownie został przebudowany w 1916 roku według projektu ogrodnika miejskiego Juliana Grądzkiego. Wtedy usunięto część drzew liściastych a posadzono iglaste. Od strony zachodniej urządzono plac zabaw dla dzieci i schron przeciwdeszczowy a zieleńce ozdobiono barwnymi kwiatami. Park był otwarty latem od rana do zmroku a przy dwu bramach pilnowało porządku czterech dozorców. W 1922 roku zrodziła się myśl wybudowania tu teatru, wykopano nawet doły pod fundamenty, lecz wkrótce zaniechano tego projektu. Mimo tych wszystkich poprawek obiekt nie stał się podobny ani do parku ani do wielkomiejskiego skweru. Zarastał go gąszcz starych, częściowo uschniętych drzew…


Taki ogród swojego dzieciństwa wspomina Arnold Mostowicz (1914-2002), lekarz i dziennikarz:
„Z początkiem lat dwudziestych był on otoczony, jak zresztą wszystkie inne ogrody miejskie, parkanem z żelaznych sztachet, osadzonych na cementowej podbudówce. W ówczesnej hierarchii łódzkich zieleńców znajdował się najniżej. Matka moja była bardzo niezadowolona, kiedy […] tu właśnie szedłem „się bawić” […]. Matkę niepokoiło nieodpowiednie towarzystwo, w jakie mogłem popaść, bawiąc się z dziećmi żydowskich sklepikarzy czy wyrobników z pobliskich ulic. Dla nich Koligurtn, jak w jidysz nazywano Ogród Kolejowy, był jedynym, oprócz wąskiego i zaśmieconego zazwyczaj podwórka, terenem zabaw.”
Dzieci w alejkach bawiły się piłką i były surowo karane przez dozorców za wejście na trawnik. Na ławeczkach odpoczywali starsi ludzie, alejkami przechadzały się młode damy gotowe umilić pobyt w Łodzi przyjezdnym…


Mostowicz:
„Prawdę powiedziawszy, zieleń w Koligurtn była mało atrakcyjna, przysypana stale szarym pyłem nie tylko z powodu bliskości dworca, ale i dlatego, że alejki ogrodu pokrywała skruszona szlaka”.


"Godzina Polski", rok 1916.


"Nowy Kurier Łódzki", rok 1916.


W końcu XIX i na początku XX wieku przy ulicy Dzielnej zaczęły stawać okazałe budynki, a w okresie międzywojennym centrum miasta planowo rozwijano w kierunku wschodnim wzdłuż tej ulicy, z myślą o ukształtowaniu w rejonie dworca nowoczesnej, reprezentacyjnej dzielnicy wielkomiejskiej. Zgodnie z tym planem przekształcono targowisko w Plac Dąbrowskiego, na którym w latach 1927-1928 założono piękny zieleniec o powierzchni 1,19 ha i postawiono budynek Sądu Okręgowego. Miał też stanąć okazały Dom Ludowy, ale nie stanął.


Plac gen. Henryka Dąbrowskiego (Rynek Cegielniany, Rynek Targowy. Lata 30. XX wieku.
Trzydzieści lat później na placu wzniesiono gmach Teatru Wielkiego, otwartego w styczniu 1965 roku, w dwudziestolecie wyzwolenia miasta.

Budowa Teatru Wielkiego, lata 60. XX wieku.


Do tych wielkich zamysłów urbanistycznych zaszła też potrzeba przebudowy Parku Kolejowego. Zadanie to wykonał, już w 1931 roku Stefan Rogowicz. Rozrzedzono skupiny drzew i usunięto wiele tych mniej wartościowych, wprowadzono formy ozdobne, nowy układ i nowe nawierzchnie dróg. 


W 1934 roku usunięto zbyt masywne ogrodzenie i oświetlono park lampami elektrycznymi. Park, wówczas o powierzchni 2,35 ha, miał wchodzić w skład kompleksu skwerów i zieleńców projektowanej nowej dzielnicy „Przydworcowej”.

"Łódź w Ilustracji", rok 1934.

"Ilustrowana Republika", rok 1930.

Aleja w Parku Kolejowym, przed 1939 rokiem [Archiwum Włodzimierza Pfeiffera (księgarza i fotografa łódzkiego), sygn. 10]

Aleja w Parku Kolejowym, lata 1940-1944. Okres okupacji niemieckiej. Widok w stronę ulicy Widzewskiej (dziś Kilińskiego), w oddali cerkiew św. Aleksandra Newskiego.


Park ukształtowany przez Rogowicza trwał niezmieniony do początku lat 70. XX wieku.


Rogowicz doskonale połączył funkcje komunikacyjne z estetycznymi. Logika sytuacji przestrzennej nakazywała ułatwić przejście ludziom spieszącym się z wielu kierunków na dworzec lub do przystanków tramwajowych. 


Park został więc wyposażony w proste drogi wzdłuż środkowych i przekątnych trapezu, powstał układ przypominający rysunek brytyjskiej flagi. Ale krótszą środkową Rogowicz rozszerzył i zamienił w elegancki i strojny ogród regularny. Na jego osi znajdowały się zagłębione, prostokątne partery kwiatowe z różami. Zachował centralny, obszerny plac w środku parku na przecięciu wszystkich dróg i upiększył go okrągłym kwietnikiem, obsadzonym barwnymi roślinami sezonowymi z bananowcem pośrodku. 



Po obu stronach parterów biegły po dwie równoległe alejki, pomiędzy którymi posadzono głogi pełnokwiatowe, a między nimi rabaty kwiatowe. Ta część Parku Kolejowego w latach 50., 60. i 70. była jednym z najbarwniej ukwieconych miejsc w Łodzi.


W latach 1994–1995 park został częściowo ogrodzony niskim murkiem. W 2000 roku przeprowadzono specjalistyczną pielęgnację najstarszych drzew. W drzewozbiorze znajdziemy niewiele interesujących form drzewiastych, najwięcej jest grabów i jesionów, szkarłatnych głogów pełnokwiatowych. Dużo jest klonów zwyczajnych i lip – drobnolistnej, szerokolistnej i krymskiej. Jest jeden pomnik przyrody – buk (od strony ulicy POW). Jest jesion odmiany jednolistnej, daglezja, dąb szypułkowy odmiany stożkowatej oraz kilka gatunków jabłoni ozdobnych.


Park im. Stanisława Moniuszki nadal jest…. ogrodem kolejowym. Tuż obok wyrósł w ostatnich latach imponujący budynek nowego dworca Łódź Fabryczna.
Wspaniała inwestycja, jakiej doczekała się Łódź, w postaci nowego, okazałego dworca na szczęście nie ograniczyła terenów zajmowanych przez dzisiejszy park Moniuszki. 


Jest jeszcze kilka innych budowli, które zasługują na uwagę. Najstarszą z nich jest, wspomniana już prawosławna cerkiew pod wezwaniem św. Aleksandra Newskiego stojąca w zachodniej części parku z wejściem od ulicy Kilińskiego.


Wzniesiona w latach 1880-1884 według projektu Hilarego Majewskiego, z inicjatywy gubernatora piotrkowskiego, miała być wotum za ocalenie życia cara Aleksandra II w kolejnym nieudanym zamachu (w Petersburgu w 1879 roku przez organizację „Ziemlia i Wolia”. Car jednak zginął w następnym zamachu w 1881 roku). Koszty budowy cerkwi pokryli łódzcy fabrykanci.

Widok na Cerkiew z Bramy Miasta.

Teren wokół cerkwi otoczony jest niskim murem, w nim od strony parku budyneczek, w którym przez wiele powojennych lat był kiosk mleczny z lodami i słodyczami (pierwotnie miała tu być kostnica…).

Druga, skromniejszej architektury cerkiew pod wezwaniem św. Olgi stoi przy ulicy Piramowicza – z parku widać złoty hełm jej wieży.


Poniżej cerkiew widziana z Bramy Miasta:


Po północnej stronie ulicy Narutowicza, w zasięgu wzroku z parku, zwracają uwagę trzy budynki.
Pięknie odrestaurowana rezydencja fabrykanta Gustawa Schreera, wzniesiona w latach 1893-1894, w stylu renesansu włoskiego:
  

Na rogu ulicy Piramowicza, monumentalna kamienica Rachmila Lipschitza (Lipszyca), zbudowana w latach 1910-1911, o pięknych elewacjach w stylu łączącym secesję z modernizmem:

Obie te budowle, o zupełnie odmiennej architekturze, projektował ten sam architekt, od 1892 roku działający w Łodzi, Gustaw Landau-Gutenteger.


Trzecia budowla stoi na rogu ulicy Kilińskiego – hotel Polonia Palast, pierwszy nowoczesny i o wysokim standardzie hotel w Łodzi, wzniesiony w latach 1910-1912.

Gazeta Łódzka, rok 1913. 

Widok z Bramy Miasta na Cerkiew Aleksandra Newskiego i Hotel Polonia Palast.

I inwestycja z ostatnich lat - "Brama Łodzi":
Wróćmy do parku. W 1963 roku zmieniono mu nazwę na Park im. Stanisława Moniuszki.

Stanisław Moniuszko

Kultura muzyczna w Łodzi stała zawsze wysoko. W amatorskich zespołach śpiewaczych, których w mieście włókniarzy było wiele, szczególnie ceniono kompozytora „Prząśniczki”, której melodia stała się sygnałem muzycznym rodzącej się właśnie telewizji łódzkiej. Toteż, po hucznie obchodzonej w Warszawie setnej rocznicy wystawienia „Halki” (w 1958 roku), Łódź postanowiła ponownie uczcić Stanisława Moniuszkę – ponownie, bo już przed wojną stał pomnik Moniuszki w Parku Poniatowskiego, zniszczony przez Niemców. 

"Głos Poranny", rok 1937.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938.

Nowy pomnik kompozytora – popiersie z brązu na wysokim kamiennym cokole, dzieło artystów rzeźbiarzy, Elwiry i Jerzego Mazurczyków – odsłonięto w 1963 roku w Parku Kolejowym, który starannie uporządkowano i odświeżono, a jednocześnie jego nazwę zmieniono na Park im. Stanisława Moniuszki.

"Łódź w Ilustracji", dodatek niedzielny "Kuriera Łódzkiego", rok 1932.


Pomnik stanął na centralnym klombie i był zwrócony w stronę południową, twarzą ku dworcowi, skąd przez park codziennie przechodziły tysiące ludzi przyjeżdżających do pracy w Łodzi.

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Potem przyszły lata 70., czas głębokiej przebudowy miasta, w tym burzenia starych budynków i poszerzania ulic – ofiarą padały czasem także parki. Z parku Moniuszki ujęto gruntu na poszerzenie ulic Narutowicza i Kilińskiego: jedna jezdnia, chodnik i połowa torowiska tramwajowego tych ulic powstały kosztem powierzchni parku. Było to konieczne.
Odcięcie szerokiego pasa od strony ulicy Narutowicza zmieniło położenie środka parku, a zatem i pomnika, zwiększył się też ruch z tego kierunku. Jakoś nie wypadało, by pan Moniuszko nie był zwrócony twarzą w tę stronę, z której patrzyła teraz na niego większość ludzi. W 1972 roku, w stulecie śmierci kompozytora, przestawiono więc pomnik na parter kwiatowy bliższy ulicy Narutowicza i obrócono popiersie twarzą ku tej ulicy. Było pięknie przez dwadzieścia lat. Potem, niestety, ktoś niewrażliwy na piękno i ład przestrzenny zdecydował o postawieniu wiaty dla przystanku autobusowego dokładnie na osi ogrodu regularnego, piętnaście kroków od pomnika. Moniuszko zamiast na ulicę patrzył na zabazgrany zwykle tył tej wiaty.
Na szczęście wiata została zlikwidowana, a kompozytor „Prząśniczki” znów może spokojnie śledzić uliczny ruch...


Źródła:
Parki i Ogrody http://www.parki.org.pl
Parki i ogrody Łodzi. [red:] Romuald Olczak.
Arnold Mostowicz. Łódź, moja zakazana miłość. 

"Ilustrowana Republika", rok 1930.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi, Cyfrowej Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego
oraz ze stron:
FotoPolska http://fotopolska.eu
Culture.pl 
http://basen.pl

Fot. współczesne Monika Czechowicz

Łódź w czasach pandemii

Fot. Monika Czechowicz

poniedziałek, 4 maja 2020

Brylantowa afera w Łodzi

"Ilustrowana Republika", rok 1937.

Niespełna pięć minut wystarczyło, by złodziej o nienagannych manierach wzbogacił się o ponad 70 tysięcy złotych. Szczęście uśmiechnęło się do niego w wynajmowanym pokoju przy ulicy Sienkiewicza w Łodzi. W jego ręce trafiło kilkanaście wyjątkowej urody i wielkości diamentów. Choć na nogi postawiono całą policję, ślad po rabusiu i klejnotach zaginął. Kupiec, który stracił dorobek swojego życia, przypłacił to ciężkim rozstrojem nerwowym. 
Nie była to zresztą jedyna afera brylantowa w Łodzi. Nie dalej jak rok wcześniej, w 1936 roku prasa pisała:

"Głos Poranny", rok 1936.

Jednak historia łódzkiego kupca była jeszcze bardziej sensacyjna.

"Ilustrowana Republika", rok 1937.

20 października 1937 roku do Nikodema Ugera, właściciela domu przy ulicy Sienkiewicza 13, przybył młody, elegancki mężczyzna. Miał ze sobą dwie potężne walizki. Powiedział, że jest kupcem i zapytał gospodarza o możliwość wynajęcia pokoju. Zależało mu, by lokal miał własne wejście i aparat telefoniczny. Kiedy Uger zorientował się, że mężczyzna jest zamożny, podał wyższą niż zwykle cenę. Młody człowiek od razu się zgodził i nawet nie próbował się targować. Gość wyznał gospodarzowi, że ma szansę na sfinalizowanie intratnego interesu i dał do zrozumienia, że dysponuje znaczną sumą pieniędzy. 

Kamienica przy ulicy Sienkiewicza 13.

Na pytanie właściciela mieszkania, dlaczego nie brał hotelu z bezpiecznym sejfem, wytworny lokator uśmiechnął się tajemniczo i rzekł: W hotelu człowiek nigdy nie jest tak pewien , jak w uczciwym i spokojnym domu.
Takie stwierdzenie połechtało próżność właściciela budynku. Zostawił więc gościa w wynajętym pokoju, żeby mógł odpocząć i odświeżyć się po podróży.

"Rozwój", rok 1920.

"Rozwój", rok 1920.

"Kurier Łódzki", rok 1920.

Następnego dnia Nikodem Uger zapukał do pokoju lokatora i poprosił go o dowód tożsamości. Jako uczciwy obywatel postanowił zameldować przybysza w swoim domu na czas pobytu w Łodzi. Mężczyzna, ubrany w elegancką bonżurkę, uchylił drzwi, elegancko ukłonił się gospodarzowi i oświadczył, że jego paszport jest w konsulacie. Właściciel domu, zaskoczony faktem, że dokument gościa trafił aż do konsulatu, wycofał się bez słowa. 
Nieznajomy wydał mu się - jak opisywała "Ilustrowana Republika" z 1937 roku - wytworny i o manierach skończonego światowca, przemawiający z dystynkcją, gentelman w każdym calu. Był wręcz dumny, gdy po mieście lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość, że przybył kupiec diamentów, który jest gotowy zostawić w Łodzi nawet 100 tysięcy złotych. Kwota, o której mowa, była bajońska, ale czasem do miasta przyjeżdżali kupcy kamieni szlachetnych gotowi wydać fortunę na zakup precjozów. Ledwie rok wcześniej, latem 1936 roku, w Łodzi gościł Amerykanin, który w zamian za brylanty, szmaragdy i szafiry zostawił u łódzkich jubilerów 20 tysięcy dolarów. Nic dziwnego, że kupcy handlujący kamieniami szlachetnymi starali się umówić na spotkanie z tajemniczym gościem Ugera. Mężczyzna jednak nikogo nie przyjmował. Poprosił jedynie gospodarza, by brał bilety wizytowe od potencjalnych kontrahentów.
"Głos Polski", rok 1920.

"Rozwój", rok 1920.

"Republika", rok 1923.

"Republika", rok 1923.
"Ilustrowana Republika", rok 1926.

Nieoczekiwanie sam się odezwał do Natana Buchbindera, mieszkającego w kamienicy przy placu Wolności. Handlarze złotem i kamieniami szlachetnymi, od dawna wiedzieli, że to właśnie Buchbinder, pod wpływem nacisków żony Ester, wszystkie oszczędności lokował w brylantach. Nie trzymał ich jednak w domu, chętnie oddawał je do komisu. Wówczas był pewny, że nawet w razie rabunku, otrzyma ich równowartość.

 Szczegóły negocjacji tajemniczego przybysza i Natana rozpalały wyobraźnię łódzkich jubilerów. W kantorkach spekulowano, ile wyciągnie z tego stary Buchbinder i czy nadal będzie inwestować w kamienie szlachetne.

"Republika", rok 1923.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

Tymczasem mężczyźni dogadywali szczegóły transakcji. Kupiec wyznał, że znużony polską deszczową pogodą i polityką sprzedał rodzinne włości. Jako człowiek bez zobowiązań postanowił wyjechać z kraju. Miał już wszystkie niezbędne zezwolenia. Kilka dni później było już wiadomo, że Buchbinder finalizuje interes życia i wyprzedaje część drogocennych kamieni. Od kilku jubilerów odebrał oddane im w komis brylanty, wybrał te najokazalsze i najlepiej oszlifowane. Długo oglądał je w domu i układał na aksamitach, których kolory podkreślały urodę cennych kamieni.

"Rozwój", rok 1920.

"Rozwój", rok 1921.

"Rozwój", rok 1922.

"Ilustrowana Republika", rok 1923.

Wreszcie nadszedł wielki dzień. Późnym popołudniem 26 października Natan Buchbinder, w eleganckiej pelisie z krytymi kieszeniami, w których ostrożnie umieścił kasetki i puzderka z brylantami, w towarzystwie małżonki przybył do tajemniczego kupca dobić targu. Dystyngowany nabywca zaprosił gości do pokoju. Poprosił, by wygodnie usiedli i zaprezentowali kamienie na blacie. Wszystkie zostały wyłożone na biurko, za którym zasiadł wytworny "właściciel ziemski". Zapalił lampę. Włożył okular. Następnie, z wielką gracją i delikatnością, rozpoczął oglądanie każdego klejnotu. Brylanty, szafiry i rubiny skrzyły się w ostrym świetle lampy. Buchbinderowie patrzyli na nie jak zaczarowani, bo rzadko przyglądali się swemu bogactwu w takim blasku światła. Ich myśli krążyły wokół tysięcy złotych, które zarobią na sprzedaży kamieni...


Kupiec i sprzedawca zaczęli wycenę klejnotów. Szczegółowo omawiali najdrobniejsze skazy i unikatowe cechy każdej sztuki. Buchbinder zorientował się, że ma do czynienia ze znawcą. Postanowił uzyskać jak najlepszą cenę. Jego żona patrzyła jak urzeczona na piękne minerały.
Nagle rozległ się przenikliwy dźwięk telefonu. Przerwał ciszę tak gwałtownie, że wszyscy aż podskoczyli na krzesłach. Jeszcze nie ochłonęli, gdy wściekle zadźwięczał dzwonek u drzwi. Gospodarz wstał z fotela, ale wyraźnie się wahał - biec do drzwi czy podnieś słuchawkę telefonu. Wreszcie zdecydował. Zlekceważył terkot telefonu, nałożył marynarkę i ruszył do drzwi. Zawrócił jednak i szybko uchylił szufladę. Nie chciałbym, żeby ktoś wiedział o tym - wyjaśnił Buchbinderom. Małżeństwo z aprobatą pokiwało głowami. Kupiec ponownie usiadł za biurkiem, jedną ręką zaczął zgarniać kamień po kamieniu do szuflady, którą trzymał drugą ręką, aby - w razie potrzeby - zasunąć ją w każdej chwili. Poprosił Buchbinderów, by zechcieli chwilę zaczekać, aż odprawi tego, kto dzwonił. Wygładził marynarkę i zniknął za drzwiami. Para szeptem naradzała się, ile pieniędzy mogą zyskać. Czas mijał...

"Rozwój", rok 1920.

"Rozwój", rok 1920.

"Rozwój", rok 1921.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

Kiedy po kwadransie niedoszły kupiec diamentów nie wracał, Natan wstał i przystawił ucho do drzwi pokoju. Panowała głucha cisza. Podszedł więc do biurka i uchylił szufladę, by jeszcze raz nacieszyć się widokiem kamieni. W tym samym momencie stanął jak skamieniały. Kosztowności zniknęły... Z brzegu szuflada była pozbawiona dna. Dokładnie w miejscu, w którym oszust trzymał dłoń. Złodziej, gdy zgarniał brylanty do szuflady, w rzeczywistości chwytał je w drugą rękę i chował do kieszeni.
Buchbinderowie wszczęli alarm. Ester dostała ataku nerwowego i krzyczała w niebogłosy. Do pokoju przybiegł właściciel domu. Bezskutecznie próbował uspokoić jubilera i jego żonę. Przekonywał, że to nieporozumienie. Uradzili, że zajrzą do walizek lokatora. W środku znaleźli jedynie stare zwinięte papiery. Wtedy wezwali policję.
"Głos Poranny", rok 1937.

Nie było wątpliwości, że złodziej miał wspólnika lub wspólników. Straty Buchbinderów oszacowano na ponad 60 tysięcy złotych. Skradziono: 14-karatowy, idealnie przezroczysty brylant o wartości około 20 tysięcy złotych, dwa brylanty 5 i 6-karatowe oraz kilkanaście drobnych - 2, 3 i 4-karatowych. Oszusta nigdy nie odnaleziono. Według policji złodziej lub zleceniodawca kradzieży musiał pochodzić z Łodzi lub dobrze znać małżeństwo. Był doskonale zaznajomiony ze stanem jego majątku i wiedział, że pazerność jubilera osłabi jego czujność. Kto wie, może kosztowności nadal są w Łodzi?

Historia zaczerpnięta z:
Anna Kulig, Jacek Perzyński. Sekrety Łodzi. Część 3.

Kamienica przy ulicy Sienkiewicza 13. To tutaj dokonano brawurowej kradzieży brylantów.
Fot. współczesne Monika Czechowicz

"Rozwój", rok 1914.

"Rozwój", rok 1919.

"Rozwój", rok 1921.

"Republika", rok 1923.

"Republika", rok 1923.

"Nowiny", rok 1924.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

"Republika", rok 1923.

"Republika", rok 1923.

"Głos Poranny", rok 1934.

"Ilustrowana Republika", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938.

"Głos Poranny", rok 1938

"Express Wieczorny Ilustrowany", rok 1924.

BAEDEKER POLECA:
Anna Kulig, Jacek Perzyński. Sekrety Łodzi. Część 3.
Przenieść się w czasie trzeci raz… Trzeci raz spojrzeć na Łódź z ciekawością godną detektywistycznego oka. Ponownie na chwilę zamienić się w kronikarza, szukającego sensacji dziennikarza lub poszukiwacza tajemniczych miejsc, niezwykłych ludzi i zapomnianych zdarzeń. Czy to możliwe? Wcześniej już dwukrotnie udowodniliśmy, że w Łodzi wszystko może się zdarzyć! W trzeciej części bestsellerowych Sekretów Łodzi miasto zamieni się w stolicę mody i hazardu, w której samoloty lądują na trzech lotniskach. „Fala” będzie znana jako mekka naturystów, a z ulic zaczną znikać przechodnie. Nawiedzony sierociniec wystraszy nawet najodważniejszego wielbiciela horrorów. Po tylu wrażeniach pewnie już nikogo nie zdziwi spotkanie, na kartach tej książki, Artura Rubinsteina ze „Steviem Wonderem w spódnicy” oraz historia o niesfornych baranach „spiskujących” przeciwko Janowi Pawłowi II. Nie możesz tego przegapić!