poniedziałek, 2 maja 2016

Łódź sto lat temu - obchody rocznicy Konstytucji 3 Maja, rok 1916.


27 kwietnia 1916 roku po raz pierwszy prasa łódzka poinformowała o planowanym w Warszawie uroczystym obchodzie święta 3 Maja. 

"Gazeta Łódzka", 27 kwietnia 1916.

Tego samego dnia odbyło się u nadburmistrza Schopena spotkanie 12 polskich radnych z udziałem prezydenta policji, na którym zostali oni poinformowani, że w tym roku władze niemieckie zezwalają na zorganizowanie uroczystości narodowych w Łodzi, czym chcą się chlubnie odróżnić od gnębiącego w przeszłości naród polski reżimu carskiego. Podkreślano, że władze niemieckie spodziewają się szerokiego udziału ludności i podniosłego nastroju oraz, że okażą wszelką pomoc organizacyjną.
Należy przypomnieć, że jeszcze rok wcześniej, w pierwszym roku okupacji władze niemieckie dbając o zachowanie spokoju publicznego, zapobiegały wszelkim ulicznym wystąpieniom, mogącym przerodzić się w zamieszki.
30 kwietnia 1915 roku prezydent policji Mathias von Oppen opublikował rozporządzenie zakazujące
… zebrań pod gołym niebem, pochodów na publicznych drogach, jako też zebrań publicznych, gdzie omawiano by i rozstrzygano kwestie publiczne – szczególnie w dniach 1-go i 3-go maja. Zakazano również wywieszania chorągwi w wymienionych dniach. W dniu 1 maja nic szczególnego się nie wydarzyło. Natomiast 3 maja odbyły się jedynie uroczyste nabożeństwa w kościołach katolickich, którym nadano charakter
…obchodów święta narodowego – rocznicy niezatartej nigdy chluby naszej, pamiętnej Ustawy Majowej („Nowy Kurier Łódzki, 3 maja 1915). 

"Gazeta Łódzka", rok 1916.

W 1916 roku, prezydent Mathias von Oppen zaznaczył, że zakaz pochodów i zebrań w dniu 1 maja nadal obowiązuje. Zaskoczeni radni powierzyli przygotowanie obchodów Stowarzyszeniu Techników, jedynej w miarę sprawnie działającej organizacji polskiej inteligencji w Łodzi.
Wieczorem, 27 kwietnia zwołano zebranie w siedzibie Stowarzyszenia Techników na drugim piętrze kamienicy przy ulicy Andrzeja 3. 

"Godzina Polski", rok 1916.

W toku gorączkowej dyskusji ułożono plan przebiegu uroczystości, dokonano wyboru komitetu spośród aktywistów stowarzyszenia oraz ich żon. 

"Godzina Polski", rok 1916.

Do kierownictwa komitetu weszli między innymi inżynierowie Eugeniusz Krasuski i Edward Wagner (prezes stowarzyszenia), ksiądz prałat Wincenty Tymieniecki i nowy dziekan łódzki, ksiądz Antoni Tomaszewski. W gronie organizatorów nie było Żyda, ewangelika ani innych Polaków spoza stowarzyszenia.

"Godzina Polski", rok 1916.

Komitet obchodu rocznicy Konstytucji 3 maja. Pośrodku – ksiądz Wincenty Tymieniecki.

"Gazeta Łódzka", rok 1916.

28 kwietnia zamieszczono w prasie program obchodu. Poza praktykowanymi również w czasach ubiegłych uroczystymi nabożeństwami zaplanowano dekorowanie okien domów oraz wystaw sklepowych zielenią oraz barwami biało-amarantowymi, zaś na samym końcu programu obchodów umieszczono wzmiankę o planowanym pochodzie ulicznym, gdyż wśród członków komitetu panowały wątpliwości, czy pochód uda się zorganizować w tak krótkim czasie. 

"Godzina Polski", rok 1916.

Udekorowane witryny restauracji „Louvre” przy ulicy Piotrkowskiej 86.

"Godzina Polski", rok 1916.

Zgodnie z sugestią władz niemieckich komitet nadmienił o możliwości zawieszenia pracy w instytucjach, biurach i sklepach co najmniej od godziny 9 rano do 2 po południu w celu umożliwienia ludności udziału w obchodach. Osobno zamieszczono wezwanie, aby instytucje chętne do udziału w planowanym pochodzie zgłaszały swe uczestnictwo oraz przewidywalną liczbę osób biorących w nim udział w siedzibie stowarzyszenia. Planowane z tej okazji zebrania i wiece organizowane w salach zamkniętych należało zgłaszać jak najszybciej, gdyż prezydent policji, chcąc mieć kontrolę nad przebiegiem uroczystości, wymagał, by o zgodę na takie zebrania ubiegać się najpóźniej do sobotniego (29 kwietnia) popołudnia.

Fot. Bilet wstępu na uroczystości 3-majowe w Sali Koncertowej.

Materiały do dekoracji, godła i chorągwie miały dopiero nadejść z Warszawy, lecz dla pewności zlecono ich wykonanie również miejscowym rzemieślnikom. Flagi i elementy dekoracji, a szczególnie kolorową bibułę, można było nabyć w sklepie stowarzyszenia przy ulicy Andrzeja 3, a także w niektórych księgarniach i sklepach papierniczych. Flagi i tkaniny na draperie sprzedawano w sklepie bławatnym przy ulicy Piotrkowskiej 100. Gotowych flag bardzo szybko zabrakło i nie można było ich szyć, gdyż w farbiarniach zabrakło amarantowego barwnika. Wina za to obarczano, naturalnie, rosyjskiego cara, gdyż rzekomo władze rosyjskie zakazywały produkcji tego barwnika. W sytuacji przymusowej komitet zezwolił na wykorzystanie do dekoracji domów dawnych flag rosyjskich po uprzednim wypruciu z nich pasa barwy niebieskiej, który rozdzielał pasy biały i czerwony. Ponieważ nie wszyscy wiedzieli, jak flaga powinna wyglądać, w efekcie część wywieszonych w mieście chorągwi miała barwy czerwono-białe.

Ulica Piotrkowska 125. Widoczne flagi narodowe o odwróconych barwach.

Frekwencję podczas pochodu miały zapewnić szkoły miejskie, których uczniowie z nauczycielami mieli stawić się obowiązkowo, zwolniono z tego dzieci poniżej 11 lat. Do licznego udziału wraz z chorągwiami zobowiązano również cechy rzemieślnicze i stowarzyszenia kupieckie. Do niedzieli 30 kwietnia zgłosiło się 29 organizacji i związków zawodowych oraz 25 cechów rzemieślniczych. Znalazły się wśród nich instytucje tak szacowne, jak Zgromadzenie Kupców m. Łodzi, czy też Gmina Żydowska. Zgłosiło się nawet 18 weteranów powstania 1863 roku w wieku od 69 do 83 lat.

"Gazeta Łódzka", rok 1916.

Do organizacji święta aktywnie włączył się łódzki oddział Rady Głównej Opiekuńczej, dysponujący pewnymi zasobami pieniężnymi ze swej warszawskiej centrali. Towarzystwo Krajoznawcze odwołało zaplanowaną na 30 kwietnia wycieczkę do Lutomierska i Kazimierza, a jego działacze czynnie włączyli się w przygotowanie obchodów.

Służba porządkowa pochodu. Targowy Rynek, róg ulicy Cegielnianej (dzisiejsza Jaracza).

"Godzina Polski", rok 1916.

Zarząd Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości za pomocą ogłoszenia prasowego wezwał do dekorowania domów zielenią i barwami narodowymi. Ponad 1000 właścicieli domów zgłosiło chęć takiego dekorowania, w czym zaskakująco duży był udział ludności żydowskiej i szkół żydowskich. Do bezpłatnego udzielania porad w kwestii stroju dla dzieci, dekoracji okien i balkonów oraz do sporządzania projektów większych dekoracji zobowiązał się artysta malarz Maks Hanemann, który zapraszał chętnych do swej pracowni przy ulicy Zielonej 8, lokal nr 26.

"Gazeta Łódzka", rok 1916.

Dekoracje 3-majowe na gmachu „Simensa” przy ulicy Piotrkowskiej 96.

"Gazeta Łódzka", rok 1916.

Uroczystości rozpoczęło o godzinie 9 specjalne nabożeństwo w starannie udekorowanej synagodze gminnej przy ulicy Wolborskiej.

Wnętrze synagogi przy ulicy Wolborskiej, 3 maja 1916 roku.

O godzinie 9.30 odśpiewaniem hymnu „Boże, coś Polskę…” rozpoczęły się obrzędy liturgiczne w kościołach katolickich, protestanckich i mariawickich. W kościele św. Krzyża mszę celebrował ksiądz infułat Henryk Przeździecki, zaś na Starym Mieście – tamtejszy nowy proboszcz, ksiądz Seweryn Popławski.
Po nabożeństwach grupy mające uczestniczyć w pochodzie zebrały się na Targowym Rynku, skąd w południe ruszył barwny pochód ze sztandarami cechowymi, narodowymi chorągwiami i kościelnymi feretronami.

Formowanie się pochodu na targowym Rynku.

Pochód szedł wolno ulicami Targową, Średnią (Pomorska) do Nowego Rynku. O jego długości świadczy fakt, że gdy czoło pochodu wchodziło na Nowy Rynek (dziś pl. Wolności), ostatnie szeregi opuszczały dopiero Rynek Targowy.
Następnie przemaszerowano ulicą Piotrkowską  do kościoła św. Stanisława Kostki. Chodniki, balkony a niekiedy nawet dachy domów zapełnione były obserwatorami tak imponującej uroczystości.

Pochód na ulicy Piotrkowskiej przy Nawrot. 3 maja 1916 roku.

Z uwagi na niespotykaną wcześniej długość marszruty pochód dotarł do celu około godziny 2 po południu. Młodzieży polecono, by nie wchodziła do środka świątyni, tylko w porządku szkół ustawiła się na otaczającym ją placu. Do kościoła mieli wejść przedstawiciele cechów, osoby niosące chorągwie i inne zgłoszone wcześniej delegacje oraz liczne grono osobistości zaproszonych przez organizatorów. Po mszy ksiądz oficjał Henryk Przeździecki w uroczystych szatach i białej infule poprowadził pochód duchownych do miejsca koło ołtarza, ufundowanego przez robotników Geyera, gdzie miała zostać wmurowana pamiątkowa tablica i metalowa puszka z umieszczonym w środku dyplomem.

Fragment pochodu przy skrzyżowaniu ulic Piotrkowskiej i Przejazd (dzisiaj ulica Tuwima).

Podczas pochodu znany łódzki miłośnik fotografii, inż. Michał Daszewski przy sprzyjającej pogodzie, swoim zwyczajem, zrobił wiele fotografii bardzo dobrej jakości. Z wykonanych wówczas zdjęć inżynier wykonał przeźrocza, które od 6 maja pokazywano przed seansami w kinie Mirage przy Grand Hotelu. 11 czerwca w kinie Odeon inż. Daszewski urządził oddzielny pokaz ponad 160 przeźroczy z widokami wojennymi okolic Łodzi oraz scenkami z pochodu w dniu 3 maja.

Plakat informujący o pokazie przeźroczy Michała Daszewskiego.

Dobra organizacja uroczystości, a głównie jej nadspodziewana liczebność, wzbudziła we władzach Generalnego Gubernatorstwa komentarze pełne zdumienia i uznania. Łódzki 50-tysięczny pochód również zrobił dobre wrażenie, gdyż po Warszawie, gdzie w uroczystościach wzięło udział około 200 tysięcy osób, był on drugim co do wielkości na obszarze obu okupacji, wyprzedzając pod tym względem Lublin i Radom, największe miasta austriackiej strefy okupacyjnej. Po uroczystości, która wszyscy uznali za wyjątkowo udaną, gazety krytykowały nieco komitet organizacyjny za zbyt mały kontakt z prasą w celu lepszego rozpropagowania obchodów, a także za niewłączenie do prac organizatorskich wszystkich warstw i organizacji społecznych.

"Godzina Polski", 3 maja 1916.

źródła: 
Waldemar Pawlak. Na łódzkim bruku.
Krzysztof R. Kowalczyński. Łódź 1915-1918. Czas głodu i nadziei.

Fotografie pochodzą ze zbiorów:
Archiwum Państwowego w Łodzi
Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka J. Piłsudskiego w Łodzi
Zbiorów Pana Ryszarda Bonisławskiego [w:] Krzysztof R. Kowalczyński. Łódź 1915-1918. Czas głodu i nadziei.

BAEDEKER POLECA:
Książka Krzysztofa R. Kowalczyńskiego Łódź 1915–1918. Czas głodu i nadziei - interesujący, lecz mało znany okres historii Łodzi i losy jej mieszkańców w czasie I wojny światowej. Autor opisuje życie łodzian od momentu zajęcia miasta przez oddziały armii niemieckiej do ostatnich dni okupacji. Ten niemal czteroletni okres pozostawił głęboki ślad w historii miasta. Informacje zawarte w książce zostały przedstawione w formie kalendarium, uzupełnionego opisami najważniejszych wydarzeń.
Publikacja wypełnia lukę w dostępnych opracowaniach dotyczących historii Łodzi. Zapoznanie się z nią pozwali Czytelnikowi lepiej zrozumieć problematykę funkcjonowania organizmu miejskiego Łodzi w okresie I wojny światowej.
Autor opisuje również codzienność mieszkańców, którzy mimo okupacji starali się normalnie żyć.
W 1917 roku wspólnymi siłami łódzkich społeczników otwarto Bibliotekę Publiczną, którą wkrótce zaczęło utrzymywać miasto. Działały teatry i kina wyświetlające najnowsze filmy europejskie i amerykańskie. Na łódzkich scenach występowali znani polscy aktorzy: Pola Negri, Konrad Tom, Karol Adwentowicz, Ludwik Solski, Kazimierz Junosza-Stępowski. Śpiewano piosenki Andrzeja Własta, bawiono się przy skeczach pióra Juliana Tuwima. To wtedy, podczas wieczorków muzycznych dla dzieci szkolnych zadebiutowało słynne, muzykalne rodzeństwo Bacewiczów.
Ten trudny, ale i ciekawy, wojenny okres w dziejach miasta został również utrwalony na licznych fotografiach i pocztówkach, które wzbogacają publikację.

Wydanie książki zostało dofinansowane przez:

Przeczytaj jeszcze:

piątek, 29 kwietnia 2016

ZIELEŃ ZIEMI OBIECANEJ – PARK ŹRÓDLISKA II


Źródliska -  ten najstarszy w Łodzi park powstał w 1840 roku jako Ogród Spacerowy. Stare lasy rządowe leśnictwa Łaznów, z potężnymi dębami, olchami, grabami i świerkami, zostały włączone w granice miasta, ale przy wytyczaniu działek oszczędzono 10-hektarowy teren, by założyć w nim ogród w stylu angielskim – krajobrazowym. Pomysłodawcą parku był prawdopodobnie Franciszek Potocki, gubernator cywilny warszawski.



Wkrótce po założeniu park został podzielony na część publiczną i prywatną, sprzedaną największemu łódzkiemu fabrykantowi Karolowi Scheiblerowi.
Ogród publiczny zwano w XIX wieku parkiem Kwela (od niemieckiego Quelle – źródło).

"Rozwój", rok 1899.


Karol Wilhelm Scheibler w roku 1853 wystąpił do władz miasta Łodzi o przyznanie mu parku miejskiego przy Wodnym Rynku z prawem użytkowania tak zwanego Źródliska dla zapewnienia zakładom wody. 27 października 1854 roku zawarty został kontrakt,  na mocy którego przydzielono Scheiblerowi, na prawach wieczystej dzierżawy nieruchomości przy Wodnym Rynku wraz ze źródliskiem o ogólnej powierzchni 18 morgów i 134 prętów.


Scheibler zobowiązał się w ciągu dwóch lat od daty kontraktu wystawić zabudowania fabryczne i dom mieszkalny.

Tak zwana „Centrala” fabryki Karola Scheiblera. Plac Zwyciestwa 2.

Widok od strony parku na biura zakładów Karola Scheiblera, ulica Targowa    - dzisiaj siedziba  Wyższej Szkoły Sztuki i projektowania (o szkole możesz przeczytać TUTAJ).

Ogród przypałacowy został założony w drugiej połowie XIX wieku przez znaną berlińską firmę ogrodniczą i kwiaciarską Ludwika Spätha (Spatha). Nie udało się odszukać w archiwum zachowanego projektu ogrodu. Na kopii planu Łodzi z końca XIX wieku można zobaczyć park pokazany jako teren leśny ze źródłem i dwoma ciekami wodnymi.


W prywatnej części – Źródliska II są oddzielone od pierwszych pałacem oraz budynkami pofabrycznymi – były posadzone róże, w ogromnych donicach stały drzewa pomarańczowe, w trawie stały porcelanowe zwierzęta, była sztuczna grota i fontanna.


Rosną tu sędziwe dęby, blisko 300-letnie, najstarsze w Łodzi platany, rozłożysty skrzydłorzech kaukaski, graby, topole, wiązy, klony i buki różnych odmian. 


W Źródliskach II rosną również ciekawe okazy drzew iglastych: modrzewie, 150-letnie cisy, jodły, świerki i sosny.

Park Źródliska II to dawny ogród Scheiblerów przy ich pałacu na Wodnym Rynku (dziś pl. Zwycięstwa). Widok na pałac Karola i Anny Scheiblerów od strony parku.

Widok na pałac Karola i Anny Scheiblerów od strony parku. Jubileuszowe wydanie Lodzer Zeitung 1883-1888.


Najbogatszy wystrój ogrodu datuje się na lata 80. XIX wieku. Ogród był dumą żony Karola Scheiblera, Anny (z Wrenerów). Ciekawy opis ogrodu zamieszczony został w „Ogrodniku Polskim” w 1891 roku:
„W ogrodzie przed frontem domu mieszkalnego, rozciąga się wspaniały kobierzec kwiatowy z zagłębionym środkiem i podniesionemi rabatami. Trawnik o świeżej zieleni lśniący jak aksamit, wspaniale stanowił tło dla kwietnika, który choć o deseniu nie wymyślnym, a jednak przy dobrem zestawieniu kolorów, przedstawił się świetnie.
Koło wodotrysku po obu stronach drogi poustawiano w kubłach ozdobnych, rozbieranych, drzewa pomarańczowe na 5 łokci wysokie, takie rzadko gdzie można spotkać. Korona ich ścisła, foremnie kulista, ma przeszło 2 łokcie średnicy, a liście ciemne, lśniące, są prawdziwą oznaką ich zdrowia. Na trawnikach siedzą porozrzucane różne drzewa, krzewy i rośliny trwałe; wyróżniają się z nich: Gynerium argenteum, Abies alba i Taxodium distichum, niezwykłej wielkości w naszym klimacie, a przytem zdrowe, nienoszące na sobie śladów mrozu.
Godna uwagi tu jest wielka agawa (Agave american), mająca około 3 łokci średnicy, umieszczona na pagórku przybranym różnemi dywanowymi roślinami. Przy sadzawce, z pomiędzy gęstych zarośli wysuwa się grota, urządzona umiejętnie, obsadzona paprociami i różnemi roślinami skalnemi, co nadaje jej pozór naturalnej.
Na niewielki taras urządzony na samym szczycie, wstępuje się po schodach poprowadzonych zręcznie, z dwóch przeciwnych stron. Dobrą całość psuje tylko balustrada zbyt regularna na jej wierzchu, jako też znaczna liczba gnomów porcelanowych, a gorzej jeszcze gipsowych białych, w różnych pozach, poumieszczanych w załamach, wewnątrz i zewnątrz groty. To samo można by powiedzieć o porozmieszczanych na trawnikach porcelanowych zającach, sarnach itp., które odejmują powagę piękności natury... (…) – Owe gnomy „w różnych pozach”, gipsowe zające i sarny… możemy sobie wyobrazić, wszak Anna Scheibler była z pochodzenia Niemką –  znamy upodobania naszych sąsiadów z za zachodniej granicy do tego typu ogrodowych „ozdób” – taka zresztą była wtedy moda.


Dalej w „Ogrodniku Polskim” czytamy:
„ (…) Naprzeciw groty mieści się obszerny pawilon, niegdyś wystawowy, zewnątrz ubrany różnemi roślinami doniczkowymi i pnącemi, wewnątrz umeblowany i ozdobnie udekorowany lustrami, portierami itp. Dalsza część parku, położona niżej, jest bardzo wilgotna, a z powodu zbytecznego zagęszczenia drzew liściastych, przedstawia się jakby lasek poprzerzynany drogami. Obszedłszy półkolem park, doszliśmy do inspektów i szklarni przeznaczonych do pędzenia wina, którego wiszące grona widoczne były przez szkło. Dla braku czasu przebiegamy koło sadu, dochodzimy do obszernych szklarni, bardzo starannie utrzymanych i do domu ogrodnika, przed którym czerwieni się z dala klomb begonij bulwiastych, wielkim kwieciem. Zaznaczenia jest tu jeszcze godna piękna kolekcja ułanek, w licznych odmianach”.


Nie wiadomo kto zaprojektował ogród Scheiblerów, natomiast drzewa, sadzonki kwiatów i rośliny egzotyczne zostały sprowadzone ze znanej wspomnianej już berlińskiej firmy ogrodniczej Ludwika Spätha.


Ogrodnikiem u Scheiblerów był Dietrich Bahr, który brał udział w przygotowywaniu wystawy ogrodniczej w 1892 roku.
W trakcie trwania wystawy ogrodniczej zorganizowano wycieczkę do prywatnego ogrodu Scheiblerów. W sprawozdaniu z niej napisano, że ogród był wzorowo przez Bahra prowadzony, jedyna uwaga była następująca:
„… pale przy grubych drzewach są niepotrzebnym balastem”.


Fotografia Karola Łuby z 1892 roku, wykonana podczas Ogólnopolskiej Wystawy Ogrodniczej zorganizowanej w Łodzi w Parku Źródliska I. Przedstawia ona wnętrze pawilonu Anny Scheiblerowej i Edwarda Herbsta, w którym gospodarze prezentowali najciekawsze okazy z własnych kolekcji roślin egzotycznych. Edward Herbst zaprezentował między innymi wspaniałą kolekcję storczyków, Anna Scheiblerowa zaś rośliny tropikalne i ogromny zbiór ich owoców. Annie Scheiblerowej skradziono donicę z dojrzewającym ananasem, ale i tak dostała wcześniej nie przewidziany w regulaminie złoty medal.


W latach 30. XX wieku dobrze utrzymana była głównie północna część ogrodu, w której rozmieszczono kolekcję rzadkich gatunków drzew i krzewów. Przed wejściem do pałacu był klomb, dalej na osi – fontanna, a wokół niej drzewka pomarańczy.


Z kolei południowa część ogrodu zachowała charakter leśny, była podmokła i mniej zadbana.
 

W części leśnej mieścił się zwierzyniec z gatunkami zwierząt: wilkami, lisami, jeleniami. Sarny podobno chodziły po ogrodzie luzem.
W rejonie stawu, na głazach narzutowych umieszczony był pawilon ogrodowy, oszklony, z którego można było oglądać zwierzyniec.
Część użytkowa z sadem była odizolowana żywopłotem grabowym od reszty parku. Cały park był otoczony wysokim murem ceglanym. Główny wjazd od Wodnego Rynku nie był używany, wjeżdżało się wjazdem gospodarczym obok domu ogrodnika od ulicy Targowej.


Wygląd ogrodu, a zwłaszcza nagromadzenie pretensjonalnych elementów ozdobnych, odpowiadał ówczesnym gustom i znacznie odbiegał od sąsiedniego, skromnego parku miejskiego. Dopiero po II wojnie światowej park stał się znów parkiem miejskim. Z jego dawnego wystroju zachowała się grota i odtworzona drewniana "Altana Chińska".

Cisowa altanka w stylu neogotyckim w parku Źródliska II. Zadaszona altana to jedna z pozostałości po dawnym urządzeniu ogrodu.

Zachowały się również fragmenty sztucznej groty.


Ogród, aż do wybuchu II wojny światowej był w posiadaniu rodziny Scheiblerów. Po śmierci założyciela rodu Karola Wilhelma Scheiblera [I] w 1881 roku, właścicielem był syn – Karol Wilhelm [II], żonaty z Anną z Grohmannów, a w okresie międzywojennym wnuk – Karol Wilhelm Scheibler [III] żyjący w latach 1890-1934. Rodzina Scheiblerów opuściła pałac w 1932 roku, przenosząc się do willi przy ulicy Piotrkowskiej. Ogród w okresie od 1 października 1931 roku do 1 października 1934 wydzierżawiono Janowi Bartczakowi.

"Volksfreund für Stadt und Land", 1934.


Po II wojnie światowej ogród został przejęty przez Wydział Plantacji. Udostępniono go w 1947 roku po likwidacji sadu, rozebrano resztki domu ogrodnika i szklarni. Drzewostan przerzedzono oraz wytyczono nowe drogi funkcjonujące jako skróty komunikacyjne, a częściowo jako alejki spacerowe. 


Z parku wydzielono teren pałacu z dziedzińcem  - pałac miał charakter mieszkalno-reprezentacyjny, posiadał także palmiarnię w stylu mauretańskim. 


Pałac zachował się właściwie w niezmienionym stanie i od 1986 roku swoją siedzibę ma tutaj Muzeum Kinematografii.

"Dziennik Łódzki", rok 1986.


W roku 1994 park został ogrodzony, w 1996 wykonano dwa zbiorniki wodne (przy grocie oraz w pobliżu wejścia od ulicy Fabrycznej), całkowicie odtworzono drewnianą "Chińską Altanę" i zmodernizowano nawierzchnie alejek, a w 1998 oświetlono główną aleję od Placu Zwycięstwa do ulicy Fabrycznej. 


W latach 2006-2007 wykonano odwodnienie południowej części parku, a w latach 2008-2010 wymieniono żwirową nawierzchnię alejek na kostkę graniową.


Przed wejściem do Muzeum Kinematografii – Bonifacy i Filemon, bohaterowie serialu animowanego, stworzonego w łódzkim Se-ma-forze.


Na dziedzińcu pałacu możemy obejrzeć rekwizyty z filmu Juliana Machulskiego „King Size”.

Do parku można wejść od ulicy Fabrycznej albo od pl. Zwycięstwa.

Widok z parku w kierunku ulicy Targowej.

Ogród rodziny Scheiblerów był starannie zaprojektowany i pielęgnowany, część kwiatowa i oranżerie znajdowały się bliżej pałacu, a dalej zaczynała się część leśna, z zakomponowanym krajobrazem.
Tworzyły go, oprócz rozmaitych roślin, zbiorniki wodne –

- fontanny, głazy

- grota i altanki.

- i nadal jest źródłem...podziwu mieszkańców Łodzi.


Na zakończenie historii obu ogrodów (o parku Źródliska I czytaj TUTAJ), należy wspomnieć o zieleńcu znajdującym się przy Placu Zwycięstwa. Zieleniec ten jest naturalnym łącznikiem obu parków. W aktach Magistratu m. Łodzi podano, że Karol Scheibler chcąc odkupić w 1872 roku część parku miejskiego pod drogę oddał fragment terenu ze swej posiadłości oraz zapłacił 800 rubli srebrem na wybudowanie skweru w m. Łodzi. Skwer wkrótce powstał, a jego układ przestrzenny na przestrzeni minionego stulecia nie uległ zmianie.
Od 2009 roku skwer nosi imię wybitnego aktora, Leona Niemczyka.


źródła:
Grażyna Ojrzyńska. Zieleń Ziemi Obiecanej – Park Źródliska [w:] O Księżym Młynie. HISTORIA-ARCHITEKTURA-OGRODY (zeszyt 6 „Brązowej Biblioteczki” propagującej wiedzę o zbytkach Łodzi Towarzystwa Opieki nad zabytkami w Łodzi.
Marzena Bomanowska, Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska. Spacerownik łódzki, cz.2.


Przeczytaj jeszcze:

Fot. archiwalne ze strony:
lodz.fotopolska.eu
oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi


Fot. współczesne Monika Czechowicz