czwartek, 25 lutego 2021

KINO STOKI

Kino Stoki, ul. Giewont 26
(źródło fotografii Miastograf)

W latach 60. XX wieku pod zarządem Miejskiego Zarządu Kin (pełniącego pieczę nad kinami Łodzi) znajdowało się 25 kin oraz istniało 12 kin prowadzonych przez inne podmioty. Łącznie oferowało ok. 11 tysięcy miejsc, najwięcej w dzielnicy Śródmieście (ponad 7 tysięcy).
Kina były podzielone na kategorie, które wskazywały na ich jakość techniczną, wygodę oraz repertuar. Większość stanowiły sale III i IV kategorii, najważniejsze były kina premierowe: Bałtyk, Polonia, Włókniarz, Wisła, nieco później także Zachęta. To do "zeroekranów" trafiały nowości filmowe, tam odbywały się uroczyste pokazy przedpremierowe, to one najwcześniej wprowadzały nowinki techniczne i miały największą liczbę widzów. Kolejne kategorie, od pierwszej do trzeciej, wskazywały na mniej aktualny repertuar kina, gorszy stan techniczny, zazwyczaj oddalenie od centrum. Miały jednak wielu zwolenników ze wzglądu na niższą cenę biletów. 
Najważniejszą w tym okresie kwestią była budowa nowych i remont istniejących sal oraz postęp techniczny, który przejawiał się głównie w wymianie starych łukowych projektorów na nowe AP-5, produkowane w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych "Prexer".

"Dziennik Łódzki", rok 1970.

W większości kin najpoważniejszym problemem był zły stan techniczny sal, zwłaszcza grożące zawaleniem stropy. Z tego powodu wyremontowano 19 kin, między innymi Bałtyk, Przedwiośnie (notabene podczas remontu doszło w nim do katastrofy budowlanej), Odra, Oka, Mewa, DKM, Rekord (groziło mu rozebranie w związku z planami zagospodarowania placu Reymonta, ale jednak udało się je zachować).
Dodatkowo sale były dostosowywane do nowych standardów technicznych, w tym dźwiękowych. Władzom zależało na odnowieniu placówek mieszczących się w przedwojennych budynkach; ich kabiny projekcyjne miały przestarzałe wyposażenie, a akustyka sal była na ogół zła. Rzutowało to na jakość odbioru, a tym samym na zainteresowanie widzów. Stwarzało również zagrożenie dla kinooperatorów, bo zużyte i niedostosowane do nowych napięć systemy elektryczne mogły być przeszkodą przy wprowadzaniu nowych lamp, a nawet grozić porażeniem pracowników. Największą inwestycją lat 60. była budowa kina Stoki w północno-wschodniej części miasta. Długo odkładana - stała się ostatecznie możliwa w 1964 roku.

"Dziennik Łódzki", rok 1958.

Początkowo Rada Narodowa m. Łodzi odmawiała budowy w tej okolicy nowego kina uznając, że powinno mieć 250 miejsc, a taka inwestycja nie była przewidziana w planach rozwoju miasta. 

"Dziennik Łódzki", rok 1961.

Decyzję na "tak" Prezydium Rady Narodowej m. Łodzi podjęło dopiero we wrześniu 1961 roku. 

"Odgłosy", rok 1964.

Na lokalizację kina wyznaczono rejon przy ulicy Serpentyny i Zbocze. Musiały jednak minąć jeszcze trzy lata, żeby mieszkańcy doczekali się pierwszej projekcji.

(źródło fotografii: Miastograf)

Parterowy budynek z charakterystycznym, podwyższonym dachem oraz przeszklonym wejściem został otwarty przy ulicy Giewont 26 w 1964 roku. Na szczycie dachu zamocowano wielki neon z napisem "Stoki". Należy dodać iż w niedalekim sąsiedztwie obiektu, przy ulicy Rysy znajdował się Łódzki zarząd Kin.


Kino radziło sobie całkiem dobrze w latach 70., dużo gorzej w następnym dziesięcioleciu.


Po zmianie ustroju powstały tu dwa dyskusyjne kluby filmowe: Oskar i Relaks, w budynku zaczął funkcjonować klub osiedlowy.

"Dziennik Łódzki", rok 1989.


Działalność kina została zawieszona w 1991 roku i przez sześć lat budynek był dzierżawiony przez różne firmy. W końcu został opuszczony i niszczał.


Zdewastowano go do tego stopnia, że wewnątrz płonęły ogniska, a z dachu zrobiono zjeżdżalnię.


Ostatecznie w 1996 roku budynek dawnego kina został sprzedany i zamieniony na salę weselną, co uratowało go od zagłady. Niestety, nie na długo...


Obecnie budynek jest własnością prywatną, ale nie prezentuje się dobrze. Wygląda na opuszczony.

Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne pochodzą ze strony Miastograf 
oraz ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

"Dziennik Łódzki", rok 1970.

Przeczytaj jeszcze:

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

BAEDEKER POLECA:
Piotr Kulesza, Anna Michalska, Michał Koliński. Łódzkie kina. Od Bałtyku do Tatr.


Książka Łódzkie kina. Od Bałtyku do Tatr to obowiązkowa lektura dla wszystkich miłośników X muzy. Autorzy książki w sprawny sposób kreślą mapę łódzkiej kinematografii, zaznaczając na niej prawie wszystkie kina, które kiedykolwiek działały w mieście. W ciekawy sposób prowadzą Czytelnika przez kolejne dekady kinowej historii ziemi obiecanej.
Niezwykle obszerny zbiór niepublikowanych dotąd zdjęć, pamiątek, plakatów, reklam i notatek prasowych pozwoli Państwu przenieść się do najwytworniejszych kin, takich jak Odeon, Casino lub Luna, ale również do peryferyjnych kinematografów na Chojnach i Bałutach. Autorzy przypominają kina istniejące w czasach Polski Ludowej, a także opisują te czekające na widzów obecnie. Szczegółowe informacje o poszczególnych „świątyniach filmu” przeplatane są wspomnieniami bywalców X muzy, dzięki którym na kartach książki ożywają dawne obrazy.
Otwórzmy drzwi do przeszłości. Szelest przedzieranych biletów obudzi wspomnienia, światła znowu zgasną, szepty powoli ucichną, na ekranie pojawi się ulubiony film... Z teatrów świetlnych powoli przenosimy się do współczesnych multipleksów. Kameralne wnętrza zastępują przestronne i nowoczesne sale kinowe…
Ponad 100 lat kinowej historii – Łódź ma się czym pochwalić! Zapraszamy na seans wspomnień.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Centralne Muzeum Włókiennictwa. Znaki graficzne łódzkich zakładów przemysłowych PRL.


Przemysł w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej
Po przejęciu władzy w roku 1945 przez Polską Partię Robotniczą rozpoczęto stopniową budowę państwa socjalistycznego na wzór sowiecki. Nie było w nim miejsca na prywatny przemysł, został więc znacjonalizowany, czyli przejęty przez państwo. Powołano liczne przedsiębiorstwa państwowe, które podlegały tzw. centralnym zarządom (po reformach - zjednoczeniom, a potem zrzeszeniom), a te znajdowały się pod kontrolą odnośnego ministerstwa.

Przedsiębiorstwa państwowe w Łodzi
Łódź była ważnym miejscem na mapie PRL-u, bo w niej koncentrował się przemysł tekstylny. Produkowano tu przędzę, tkaniny i dzianiny, szyto gotowe wyroby. To tu znajdował się wielki kombinat przemysłu skórzanego, ale obecne też były inne branże, jak maszynowa czy elektroniczna. Znaczna część produkcji trafiała na eksport, by państwo mogło pozyskać zagraniczne waluty. Niestety, dla polskich konsumentów oznaczało to często niedobory towarów. Co więcej, na eksport trafiały wyroby najwyższej jakości, czego nie można było powiedzieć o rynku wewnętrznym.

Ręczniki reklamowe z ZPB im. F. Dzierżyńskiego "Eskimo" i widzewskich ZPB im. 1 Maja "Wi-Ma" 
ze zbiorów Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.

Polityka a przemysł
Organizacja państwa na wzór komunistyczny oznaczała, że państwowe zakłady pracy pełniły rolę nie tylko produkcyjną. Organizowały czas wolny, "wychowywały" poprzez koła Polskiej Partii Robotniczej oraz Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, wysyłały na wczasy. Pracownicy walczyli w konkursach wydajnościowych, a najlepsze zespoły i zakłady otrzymywały sztandary przechodnie, będące dużym wyróżnieniem. Drukowano okolicznościowe proporczyki, produkowano znaczki i wybijano medale, które z czasem stawały się coraz powszechniejsze.

"Express Ilustrowany", rok 1949.

"Express Ilustrowany", rok 1949.

Gadżety reklamowe łódzkich przedsiębiorstw państwowych 
ze zbiorów Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.

Handel z zagranicą
Chociaż organizacja przemysłu w PRL-u nie przypominała działania przedsiębiorstw w kapitalizmie, odwoływano się do pewnych wzorców. Chcąc pozyskać cennych klientów z Zachodu, produkowano liczne gadżety reklamowe i próbowano budować marki własne. Stąd dodawanie chwytliwych skrótów do dość siermiężnych, długich nazw zakładów, by były łatwe do zapamiętania dla obcokrajowców. Handlem zagranicznym zajmowały się specjalne przedsiębiorstwa, jak "Textilimpex", które reprezentowały polski przemysł za granicą.

Wazony reklamowe domu mody "Telimena" 
ze zbiorów Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi

"Dziennik Łódzki", rok 1968.

Upadek
Po zmianach gospodarczych i politycznych z końca lat 80. okazało się, że przedsiębiorstwa państwowe, które produkowały olbrzymie ilości wyrobów, opierając się na bardzo niskich kosztach pracy, nie mogą konkurować na wolnym rynku. Niewiele przedsiębiorstw udało się sprywatyzować z sukcesem, a w większości doszło do licznych nieprawidłowości. Olbrzymia część łódzkiego przemysłu zniknęła, pozostawiając po sobie problemy społeczne, gospodarcze i urbanistyczne.
Marcin Szymański

"Dziennik Łódzki", rok 1984.

Plan miasta Łodzi z 1983 roku z oznaczeniem głównych łódzkich zakładów przemysłowych za pomocą firmowych wpinek 
ze zbiorów Centralnego Muzeum Włókiennictwa - własność prywatna


Odrzucając z ogromnego monolitu wiedzy o firmie wszystko to, co niepotrzebne, docieramy do sedna symbolu.
Karol Śliwka

Na wystawie w Centralnym Muzeum Włókiennictwa zebrano 50 logotypów i znaków graficznych łódzkich zakładów przemysłowych. Stanowią one swoisty obraz historii miasta, fabryk i ich pracowników. Prezentacja obejmuje przekrój prac od lat 50. do wczesnych lat 90. ubiegłego wieku. Udało się dotrzeć jedynie do kilku nazwisk projektantów, którzy tworzyli dla łódzkich marek, a wśród nich znaleźli się: Witold Surowiecki - "Telimena", Alfred Wątrobowski - ZPW im. P. Bardowskiego "Vigotex", Józef Osiński - ZPW im. 9 Maja, Julian Bartczak - ZPW im. F. Dzierżyńskiego "Eskimo" czy Kazimierz Maliszewski - Przędzalnia Czesankowa im. Gwardii Ludowej "Polmerino".

"Dziennik Łódzki", rok 1966.


Znaczenie
Stworzenie znaku graficznego było dla projektanta, zaraz obok plakatu, najbardziej pożądanym zleceniem. Posiadanie takich projektów w swoim portfolio świadczyło o uznaniu twórcy, a ponadto było bardzo dobrze opłacane. Wielu zabiegało o taką współpracę, pomimo świadomości, że jest to zakres prac wpisany w obszar grafiki użytkowej, gdzie indywidualna wrażliwość twórcy schodziła na drugi plan. Stawiano na funkcjonalność i trafność dopasowania do branży, na wyróżnienie przedsiębiorstwa. Ważne były aspekty czysto techniczne: możliwość sprawnego skalowania, multiplikacje, sposób i technika nadruku. W czasach gospodarki PRL logotypy nie pełniły stricte marketingowej i reklamowej roli, jaka dominuje obecnie. Istniała jednak świadomość, że dobrze zaprojektowany znak wpływa na rozpoznawalność i prestiż, a co za tym idzie - konkurencyjność przedsiębiorstwa.


Inspiracje
Prezentowane na wystawie prace można podzielić na: logotypy (znaki opierające się na typografii poprzez swój układ i budowę liter, symbolizujące symbolikę związaną z działalnością zleceniodawcy), loga występujące z sygnetem (nazwa firmy wraz ze znakiem), a także znaki, które w swój kształt mają wpisaną nazwę i tym samym stanowią logotyp. W mniejszości znalazły się nazwy oparte tylko na typografii ("Telimena"). Zawsze towarzyszył im sygnet, który jednak nie był stałym elementem logo, a posługiwano się nim wymiennie.


Większość prezentowanych projektów na wystawie stanowią samodzielne sygnety, wyróżnia je duża czytelność i kunszt projektowy. W ich kreacji można wyróżnić powtarzające się motywy:
  • atrybuty związane z działalnością danego przedsiębiorstwa ("Dywilan" - dywan, "FaKo" - firanki, "Ariadna" - nitka
  • nazwa jako punkt wyjścia do tworzenia znaku ("Eskimo" - pingwin, "Feniks" - kształt feniksa)
  • typografia - znaki oparte na pierwszej literze nazwy własnej przedsiębiorstwa (Fabryka Pluszu i Dywanów im. Tadka Ajzena - litera A, ZPD "Bistona" - litera B, ZPP "Iwona" - pisane litery JW)
  • symbol łódki jako nawiązanie do herbu miasta ("Cetebe", ZPB im. S. Harnama - litera H wpisana w znak Łodzi)
  • zarys fabryki (ZPB im. J. Marchlewskiego "Poltex")
  • przedstawienia figuratywne (ZPW im. L. Waryńskiego "Lodex" -symbol barana, ZPD im. W. Głażewskiego "Femina" - symbol motyla)
Projektanci tworząc znaki oparte na typografii lub graficznych związkach z działalnością przedsiębiorstwa, unikali symboliki, która by narzucała jakiekolwiek powiązania z estetyką socjalistyczną.


Zmiany
Przyglądając się prezentowanym na wystawie pracom, możemy odbyć podróż po historii projektowania. Pierwsze znaki powstające w Polsce Ludowej, mocno nawiązują do przedwojennej tradycji projektowej. Widoczne to jest w doborze liternictwa, budowaniu sygnetu będącego bardziej ilustracją niż symbolem. Często ich kształt opary jest na figurze koła, przez co bardziej przypomina stempel niż logo w aktualnym zrozumieniu. W kolejnych dekadach, zwłaszcza w latach 50., 60. i 70. wychodzono z założenia, że bardzo ważny jest kontrast. Bawiono się formą czerni i bieli na zasadzie przeciwstawień ("Telimena", "Bistona"). W późniejszych latach 70. i 80. zaczęły być modne inne kroje pism, inspirowane szeroko rozumianą nowoczesnością. Znaki z lat 90. pomimo widocznych wpływów tzw. trendów graficznych zachowują swój zakładowo-włókienniczy styl ("Dresso", "Lenta").


Jak pisał Krzysztof Racinowski, logotypy i znaki graficzne to "małe dzieła sztuki o wielkiej sile oddziaływania". Warto więc im się przyjrzeć, aby poznać historię przemysłowej Łodzi, która wraz z przemianami ustrojowymi w latach 90. zmieniła całkowicie swój charakter.
Aleksandra Woźniak

"Dziennik Łódzki", rok 1973.

"Dziennik Popularny", rok 1975.


Wystawa
ZNAKI GRAFICZNE ŁÓDZKICH ZAKŁADÓW PRZEMYSŁOWYCH PRL
Koncepcja: Michał Gruda, Marcin Szymański, Marcin Gawryszczak, Mateusz Dziworski, Małgorzata Gontarska
Opracowanie tekstów: Marcin Szymański, Aleksandra Woźniak
Projekt graficzny: Mateusz Dziworski
Produkcja: Małgorzata Gontarska


CENTRALNE MUZEUM WŁÓKIENNICTWA W ŁODZI
Piotrkowska 282



Archiwalia prasowe z zasobów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

"Dziennik Łódzki", rok 1969.

Przeczytaj jeszcze w baedekerze:

Fot. Monika Czechowicz

MAPA GOOGLE