poniedziałek, 3 lutego 2020

Czy Łódź jest miastem zabytkowym?


Postawione wyżej pytanie, z perspektywy współczesnego czytelnika, wydaje się retoryczne. Zwłaszcza teraz, kiedy w cieniu oczyszczonych murów "Manufaktury" możemy rozprawiać o historycznej wartości łódzkich pałaców, kamienic i fabryk jak o rzeczy niepodważalnej. Trzeba jednak pamiętać, że w ciągu powojennych dekad nie było to oczywiste.



W okresie tym możemy obserwować niezwykle istotny proces oswajania się z dziedzictwem historycznym Łodzi.
W pierwszych latach powojennych architektoniczna substancja miasta była traktowana jak balast. Nieuregulowany układ urbanistyczny, komunikacyjne niedogodności, zanieczyszczenie i uciążliwości związane z zakładami przemysłowymi, wszystko to potwierdziło wizję miasta nieatrakcyjnego. Spojrzeniu takiemu sprzyjało dziedzictwo okupacji, w wyniku której zniknęła stąd znacząca część ludności, zwłaszcza elit, które kształtowały wizerunek miasta. Na to wszystko nałożyć trzeba fakt pojawienia się w Łodzi setek tysięcy napływowej ludności, której znaczna część postrzegała to miejsce jako rodzaj poczekalni. Jako taka - nie zasługiwała ona na inwestycyjne zainteresowanie.

"Dziennik Łódzki", rok 1948.


Odważne redefiniowanie miejsca Łodzi i wizji jej zmian bardziej było widoczne w teoretycznych postulatach, a nie w rzeczywistych realizacjach. 

"Dziennik Łódzki", rok 1948.

Na tym etapie to, co niosła łódzka architektura było bardziej ciężarem niż zasługującym na uwagę dziedzictwem.
W 1948 roku "Dziennik Łódzki" publikował rysunek ukazujący futurystyczny drapacz chmur ze śmigłowcem na dachu, w jego cieniu stał niewielki, parterowy drewniak.

"...Za trzysta lat zburzenie domów tkackich na ul. Piotrkowskiej będzie jeszcze trudniejsze, jako obiektów o wartości muzealnej" - podpis rysunku zamieszczonego w "Dzienniku Łódzkim" w kwietniu 1948 roku.

"Dziennik Łódzki", rok 1948.

Sytuacja niewiele się zmieniła w okresie socrealistycznych planów. W ówczesnych projektach można dostrzec charakterystyczny dla totalitaryzmów rozmach z wizją szerokich ulic i wielkich placów, współtworzących scenograficzne tło dla wiecujących ludzi.

Projekt szkoły ZMP u zbiegu ulic Karolewskiej i Wileńskiej, szkic z 1951 roku.

Często jednak propozycje te zakładały wykrojenie wolnego miejsca w dawnej tkance miasta, kosztem nie tylko ruder, lecz i cennych, dobrze zachowanych gmachów. Ten obojętny, a czasem wręcz wrogi stosunek do dawnej architektury był uwarunkowany również przesłankami ideologicznymi. Stare budynki kojarzono z kapitalistyczną i pełną wyzysku przeszłością. Poza tym był to czas kiedy jeszcze nie doceniano spuścizny XIX-wiecznej architektury historyzującej i industrialnej. W myśl ówczesnych, upolitycznionych projektów lekarstwem na łódzki krajobraz architektoniczny miały być klasycyzujące i pseudorenesansowe projekty socrealistyczne.


Atmosferę taką oddaje tekst Mariana Plichala, opublikowany jesienią 1949 roku na łamach "Dziennika Łódzkiego". Artykuł krytycznie oceniał przestrzenną koncepcję właśnie budowanego osiedla Starego Miasta. Autor tekstu narzekał na zbyt wąskie, mało oświetlone ulice. Podobnie krytycznie mówił o zwężonym odcinku przedłużonej al. Kościuszki między ulicami Żwirki i Bandurskiego. Przywołując z uznaniem teksty Strzemińskiego ubolewał nad mało śmiałymi realizacjami, które zbytnio szanowały stare budynki. Wystąpienie Piechala kończyło się znamiennym wezwaniem:
(...) ale przecież względy na rozsypujące się rudery fabrycznej, czynszowej, ohydy sprzed pierwszej wojny światowej, powinny tutaj ustąpić śmiałym planom wielkiej Łodzi przyszłości, godnej rozmachu i piękna ustroju społecznego, ku któremu zdążamy!

Panorama północno-wschodniej części Łodzi, fotografia wykonana przez Ignacego Płażewskiego. Zdjęcie prawdopodobnie zostało wykonane z budynku znajdującego się u zbiegu ulic Sienkiewicza i Narutowicza. Gmach powstał w latach 1951-1955. Pierwotnie funkcjonował jako wieżowiec "Centrali Tekstylnej", od 1956 roku stał się siedzibą Łódzkiego Ośrodka Telewizji.
(zbiory Muzeum Miasta Łodzi)

Podobny stosunek do starej zabudowy, jaki prezentował swych artykułach Marian Piechal, można było wyczytać z relacji, jaką w lutym 1950 roku zamieścił również "Dziennik Łódzki". Była to charakterystyka rocznej działalności łódzkiego ZOR-u, którego prestiżową inwestycją była budowa Starego Miasta (osiedle nr 6). Prezentowane w gabinecie dyrektora projekty Łodzi, przewidywały usunięcie znacznych części dawnej zabudowy, która miała ustąpić miejsca nowym budynkom. Tworzone wówczas wizje placów i ulic zakładały usunięcie całych kwartałów starej zabudowy, która w tym czasie jednoznacznie kojarzyła się z niechlubną przeszłością.

"Dziennik Łódzki", 14 lutego 1950 roku.
 

Dopiero na początku lat 60. wyraźnie zaczynały być słyszalne głosy, sugerujące, że łódzkie dziedzictwo architektoniczne jest cenne. W końcu 1960 roku w Łodzi odbywała się sesja Stowarzyszenia Historyków Sztuki poświęcona sztuce XX wieku. Jednym z pierwszych wygłoszonych referatów był tekst profesora Mieczysława Wallisa "O nowy stosunek do secesji". Na marginesie tego wystąpienia w "Dzienniku Łódzkim" pojawiła się niewielka notka podpisana "M" - mówiła ona o potrzebie zmiany podejścia do łódzkich, starych budowli. 

"Dziennik Łódzki", 9 listopada 1963 roku.

Innym głosem była publikacja Mieczysława Jagoszewskiego z listopada 1963 roku pod znamiennym tytułem "Kamienne kwiaty ulicy Piotrkowskiej". Na samym wstępie autor przytaczał wypowiedź z ówcześnie odbytej sesji publicystów kulturalnych: Za 50 lat ulica Piotrkowska stanie się celem wycieczek ściągających tu z całej Polski. Tekst jest świadectwem rozbudzającej się fascynacji stylistyczną mieszanką łódzkiej ulicy. Jednak znacznie bardziej istotnym był postulat zachowania charakteru ulicy Piotrkowskiej.

Widok na północną część dzisiejszej ulicy Piotrkowskiej i poniżej dawna zabudowa ulicy, część południowa, Piotrkowska 274/276, lata 50.60. (zbiory WBP).


U zbiegu ulic Targowej i Tylnej - typowy dla początków Łodzi przemysłowej dom rzemieślniczy. Należał do Traugotta Grohmanna - ojca rodu łódzkich fabrykantów.

Kilka dni później ta sama gazeta donosiła o rozbiórce kolejnego, drewnianego domku tkaczy przy ulicy Sienkiewicza, zauważając przy okazji, że już niewiele ich zostało wzdłuż ulic: Piotrkowskiej, Nawrot i Kilińskiego. Autor notki zdając sobie sprawę z konieczności usuwania tych obiektów z centrum i kończył postulatem zorganizowania skansenu, w którym można by było ocalić te obiekty i odtworzyć wygląd znikającej Łodzi.
"Dziennik Łódzki", rok 1963.

Skansen Łódzkiej Architektury Drewnianej, od 2009 roku integralna część Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Znajdują się tu obiekty typowe dla zabudowy Łodzi i okolicy z przełomu XIX/XX wieku. Pomysł utworzenia skansenu narodził się na przełomie lat 50. i 60. XX wieku, jego pomysłodawcą była Krystyna Kondratiuk, ówczesny dyrektor muzeum.

W tym samym czasie trwały kolejne wyburzenia, zaplanowane w projekcie poszerzania ulic dzięki czemu miasto uzyskiwało "szeroki oddech".


Jednym z najpiękniejszych budynków znajdujących się przy alei Kościuszki i jednocześnie jednym z najwspanialszych przykładów secesji w naszym mieście jest kamienica zlokalizowana pod numerem 93 (dawna kamienica Zygmunta Deutschmana), dawniej Spacerowa/Promenada 49. W latach 70. XX wieku było głośno o tej kamienicy nie tylko z powodu jej urody, ale również dlatego, że podczas wytyczania przyszłej trasy W-Z prowadzono batalię o jej zachowanie i niedopuszczenie do zburzenia. Ostatecznie ulicę nieco zwężono i kamienicę udało się ocalić...


W 1967 roku już wyraźnie mówiono o konieczności zmiany koncepcji urbanistycznych tak, aby można było zachować istniejącą substancję centrum. Zaczynało się również mówić o modernizowaniu starych budynków i umiejętnym uzupełnianiu istniejącej tkanki miejskiej.


W tym samym czasie wyraźnie słyszalne są już głosy o potrzebie ochrony ulicy Piotrkowskiej. Zakładano jednak wyjątki pozwalające na konieczne przebicia ulic Narutowicza i Głównej. W końcu lat 60. pojawiły się postulaty, by umiejętnie i w sposób konsekwentny prowadzić inwestycje w śródmieściu. Chodziło o to, aby ilość rozpoczętych prac pozwalała na ich pełną realizację.


Ciekawa była również wypowiedź architektów Jana Michalewicza i Zdzisława Lipskiego, którzy zwracali uwagę na konieczność zintegrowania starego i nowego Śródmieścia. Na tym etapie dyskusji dotyczyło to głównie ulicy Piotrkowskiej, na odcinku od ulicy Głównej do ulicy Narutowicza. Istniejący już kontrast rosnącego szklano-żelbetonowego "city" i starych budynków łódzkich, należało więc zaakceptować. Zdawano sobie jednak sprawę z konieczności zadbania o takie inwestycje, które podtrzymają klimat głównej ulicy.


W związku z tymi postulatami SARP zaplanował na jesień 1970 roku rozpisanie konkursu architektonicznego "Klimaty". Miał on wyłonić propozycje modernizacji centrum, ale już z wyraźnym wykorzystaniem i wyeksponowaniem istniejącej, starej tkanki zabudowy.


Przełomowe znaczenie w procesie "uzabytkowienia" Łodzi miała inicjatywa ówczesnego miejskiego konserwatora zabytków, Antoniego Szrama. Na jego wniosek w 1970 roku zespół w składzie: W. Bald, H. Jaworski i I. Popławska przygotowali publikację pt. "Studium historyczno-architektoniczne miasta Łodzi", w którym po raz pierwszy wytyczone zostały strefy ochrony konserwatorskiej w mieście. Wnioski zawarte w opracowaniu wpłynęły następnie na miejscowy plan ogólny miasta, przyjęty w 1971 roku. W kolejnych dekadach władze Łodzi nie zawsze jednak respektowały decyzje konserwatora, przykładem mogą być losy budynku dworca kolejowego Łódź Kaliska...


Pod koniec 2007 roku ŁZE Teren kupiło od miasta kamienicę przy Piotrkowskiej 58. Dwa lata później, w 2009 roku, otrzymawszy zgodę od wojewódzkiego konserwatora zabytków, wyburzyło ją. Jednak ze starego budynku miała ocaleć ściana frontowa do wysokości parteru i fundamenty, a warunkiem było przekazanie na własność miasta lokali dla zamieszkałych w kamienicy lokatorów a także - rekonstrukcja kamienicy do 2011 roku...

Pusty plac po kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 58.

Stojący tu budynek, architektonicznie, niestety nie był już atrakcyjny, bowiem jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia został pozbawiony ozdobnych detali, ale jego położenie zadecydowało o wpisaniu go do Rejestru Zabytków Zespołu Urbanistycznego Ulicy Piotrkowskiej.

Dawna kamienica przy Piotrkowskiej 58 i wizualizacja jej rekonstrukcji (ze strony Urbanity.pl).

Dawna kamienica Dawida Szmulewicza przy ulicy Piotrkowskiej 37. Niedawno odrestaurowana, odzyskała dawny blask.

Przywołane powyżej relacje i oceny, pokazują fascynujący proces zmiany nastawienia do istniejącej, starej architektury łódzkiej. Nawiązując do tytułowego pytania, można zaryzykować sąd, że w ciągu lat 60. ubiegłego stulecia Łódź dopiero stawała się miastem zabytkowym. Proces ten dokonywał się w powiązaniu ze stopniową zmianą nastawienia do architektury przełomu XIX i XX wieku. Sprzyjał temu rosnący dystans czasowy, który czynił zachowane budynki coraz atrakcyjniejszymi. Trudno przecenić głosy historyków sztuki i publicystów, którzy w latach 60. zaczęli podkreślać wartość łódzkich budowli. Wypowiedzi te dopiero w przyszłości miały stworzyć podstawy bardziej powszechnej świadomości o artystycznej wartości tutejszej architektury. Aby mogło to w pełni zadziałać, potrzeba było kilkudziesięciu lat oswajania się łodzian z ich przeszłością.

Detale dawnego pałacu I. K. Poznańskiego, ulica Ogrodowa. Dziś siedziba Muzeum Miasta Łodzi. Właśnie zakończono prace konserwatorskie, budowla pięknie się prezentuje.

Historyczna i emocjonalna wartość architektonicznych obiektów nie może funkcjonować w oderwaniu od przeszłości miejsca. Tak długo jak historia Łodzi była "stymulowana" przez komunistyczną, sztuczną wizję miasta robotniczego, istniejący krajobraz architektoniczny mógł jawić się jako niechlubny balast i to bez względu na to, jak o nim wypowiadali się nieliczni zapaleńcy i znawcy architektury. Trzeba było czasu, aby nowe pokolenia mieszkańców naszego miasta zaakceptowały tę spuściznę jako wartość. Jak się okazało - było to w pełni możliwe dopiero w naszym czasie, w warunkach wolności, która pozwoliła na przyjęcie całego bogactwa przeszłości, w jego - nie ukrywajmy - trochę idealizowanej postaci...

Detale dawnej kamienicy Dawida Izraela Sendrowicza z 1897 roku.
 Ulica Piotrkowska 12.

Tak więc Łódź stawała się miastem zabytkowym, awansując z poziomu nieakceptowanego zespołu miejskiego, wymagającego radykalnej przebudowy, do wizji, w której nowe powinno harmonijnie łączyć się ze starym.
 
Fragmenty dawnego pałacu i zabudowań fabrycznych I. K. Poznańskiego odbijają się w taflach elewacji nowego hotelu Puro, ulica Ogrodowa.

Od powstania - na początku XX wieku - pierwszych secesyjnych obiektów, do chwili gdy zaczęto sygnalizować ich zabytkową wartość minęło ponad pięćdziesiąt lat. Przyszedł więc moment na zadanie kolejnego pytania - czy budowle lat 50. i 60 zasługują na miano zabytkowych? Odpowiedź jest stosunkowo prosta w odniesieniu do budownictwa socrealizmu, którego charakterystyczne, klasycyzujące formy już od wielu lat mają swoich amatorów. Może trochę trudniej pokochać późniejsze "pudełkowe" gmachy..., jednak - na naszych oczach - dokonuje się właśnie przewartościowanie także tej architektury. Z pewnością nie da się obronić tezy, że wszystko co pochodzi z powojennego okresu wymaga zachowania. Lecz nie ulega wątpliwości, że powstało wtedy wiele budynków i wiele przekształceń, które już na trwałe (choć czasem boleśnie) wpisały się w krajobraz miasta i zasługują na szczególną uwagę. Zanim więc podjęta zostanie decyzja o kolejnej rozbiórce lub radykalnej przebudowie, podyktowana estetycznym dyskomfortem, może warto choć przez chwilę zastanowić się nad przyszłą oceną dzisiejszych działań - pamiętając równocześnie o tym, że secesja nie od razu budziła zachwyt.

Obecna zabudowa Starego Rynku, powstała w latach 50. XX stulecia. Otaczające rynek kamienice z podcieniami zbudowano w stylu historyzmu socrealistycznego.

Piotr Gryglewski
[w:] Piotr Gryglewski, Robert Wróbel, Agnieszka Ucińska. Łódzkie budynki 1945-1970.

Fot. Monika Czechowicz
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi, Muzeum Miasta Łodzi oraz strony Urbanity.pl

źródła:
Piotr Gryglewski, Robert Wróbel, Agnieszka Ucińska. Łódzkie budynki 1945-1970.
Urbanity.pl

Przeczytaj jeszcze:
MUZEUM WŁÓKIENNICTWA W ŁODZI – SKANSEN ARCHITEKTURY DREWNIANEJ. 
Kamienica Zygmunta Deutschmana, al. Kościuszki 93.

BAEDEKER POLECA:
Piotr Gryglewski, Robert Wróbel, Agnieszka Ucińska. Łódzkie budynki 1945-1970.
- książka przedstawiająca realizacje architektoniczne z lat 1945-1970 z podziałem na trzy fazy: lata powojenne 1945-1948, okres socrealizmu 1949-1956, epokę gomułkowską 1957-1970. Prezentacja różnych dziedzin budownictwa odbywa się z uwzględnieniem projektów oraz przemian układu urbanistycznego miasta: przedstawiony został opis koncepcji, które miały prowadzić do uporządkowania układu miejskiego (nowe arterie komunikacyjne, akcja poszerzania ulic, worzenie parków i placów).
Wydawnictwo Księży Młyn.


sobota, 1 lutego 2020

Wiosna w lutym

"Panorama", dodatek tygodniowy do "Ilustrowanej Republiki", rok 1930.
Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.

piątek, 31 stycznia 2020

Łódzcy harcerze w działaniach wojennych i pierwszych dniach okupacji niemieckiej.


"Radość Życia", jednodniówka Łódzkiego Oddziału Związku Harcerstwa Polskiego", rok 1927 (zbiory WBP).

W końcu lat trzydziestych, w związku z pogarszaniem się stosunków międzynarodowych, rozpoczęły się przygotowania na wypadek wojny. Do prac tych włączył się Związek Harcerstwa Polskiego. 

"Nowa Panorama", dodatek ilustrowany do "Republiki", rok 1926.

Związek Harcerstwa Polskiego stanowił w tym czasie poważną siłę, biorąc pod uwagę nie tylko liczebność (w grudniu 1938 roku liczył 130 589 harcerzy i 75 652 harcerki), ale również karność, sprawność organizacyjną oraz wartości patriotyczne wpajane młodzieży. 

"Łódź w Ilustracji", dodatek niedzielny do "Kuriera Łódzkiego", rok 1939.

Oczywiście nikt nie przewidywał udziału harcerzy w walkach z bronią w ręku, lecz mogli być użyteczni w pracach pomocniczych na tyłach. Za taką koncepcją przemawiał cały system sprawności harcerskich, dzięki którym młodzież zdobyła wiele niezwykle przydatnych umiejętności z zakresu pomocy medycznej, sygnalizacji, łączności itp.

Zawody harcerskie o mistrzostwo Łodzi. Zawodniczki II drużyny harcerek im. Narcyzy Żmichowskiej, które zdobyły mistrzostwo w Łodzi w piłce ręcznej na rok 1934 dla hufców łódzkich (zbiory NAC).

Lekkoatletyczne zawody harcerskie o mistrzostwo Łodzi. Zawodnicy III Łódzkiej Drużyny Harcerzy im. Romualda Traugutta - zdobywcy pierwszego miejsca, rok 1936 (zbiory NAC).

Zawody harcerskie o mistrzostwo Łodzi w piłce siatkowej. Zwycięska drużyna - Harcerski Klub Sportowy Wilno. Łódź, rok 1938 (zbiory NAC).

J
ako pierwsza do prac nad przygotowaniem do wojny przystąpiła Organizacja Harcerek. W latach 1937-1938 dyskutowano nad projektem nowej ustawy o powszechnym obowiązku wojskowym. Przewidywał on służbę pomocniczą i zastępczą służbę kobiet w wojsku i obronie narodowej w służbach: wartowniczej, łączności, biurowej, transportowej, zdrowia itp. Projekt zakładał służbę wojskową ochotniczek, a w przypadku ich niedostatecznej liczby wprowadzenie obowiązku wojskowego dla kobiet w wieku 19-45 lat z wyższym i średnim wykształceniem.
Zagadnieniami tymi żywo interesowała się Organizacja Harcerek, która popierała ten projekt. Wszedł on w życie 9 kwietnia 1938 roku w postaci "Ustawy o Powszechnym Obowiązku Wojskowym". W związku z tym harcerki podjęły działania w celu uporządkowania i usprawnienia działania struktur organizacyjnych oraz orientacji w stanach osobowych. Służyła temu zarządzona przez Naczelniczkę Harcerek w grudniu 1937 roku rejestracja wszystkich instruktorek czynnych i pozostających w rezerwie. Ponadto zarządzony został przegląd struktur organizacyjnych oraz tzw. kursy usprawnienia organizacyjnego, które miały wskazać najsłabsze ogniwa i stworzyć możliwość ich naprawy. W Łodzi chorągwiany kurs usprawnienia odbył się w dniach 10-12 kwietnia 1938 roku. Uczestniczyły w nim 42 instruktorki.

"Głos Poranny", wrzesień 1938 roku.

Pierwszą próbą praktycznego sprawdzenia możliwości Organizacji Harcerek oraz części harcerstwa męskiego były wydarzenia na Śląsku Cieszyńskim na przełomie września i października 1938 roku. 21 września, w związku z sytuacją na pograniczu polsko-czeskim, w stan pogotowia postawione zostały Chorągwie (Męskie i Żeńskie) Krakowskie i Śląskie. W dniu tym komendantka Harcerskiej Szkoły Instruktorskiej w Buczu - Józefina Łapińska - powołała Pogotowie Harcerek na terenie Bucza i okolicznych wsi objętych opieką harcerskiej Szkoły Instruktorskiej.


Pierwsza w Polsce Szkoła Instruktorów Harcerskich Związku Harcerstwa Polskiego w Buczu. Prace wykończeniowe przy budynku, lata 30. XX wieku (zbiory NAC).

24 września Naczelniczka Harcerek zarządziła pogotowie Harcerek na terenie całej Polski. Komendantką Pogotowia mianowana została Józefina Łapińska.

Józefina Łapińska (1900-1986)

(…) Koncepcja pogotowia była twórczym rozwinięciem doświadczeń z lat 1918-1920, a formy pracy przekazane zostały w ramach kursów usprawnienia prowadzonych w chorągwiach.
Do służby na terenie Zaolzia w ramach pogotowia powołane zostały harcerki z Chorągwi: Śląskiej, Krakowskiej, Kieleckiej i Łódzkiej. Drużyny harcerek opiekowały się miejscową ludnością, prowadziły dziecińce, uświadamiały mieszkańców w duchu polskości. W Chorągwi Łódzkiej utworzone zostały trzy drużyny pogotowia spośród starszych dziewcząt, mogących w razie potrzeby wyjechać na Śląsk Cieszyński. Ostatecznie skierowano tam 32 harcerki, które pomagały w pracy szkół, świetlic i przedszkoli. Po 11 listopada wyjechały z Łodzi dwa zespoły po 17 dziewcząt, które urządziły w Bystrzycy i Łomnej Dolnej obchody Święta Niepodległości dla miejscowej ludności. Harcerki pozostałe w Łodzi zbierały odzież, zabawki i książki przeznaczone dla ludności Zaolzia. Była to próba sił i możliwości Organizacji Harcerek. Miała ona duży wpływ na przyszłą służbę Pogotowia Harcerek w warunkach wojennych.

Obóz łódzkich harcerek w Praszce, rok 1938 (zbiory Izby Historii Chorągwi Łódzkiej ZHP).

Inaczej wyglądał udział harcerzy w wypadkach na Zaolziu. Pogotowie Harcerzy objęło jedynie tereny przygraniczne Śląska Cieszyńskiego. W jego skład weszło 116 drużyn, liczących ponad 2 tysiące harcerzy, z tego około tysiąca na samym Zaolziu. Im właśnie wyznaczono szczególne zadania. Mieli podtrzymywać na duchu ludność polską, zbierać informacje o sytuacji, służyć pomocą medyczną, a w momencie wkroczenia wojsk polskich oddać się do ich dyspozycji. Ponadto harcerze i instruktorzy wchodzili w skład oddziałów specjalnych, prowadzących działalność dywersyjną na spornych terenach. W akcjach tych zginęli: komendant cieszyńskiego hufca ZHP - Witold Reger - i drużynowy - Jan Kotas (…)

Witold Reger (1906-1938)

Po zakończeniu akcji na Zaolziu władze harcerskie przeanalizowały zebrane doświadczenia. Szczególną przydatność wykazało Pogotowie Harcerek. Przeprowadzono rejestrację harcerek w wieku powyżej 15 lat, które mogłyby uczestniczyć w pracach organizacji. Każda z nich miała podnosić swoją przydatność do służby w wybranej przez siebie specjalności. Nawiązana została bliska współpraca z PCK, Ligą Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP) oraz innymi organizacjami społecznymi. W chorągwiach powołano komendantki Pogotowia i utworzono równoległą do normalnej strukturę organizacyjną. Od 16 marca 1939 roku Naczelniczka Harcerek wznowiła pracę Pogotowia Harcerek. W Chorągwi Łódzkiej komendantką Pogotowia została Władysława Matuszewska - dotychczasowa zastępczyni komendantki Chorągwi. W terenie pracami Pogotowia kierowały komendantki hufców. Na terenie całej Chorągwi zarejestrowano około 1500 dziewcząt, które mogłyby służyć w Pogotowiu Harcerek. Jednym z pierwszych zadań było utworzenie sieci alarmowej Pogotowia Chorągwi, co przy trudnościach komunikacyjnych wcale nie było łatwe. Na terenie Chorągwi zorganizowano kursy specjalnościowe prowadzone przez własne instruktorki lub specjalistki z innych organizacji (LOPP, PCK i inne). Za kursy chorągwiane odpowiedzialne były: Helena Zielińska (terenoznawstwo), Helena Janaszczyk (służba dziecku), Władysława Keniżanka, Eugenia Krzyczmonik (obrona przeciwlotnicza i przeciwgazowa, przysposobienie wojskowe), Zofia Wysznacka (sprawy gospodarcze), Emma Pietrzak (samarytanka). Z tą ostatnią współpracowały wykwalifikowane pielęgniarki - Maryla Palusińska i Janina Podczaska. 

Helena Janaszczyk została rozstrzelana przez Niemców w Lesie Lućmierskim 18 marca 1940 roku.

Nowym impulsem do pracy Pogotowia Harcerek była odprawa komendantek pogotowia ze wszystkich chorągwi w szkole instruktorskiej w Buczu, 30 kwietnia 1939 roku. Między innymi została tam przedstawiona koncepcja organizacji tzw. obozów służby. Obozy te, rozlokowane na pograniczu polsko-niemieckim, miały uspokoić miejscową ludność, zaniepokojoną pogłoskami o zbliżającej się wojnie, rozbudzić nastroje patriotyczne oraz przeciwstawić się propagandzie niemieckiej. Do organizacji tych obozów wyznaczone zostały wyróżniające się drużyny, które już w maju 1939 roku przystąpiły do przygotowań. Starannie dobrano oraz przeszkolono komendantki obozów. W dniach 8-11 czerwca 1939 roku wszystkie kandydatki na komendantki obozów, łódzka komendantka Pogotowia i komendantka środowiska łódzkiego - Monika Konopkówna-Jaszczakowa - uczestniczyły w specjalnym kursie w Buczu.

Pierwsza w Polsce Szkoła Instruktorów Harcerskich Związku Harcerstwa Polskiego w Buczu. Fot. ok. 1935-1939 (zbiory NAC).

Aktywną działalność prowadziły także dziewczęta niezaangażowane w prace Pogotowia. Obok wytężonej akcji szkoleniowej, zajmowały się szyciem tamponów zastępujących brakujące maski przeciwgazowe, doskonaliły łączność alarmową, ćwiczyły praktyczne wykorzystywanie umiejętności zdobywanych na kursach.
Rozwijała się także działalność pionu męskiego ZHP. Prace przygotowawcze toczone były w ścisłej tajemnicy. harcerze przygotowywali plany alarmowe i mobilizacyjne. 2 kwietnia 1939 roku Naczelnik Harcerzy wydał rozkaz zawierający wytyczne w sprawie przygotowań na czas wojny. Przygotowania te musiały uwzględniać to, że w czasie wojny znaczna część starszych harcerzy i instruktorów zostanie zmobilizowana. Należało więc wyznaczyć z góry ich zastępców. 10 maja naczelnik mianował Komisarza Pogotowia harcerzy w Głównej Kwaterze Harcerzy - mjr hm Józefa Ratajczaka - oraz skład osobowy Komisji Pogotowia. Zadania i organizację Pogotowia regulował poufny rozkaz Naczelnika z 15 maja. Przewidywano w nim współdziałanie harcerzy z armią, władzami państwowymi, samorządowymi i organizacjami społecznymi. Miało ono dotyczyć służby łącznikowej (gońcy), łączności (budowa i obsługa linii telefonicznych i radiowych), służby informacyjnej (przewodnicy, obserwatorzy dróg i nieba), służby sanitarno-ratowniczej. Struktura Pogotowia Harcerzy w chorągwiach obejmowała komisarzy Pogotowia jako p.o. zastępców komendantów chorągwi oraz komisarzy w hufcach. Komisarzami mieli być oficerowie służby czynnej lub rezerwy. Aby jednak uchronić Pogotowie od dezorganizacji podczas mobilizacji, wyznaczono po dwóch zastępców komisarza spośród instruktorów nie podlegających mobilizacji. Naczelnik Harcerzy wydał polecenie natychmiastowego zorganizowania zespołów gońców pieszych i rowerowych. (…)
IV Łódzka Drużyna Harcerska. Święto Żołnierza 
(źródło: Izba Historii Chorągwi Łódzkiej ZHP).

10 czerwca Naczelnik mianował komisarzy Pogotowia w chorągwiach. W Łodzi został nim Jerzy Wolski. Powołano także komisarzy w Hufcach: Łódzkim - Romana Fiszera, Łaskim - Karola Konickiego, Pabianickim - Stefana Czerwińskiego (po powołaniu go do wojska funkcję objęła jego żona, instruktorka harcerska - Eugenia Czerwińska), Zgierskim - Jana Kosmalskiego i Jerzego Wieczorka. Mianowano też komisarza w Rudzie Pabianickiej - Henryka Szczepańskiego, choć nie istniał tam oddzielny hufiec, jedynie silne środowisko harcerskie.

XVII Łódzka Drużyna Harcerska w Łagiewnikach (zbiory Izby Historii Chorągwi Łódzkiej ZHP).

Latem 1939 roku harcerze przystąpili do organizowania akcji letniej. Miała ona jednak inny, specyficzny charakter. Uczniowie liceów zostali powołani do uczestniczenia w obozach przysposobienia wojskowego, a maturzyści w obozach pracy, co zwiększyło trudności organizacyjne obozów harcerskich. Ponadto niektóre strategiczne obszary (Wybrzeże, Zaolzie, Podhale) wyłączono z akcji obozowej.

Grotniki - harcerze przy budowie stanicy (zbiory Grażyny i Jacka Broniewskich w: K. Jurek. Lilijka i łódka. Historia harcerstwa łódzkiego do 1939 roku)

Harcerki przystąpiły do obozów służby. Ogółem zorganizowano ich 75, z czego 14 prowadziła Chorągiew Łódzka. Na miejsca wybrano tereny w województwie łódzkim i poznańskim. Występowały tam silne podziały narodowościowe. Pierwsze grupy harcerek pojawiły się na miejscach obozów w początkach lipca 1939 roku. Zajmowały się niwelowaniem skutków niemieckiej propagandy, rozbudzaniem patriotyzmu. Służyły temu wieczornice, ogniska, przemarsze, zawody sportowe. Organizowano je w porozumieniu z miejscowymi władzami. Ważny punkt akcji stanowiła pomoc dzieciom. Harcerki organizowały opiekę dla dzieci pozostawionych samopas podczas żniw. Ponadto pomagały w pracach domowych i żniwach, udzielały pomocy w nagłych wypadkach, opiekowały się chorymi i niemowlętami. Miejscowe władze cywilne i wojskowe otaczały obozy opieką. Obozy, jak się wydaje, wypełniły swoją rolę, o czym świadczyły propozycje ich przedłużenia.

Obóz drużyn harcerskich z Garbatki i okolic. Przemarsz drużyny harcerek, 8 czerwca 1939 roku (zbiory NAC).

(…) Porównując poczynania harcerek i harcerzy wiosną i latem 1939 roku, wyraźnie odnosi się wrażenie, że działalność harcerek była o wiele lepiej zaplanowana. Wynikało to, ze zbyt późnego powołania Pogotowia Harcerzy, które nie mogło już podjąć centralnie organizowanych akcji. Ponadto w jego pracach widoczna była inna koncepcja - stosunkowo wcześnie nawiązane zostały kontakty z wojskiem. W różnych ośrodkach harcerze w miarę swoich sił i możliwości pomagali w pracach wojskowych. Pod koniec sierpnia 1939 roku w porozumieniu z władzami wystawiali warty wewnętrzne we wskazanych instytucjach oraz przy obiektach zagrożonych dywersją. Szczególną uwagę zwracano na mosty, od stanu których zależała sprawność transportu. Zajmowali się tym harcerze w wielu różnych środowiskach (np. Łowicz, Pabianice, Ruda Pabianicka, Zgierz). Ochraniano także inne obiekty. Utworzony przez harcerzy 28 sierpnia pluton wartowniczy w Rudzie Pabianickiej ochraniał urząd pocztowy, mosty na rzekach Jasień i Ner oraz podstację elektrowni. harcerze wystawili odpowiednie grupy do służby łącznikowej, w dowództwie 10. Dywizji Piechoty, Okręgowym Urzędzie WFiPW, Urzędzie Wojewódzkim, komendach obrony przeciwlotniczej, kontrolując zaciemnienie okien. Czujność harcerzy umożliwiła wykrycie działalności dywersyjnej. Odkryto kilka zakonspirowanych lokali i magazynów broni (np. przy ul. Pomorskiej 131). Młodzież harcerska pracowała jako obsługa central telefonicznych i kancelarii. Po ogłoszeniu mobilizacji harcerze roznosili karty mobilizacyjne. Pełnili służbę informacyjną na dworcach kolejowych. Tam też organizowano punkty sanitarne (np. na dworcu Łódź-Fabryczna przez IX Łódzką Drużynę Harcerską im. J.H. Dąbrowskiego). W niektórych ośrodkach kantyny i punkty opieki nad dziećmi działały do końca sierpnia. W Pabianicach punkt żywnościowy obsługiwały na zmianę drużyna męska i żeńska. W Łęczycy, Tomaszowie i Zgierzu punkty te prowadziły głównie harcerki. W ostatnich dniach sierpnia harcerki i harcerze wzięli udział w wielkiej akcji kopania rowów przeciwlotniczych. Uczestniczyło w tym 7 drużyn żeńskich i 16 męskich.

XVII Łódzka Drużyna Harcerska podczas kopania rowów, sierpień 1939 roku (zbiory Izby Historii Chorągwi Łódzkiej ZHP).

"Przyjaciel Narodu", 9 września 1939.

Wybuch wojny nie zaskoczył harcerstwa. Młodzież przydzielona do odpowiednich prac w ramach Pogotowia Harcerek i Harcerzy przystąpiła do wykonywania swych obowiązków. 2 września w prasie ukazało się wezwanie skierowane przez Główną Kwaterę Męską do wszystkich harcerzy, aby podejmowali służbę wojskową i wykorzystywali swe umiejętności, które zdobyli w harcerskim życiu. Młodzież opiekowała się rezerwistami i żołnierzami (punkty żywnościowe, kantyny, punkty opatrunkowe), roztaczała opiekę nad dziećmi, chorymi i rannymi, współpracowała z władzami wojskowymi i administracyjnymi. Niektórzy harcerze znaleźli się w ogniu bezpośrednich walk z wrogiem.
Szczególnego znaczenia nabrała opieka nad rannymi, zarówno wojskowymi, jak i cywilnymi, których zaczęto lawinowo przybywać. Harcerki, przeszkolone na kursach sanitarnych, podejmowały pracę w szpitalach. Inne, często wraz z harcerzami, tworzyły patrole sanitarne, udzielające doraźnej pomocy. W Pabianicach dziewczęta z drużyny sanitarnej opatrywały rannych, pomagały uciekinierom. W Łowiczu harcerze z punktu sanitarnego udzielali pomocy żołnierzom z 22. Pułku Ułanów, rannym podczas nalotu na dworzec.
Ponieważ wytypowane uprzednio szpitale nie mogły pomieścić wszystkich potrzebujących, należało znaleźć nowe pomieszczenia. Brali w tym udział także harcerze. Dzięki ofiarności społeczeństwa oraz sprawności harcerek i harcerzy udało się w szybkim tempie zaadoptować w Łodzi do nowych zadań koszary 28. Pułku Strzelców Kaniowskich, gmach szkoły przy ulicy Żeromskiego 115:

... gmach dawnego Przytułku dla Starców i Kalek przy ulicy Narutowicza 60:

... budynki przy ulicy Leczniczej:

... Pogonowskiego i Przędzalnianej, budynki szkolne przy Podmiejskiej 21 i Drewnowskiej 88:

Podobne działania podjęto w Pabianicach, Zgierzu, Kutnie, Łowiczu, Piotrkowie.
Obok służby sanitarnej harcerki i harcerze pełnili szereg innych służb pomocniczych - w łączności, obronie przeciwlotniczej, służbie wartowniczej i ratownictwie. W Piotrkowie harcerze z XI Drużyny Harcerskiej im. S. Czarnieckiego o specjalności pożarniczej, wraz z innymi jednostkami pożarniczymi miasta, brali udział w gaszeniu pożarów. 

Na dworcu kolejowym Łódź-Widzew pełniła służbę V Łódzka Drużyna Harcerek im. Reginy Żółkiewskiej wraz z XI Łódzką Drużyną Harcerzy im. Jeremiego Wiśniowieckiego. Młodzież opiekowała się ewakuowanymi, przygotowywała gorące napoje dla uchodźców i żołnierzy. 4 września dworzec został zbombardowany, a podczas nalotu zginął jeden harcerz, Jan Kamiński, a czworo zostało rannych. W wyniku odniesionych ran trzy harcerki zmarły.

Tablica upamiętniająca śmierć łódzkich harcerzy 
(Fot. Sławek Maciaszczyk)

Sytuacja militarna na odcinku łódzkim szybko się pogarszała. 5 i 6 września ewakuowały się z Łodzi zarządy i prsonel wielu instytucji. Wraz z władzami ewakuowało się również kierownictwo łódzkiego harcerstwa. Stało się to na wyraxne polecenie władz wojskowych. Miało to uchronić przed prześladowaniami ludzi znanych ze swojej działalności spolecznej oraz umożliwić im dalszą pracę na zapleczu frontu.

"Przyjaciel Narodu", wrzesień 1939 roku.

5 września wieczorem, w lokalu Zarządu Okręgu, odbyła się ostatnia odprawa instruktorów i drużynowych Chorągwi i Harcerzy. Zwołał ją komendant poprzez łączników z Pogotowia Harcerzy. Zebranie prowadził zastępca komendanta Chorągwi - hm Jan Perka. Przedstawił sytuację w kraju i mieście, ostrzegał przed dywersantami, apelował o rozsądek i niepoddawanie się panice. Podał do wiadomości komunikat radiowy szefa propagandy Naczelnego Dowództwa - płk Romana Umiastowskiego - wzywający mężczyzn oraz młodzież zdolną do noszenia broni, by udawali się na wschód celem organizowania się w jednostki wojskowe. Jan Perka zapowiedział, że gdyby pojawiła się konieczność opuszczenia Łodzi, instruktorzy winni zgłosić się do Zarządu Okręgu, skąd zwartą grupą udadzą się we wskazanym kierunku. Także w innych miejscowościach harcerze wyruszali na wschód. (…)
Roman Umiastowski (1893-1982)

We wrześniu 1939 roku wyruszyło z Łodzi i okolic ok. 12 grup harcerskich składających się z młodzieży w wieku 15-20 lat, najczęściej kierowanych przez drużynowych. Niektóre grupy dotarły do Warszawy i wzięły udział w obronie miasta. Znalazły się tam także niektóre instruktorki.

O Panie Boże, Ojcze nasz
W opiece swej nas miej!
Harcerskich serc Ty drgnienia znasz
Nam pomóc zawsze chciej...

Dla harcerek i harcerzy Chorągwi Łódzkich bardzo szybko rozpoczęło się trudne, okupacyjne życie. Część województwa łódzkiego (z Łodzią) została zajęta przez wojska okupacyjne już w pierwszej dekadzie września 1939 roku. Na obszarze na północ i północny wschód od Łodzi rozegrała się wielka bitwa, zwana bitwą nad Bzurą. Przejście frontu na pewien czas sparaliżowało działalność harcerską, tym bardziej, że nie była ona przygotowana do aktywności w warunkach okupacyjnych. Harcerstwo jednak szybko otrząsnęło się z chwilowego szoku. Wymagały tego okoliczności. W miastach, szpitalach i przygodnych punktach opatrunkowych pozostawały nadal masy rannych, kontuzjowanych i chorych. Zostali oni pozbawieni fachowej opieki na skutek ewakuacji wojskowego personelu medycznego. Żołnierze znajdujący się w szpitalach zostali uznani za jeńców wojennych, więc okupanci utrudniali dostęp do nich osobom z zewnątrz, także i tym, które niosły pomoc medyczną. W ramach przygotowania miejsc dla własnych rannych, armia niemiecka nakazała opróżnienie części pomieszczeń szpitalnych. Spotkało to rannych znajdujących się w szpitalu wojskowym przy ulicy Żeromskiego 113.


Dzięki staraniom harcerzy rannych przetransportowano do znajdującego się nieopodal budynku wspomnianej już szkoły włókienniczej przy ulicy Żeromskiego 115. 


Zorganizowany tu został tymczasowy szpital, nad którym pieczę sprawowali harcerze z XVIII i VI Łódzkich Drużyn Harcerzy oraz XV Drużyny Harcerek. Zaopatrywali szpital w żywność, materiały opatrunkowe, pościel. Dzięki pomocy harcerzy w styczniu 1940 roku powiodła się ucieczka dwóch przebywających tam oficerów.
Harcerze współpracowali z wieloma szpitalami w Łodzi, dostarczając znacznej części środków niezbędnych do ich działania. (...)


Jednym z ważnych, jakkolwiek smutnych, zadań młodzieży harcerskiej była opieka nad grobami poległych żołnierzy. W Łodzi mogiły żołnierskie skupione były na cmentarzach Doły i Mania. Poza Łodzią harcerze poszukiwali samotnych grobów, we współpracy z PCK sporządzali wykazy poległych. 1 listopada na grobach żołnierskich zapalano świece i składano wiązanki kwiatów.
U schyłku września poczęli wracać uciekinierzy i ewakuowani. Byli wśród nich harcerze. Część uczestniczyła w walkach, niektórzy odnieśli rany i kontuzje, wszyscy boleśnie odczuli porażkę.

"Przyjaciel Narodu" 9 września 1939.

Władze polskie, opuszczając Łódź, pozostawiły tajnego pomocnika - mjr rez. Kazimierza Kowalskiego, który miał organizować samoobronę i samopomoc ludności polskiej. Miał oczekiwać na rozkazy, których nadejścia spodziewano się po ustabilizowaniu linii frontu polsko-niemieckiego. Według Zygmunta Waltera-Janke już 5 września 1939 roku utworzony został zawiązek łódzkiej konspiracji, a w końcu września nawiązane zostały kontakty z powstałą w Warszawie Służbą Zwycięstwu Polski. 
Samorzutnie zawiązała się konspiracja harcerska. Tworzono ją na bazie dawnych powiązań i kontaktów organizacyjnych. Grupy harcerek i harcerzy spotykały się podczas nabożeństw w kościele katedralnym.

Katedra pw. Św. Jana Kostki przy placu Katedralnym.

Część instruktorek nawiązała kontakty z powstałą w tym czasie jedną z pierwszych tajnych organizacji - Legionem Wyzwolenia. Rodząca się konspiracja dziewcząt przybrała tradycyjne miano Pogotowia Harcerek, a pierwszą konspiracyjną komendantką była Władysława Keniżanka-Obromska.

Władysława Keniżanka-Obromska (1900-1976).

Równolegle rodziło się także podziemne harcerstwo męskie. Był to proces żywiołowy, który trudno odtworzyć. Zastępy i drużyny opierały się na mocnej więzi, młodzież znała się od dawna i wojna nie zerwała tych kontaktów. Należało jednak zachować daleko idącą ostrożność, bowiem większe skupiska młodzieży były podejrzane. Na rozwój konspiracyjnego harcerstwa wpłynęło tymczasowe uruchomienie polskiego szkolnictwa. Powstające grupy liczyły kilka, najwyżej kilkanaście osób. Jednak szybko rozpoczął się proces ich konsolidacji. Skłoniło to łódzkie władze harcerskie do nadania temu żywiołowemu procesowi ram organizacyjnych. 2 listopada 1939 roku w mieszkaniu Jana Perki przy ulicy Sanockiej 22 zebrał się zespół obecnych w Łodzi członków Komendy Chorągwi Harcerzy (…). Podjęto decyzję o rozwiązaniu Komendy Chorągwi, likwidacji akt i zabezpieczeniu sprzętu. Postanowiono także przekazać kierownictwo tajnego harcerstwa w ręce mniej znanych instruktorów, co miało ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa organizacji. Kilkanaście dni później odbyło się pierwsze spotkanie konspiracyjnego kierownictwa Szarych Szeregów.
(…) Rozpoczynał się nowy okres w historii państwa i społeczeństwa polskiego. Do rangi symbolu urasta śmierć pabianickiego harcerza - Janka Piechoty, który zginął dlatego, że po wkroczeniu wojsk niemieckich wyszedł na ulicę w harcerskim mundurze. Tragedia ta była zapowiedzią dalszych, wojennych losów tej organizacji...

Dawna willa Józefa Richtera, ulica ks. Skorupki 10/12 - pierwsza powojenna siedziba Chorągwi Łódzkiej ZHP (obecnie administracja rektoratu Politechniki Łódzkiej).



Dawna willa Zygmunta Richtera, ulica Stefanowskiego 19, aktualna siedziba Komendy ZHP Chorągiew Łódzka im. Aleksandra Kamińskiego.
źródła:
Krzysztof Jurek. Lilijka i łódka. Historia harcerstwa polskiego do 1939 roku.
Ryszard Hajduk. Nieznana karta tajnego frontu.
Jadwiga Stępniowa. My z Szarych Szeregów. Opowieść z lat wojny.
M. Kozak, M. Pawłowski. Służba samarytańsko-charytatywna harcerek i harcerzy łódzkich w 1939 roku [w: "Harcerstwo"].

Fot. współczesne Monika Czechowicz i Sławek Maciaszczyk
Fot. archiwalne pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi
oraz stron:
Kobiety-Polski-Harcerki (1910-1949) http://harcerki.org.pl/
Lubimy Czytać https://lubimyczytac.pl

Przeczytaj jeszcze:
SKAUTING NA ZIEMIACH POLSKICH – POCZĄTKI SKAUTINGU W ŁODZI. 
Park im. Roberta Baden-Powella 
Pomnik Aleksandra Kamińskiego w Łodzi. 
Wrzesień 1939 roku. Wybuch II wojny światowej. 
Niemieckie obozy jenieckie w Łodzi (1939-1945)

BAEDEKER POLECA:

Krzysztof Jurek. Lilijka i łódka. Historia harcerstwa łódzkiego do 1939 roku.
Książka jest pierwszą monografią harcerstwa łódzkiego. Autor opisuje narodziny i rozwój ruchu harcerskiego w latach 1910-1939 w Łodzi i jej najbliższych okolicach. Wątkiem dominującym jest działalność wychowawcza organizacji. Należy jednak pamiętać, że dokonywała się ona w określonej rzeczywistości społecznej i była reakcją na jej wyzwania. Autor dążył do ukazania specyfiki ruchu harcerskiego na tle ówczesnej rzeczywistości. W pracy poruszone zostały zagadnienia życia wewnętrznego organizacji, a także udział harcerstwa w najważniejszych wydarzeniach politycznych (w tym szczególnie w walce o odzyskanie niepodległości), jak również w życiu społecznym.


Krzysztof Jurek – doktor nauk humanistycznych, nauczyciel dyplomowany, pracownik Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi. W przeszłości – harcerz. Autor ponad 40 publikacji metodycznych i historycznych. Długoletni wykładowca wyższych uczelni i nauczyciel różnych typów szkół. Współautor podręczników do wiedzy o społeczeństwie.