piątek, 4 grudnia 2020

PIOTRKOWSKA 63 - dawna kamienica Karola Kretschmera


W 1829 roku plac nr 124 przy ulicy Piotrkowskiej (dzisiaj Piotrkowska 63) objął tkacz przybyły z Czech, Florian Rupprecht. Tkacz zobowiązał się do wystawienia drewnianego domu, ale nie wywiązał się umowy. W 1836 roku Rupprecht sprzedał plac Franciszkowi Schindlerowi, a ten wybudował w tym miejscu drewniany dom. W 1854 roku Schindler sprzedał nieruchomość Leopoldowi Hentschlerowi (Häntschel). 

"Lodzer Zeitung", 1864.
(dawna numeracja ulicy Piotrkowskiej, nr. 778 to dzisiejsza Piotrkowska 63, zobacz TUTAJ)


W sierpniu 1869 roku Hentschel sprzedał nieruchomość Karolowi Kretschmerowi, który na froncie Piotrkowskiej wystawił murowany, piętrowy dom. 

"Führer dur Łódż", 1898.

Karol Kretschmer

W pierwszej połowie lat 70. XIX stulecia Kretschmer wykupił grunt działki, a pod koniec lat 80. w tylnej, niezabudowanej części posesji, u zbiegu ulicy Benedykta i Spacerowej (dzisiaj zbieg ulicy 6 Sierpnia i al. Kościuszki) wystawił piękny narożny gmach. Nowy budynek, poza funkcją mieszkalną, pełnił również rolę składu fabrycznego właściciela.


Niekorzystne położenie firmy w centrum miasta, bez możliwości dalszej rozbudowy (w 1894 roku fabryka była już zmechanizowana i zatrudniała 87 robotników), zmusiło właściciela do poszukiwania działki budowlanej na peryferiach Łodzi. Wybór był nieprzypadkowy, w sąsiedztwie ulicy Milscha (dzisiaj Kopernika) miała powstać nowa linia kolejowa i stacja Łódź Kaliska...


Kopernika 62/64. Znajdowała się tu parowa przędzalnia i tkalnia kortów oraz wyrobów wełnianych Karola Kretschmera, zbudowana w 1895 roku. 
Przeniesiono tutaj produkcję tkanin ze starego budynku przy ulicy Piotrkowskiej 63. Zakład Kretschmera należał do najstarszych w Łodzi, powstał w 1857 roku jako ręczna tkalnia chustek wełnianych. 
 

W nowej zmechanizowanej fabryce pracowało 134 robotników (w 1896 roku), a później 217 (rok 1905), i 330 (rok 1910).
Obok warsztatów mechanicznych były tu także 62 krosna ręczne. Roczny obrót w 1905 roku wynosił 800 tysięcy rubli. Mimo zniszczeń w latach I wojny światowej fabryka podjęła produkcję w ograniczonym zakresie.


Dobre czasy dla zakładu skończyły się wraz z wybuchem pierwszej wojny światowej. W czasie jej trwania firma poniosła duże straty, co doprowadziło do jej upadku. Doszło również do wybuchu pożaru, który strawił znaczną część fabryki. 

Taryfa właścicieli parceli z roku 1920, ulica Milscha (Milsza), rok 1920. 
Wpisani spadkobiercy Karola Kretschmera.
Informator m. Łodzi, rok 1920.

W efekcie nastąpiła zmiana właściciela i profilu produkcji. Frontową część zakładu, tam gdzie pod numerem 60 mieściła się wytwórnia papierowych cewek i szpul przędzalniczych, w 1927 roku nabyła Maria Kaczorowska i uruchomiła produkcję pudełek kartonowych, w tym również do papierosów.


Na wolnej części posesji fabrycznej powstała Państwowa Wytwórnia Papierosów, która wchłonęła także stary budynek produkcyjny. Przetrwał on w pierwotnym stanie do pożaru w 1999 roku.


Niedawno gmach poddano rewitalizacji i zaadaptowano na cele mieszkaniowo-hotelowe. Powstał tu Tobaco Park –

W 1873 roku Karol Kretschmer wystawił przy Piotrkowskiej 63 kamienicę. 


Był to narożny budynek o klasycyzujących formach. 


W drugiej połowie lat 90. XIX stulecia część posesji przy Piotrkowskiej 63 (od strony ulicy Piotrkowskiej), wraz z domem fontowym, przeszła w ręce małżeństwa Pauliny i Bernarda Eisnerów.  

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1900.

Część zachodnia, kończąca się na ulicy Spacerowej, pozostała własnością Kretschmera. Oznaczona była jako Benedykta 5.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1911.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1912.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1912.
Właściciele: Bernard i Paulina Eisner (przed I wojną światową dla tej posesji podawany był adres Benedykta 1/ dzisiaj 6 Sierpnia/)

Informator m. Łodzi z kalendarzem, rok 1920.

Taryfa domów z 1920 roku wymienia nadal małżeństwo Eisnerów jako właścicieli.


Przy Piotrkowskiej 63 (ówczesny adres Benedykta 1) działał skład i mieściła się siedziba zarządu firmy Jonasa Glüksmana (Gliksmana) i Issaja Treszczańskiego. 

Podręczny Rejestr Handlowy, rok 1926.

Produkcja spółki była prowadzona w fabryce Gustawa Lorenza (przy ulicy Spacerowej 10, dzisiaj al. Kościuszki 10) - baedeker poniższą fotkę wykonał z dachu kamienicy Pinkusa:


… oraz w fabryce Jerzego Olszowskiego (przed Olszowskim miał tu swoją fabrykę wyrobów żelaznych Kazimierz Żukowski), przy ówczesnej ulicy Konstantynowskiej 98:


Obiekty stojące pod ówczesnym adresem Konstantynowskiej 98 (podawany był również adres Konstantynowskiej 98/100, 100 lub 102, dzisiaj ulica Legionów 100/102), nigdy nie były okazałe, ale zachowały się do dzisiaj.

Widok na budynki przy ulicy Legionów od strony fabryki.


Wracamy na ulicę Piotrkowską.
Przy Piotrkowskiej 63 funkcjonował sklep Ignacego Hordliczki, przeniesiony z Nowego Rynku (dzisiaj pl. Wolności). Hordliczka prowadził znany skład szkła, kryształów, szyb okiennych, porcelany i fajansu. Po 1906 roku firmę przejął Z. Tarczyński.

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1904

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1906

"Czas", kalendarz informacyjno-adresowy, rok 1907


W pierwszych latach XX wieku otworzyła tu swoją siedzibę firma "Kolumb" sprzedająca kalosze, piłki i inne wyroby z gumy - poniżej kilka reklam z łódzkiej prasy, są wyjątkowo urodziwe:

"Goniec Łódzki", rok 1905.

"Goniec Łódzki", rok 1905.

"Rozwój", rok 1905.

"Rozwój". rok 1906.

"Rozwój", rok 1906.

"Rozwój", rok 1907.

W okresie międzywojennym tradycje "obuwnicze" kontynuowały tutaj inne firmy: między innymi "Vis" (Polskie Zakłady Garbarskie z Krakowa) -

"Ilustrowana Republika", rok 1925.

"Ilustrowana Republika", rok 1926.

"Ilustrowana Republika", rok 1927.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.
"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1930.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1932.

... a pod koniec lat 30. nawet firma "Bata":

"Głos Poranny", rok 1937.

"Głos Poranny", rok 1937.

"Głos Poranny", rok 1938.

W 1913 roku, tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej, otworzył tu swoją cukiernię Bolesław Komar.

"Rozwój", rok 1913.

"Rozwój", rok 1913.

"Rozwój", rok 1913.

Jednodniówka "Ratujcie dzieci" z 1916 roku.

Kalendarz Kościuszkowski, rok 1919.

"Rozwój", rok 1919.

Informator m. Łodzi z  kalendarzem, rok 1920.

"Rozwój", rok 1920.

Podręczny Rejestr Handlowy, rok 1926.

Od 1912 roku przy Piotrkowskiej 63 mieścił się zakład fotograficzny "Rembrant", więcej o pierwszych fotografach w Łodzi przeczytasz w baedekerze TUTAJ).

"Rozwój", rok 1912.

Na początku lat 30. ubiegłego stulecia mieścił się tutaj popularny bar "Astoria", przemianowany później na "Bar Automat Splendid", rok później na "Bar Automat Quick" (po II wojnie światowej mieścił się tu "Bar Bankowy").

"Głos Poranny", rok 1930.

"Głos Poranny", rok 1931.

"Głos Poranny", rok 1932.

Inne sklepy, składy i magazyny, mieszczące się niegdyś przy Piotrkowskiej 63:

"Lodzer Zeitung", 1864.
(dawna numeracja ulicy Piotrkowskiej, nr. 778 to dzisiejsza Piotrkowska 63, zobacz TUTAJ)

"Lodzer Zeitung", 1867.

"Rozwój", rok 1898.

"Rozwój", rok 1909.

"Rozwój", rok 1911.

"Rozwój", rok 1913.

Informator m. Łodzi z kalendarzem, rok 1920.

"Ilustrowana Republika", rok 1927.

"Ilustrowana Republika", rok 1928.

Poniżej jeszcze dwie fotografie z okresu powojennego, źródło: REFOTOGRAFIE

Książka Adresowa 1947.

"Dziennik Łódzki", rok 1969.
źródła:
Strona: Historia ulicy Piotrkowskiej w Łodzi (piotrkowska-nr.pl)
Jacek Kusiński, Ryszard Bonisławski, Maciej Janik. Księga fabryk Łodzi.
Michał Domińczak, Artur Zaguła. Typologia łódzkiej kamienicy.


Przeczytaj jeszcze:

Fot. współczesne Monika Czechowicz
Fot. archiwalne ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej oraz ze strony REFOTOGRAFIE

"Rozwój", rok 1910.

"Rozwój", rok 1910.

"Rozwój", rok 1911.

wtorek, 1 grudnia 2020

Olbrzym Leon Grabowski w Łodzi.

"Panorama", rok 1933.

Wiosną 1933 roku do Łodzi przybył Leon Grabowski. Nie byłoby pewnie w tej wizycie nic dziwnego, gdyby nie to, że ten 25-letni mężczyzna miał dwa metry i 25 centymetrów wzrostu. Olbrzym, górnik ze Śląska, przyjechał, by wziąć udział w turnieju zapaśniczym. Odbywał się on w cyrku sportowym, który rozbito przy ul. Nawrot 61.
Kilku jego przeciwników wyniesiono z ringu nieprzytomnych zdławionych przez niego „podwójnym Nelsonem”
- rozpisywała się łódzka prasa.
Leonek Grabowski, jak go pieszczotliwie nazywano, zamieszkał w Łodzi w hotelu „Savoy”. Użalano się, że co noc musi tęsknie patrzeć na wygodne, miękkie łóżko.
- On się w nim zmieścić nie może - wyjaśniali dziennikarze. - Nasz Longinus musi spać na kozetce z nogami opartymi na daleko odsuniętych krzesłach. Nie może też jeździć taksówką, bo czy deszcz czy mróz musi kazać opuścić budę. A i tak głowa wystaje mu ponad dach auta.
Zauważano, że Leonek, jak na siłacza przystało, miał wielki apetyt. Na śniadanie wypijał litr mleka, zjadał kilkanaście bułek.
Przed kilku dnia zaobserwowano Grabowskiego w jednej z łódzkich restauracji. Zjadł cztery talerze zupy i trzy wieprzowe kotlety, półmisek jarzynek. A wcześniej na przystawkę pół chleba
- pisał „Express Wieczorny Ilustrowany”.

"Express Niedzielny Ilustrowany", rok 1933.

Łodzianie lubili oglądać siłaczy. Między innymi podczas zapaśniczych walk. Leon Grabowski miał ponad dwa metry wzrostu. Jego wizyta w Łodzi wzbudziła wielką sensację.
Podobno właściciel restauracji udzielił mu dużego rabatu. Jednocześnie zaprosił na kolejny - tym razem darmowy - obiad. Postawił jednak warunek.
- Wcześniej musimy ogłosić w gazetach, o której pan jada! - tak brzmiał warunek. Leonek odmówił. Tłumaczono to tym, że nie lubi rozgłosu, jest zażenowany swoim wzrostem i apetytem.
- Trzeba widzieć jak chodzi po ulicach! - pisano w gazetach. - Mimo woli przygina się w kolanach, jakby chciał się zmniejszyć i dorównać normalnym ludziom. Drażnią go też pytania przechodniów typu: Panie Grabowski czy tam w górze jest ciepło czy zimno?
Na co dzień olbrzymowi Grabowskiemu nie brakowało problemów. Buty musiał stalować u szewca w Rybniku. Nosił bowiem rozmiar 58! W sklepie nie mógł kupić rękawiczek, bo żaden nie miał numeru 17. Ale Leonek miał swoje marzenia.
"...Przede wszystkim chciałbym się ożenić, najlepiej z łodzianką! I to filigranową, malutką, bym mógł nosić ją na rękach. Niestety żadna nie chce się ze mną umówić na randkę. Wstydzą się spotykać z takim olbrzymem!"
- zdradzał swoje marzenia dziennikarzom z Łodzi...

"Echo", rok 1935.

źródło: 
"Nasza Historia", Anna Gronczewska.
Fot. ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Przeczytaj jeszcze w baedekerze:

piątek, 27 listopada 2020

Koniak Szustowa, czyli... czym raczyli się dawni łodzianie 😋

 
"Rozwój", rok 1910.

Reklamy koniaku Szustowa w łódzkim „Rozwoju” ... Koniak Szustowa był bardzo chętnie pijany w Łodzi na przełomie wieków, szeroko reklamowany w łódzkiej prasie – często z humorem. Przyznam, że … dowcip tych starych reklam skłonił mnie kiedyś do poszukiwań innych humorystycznych publikacji z tego okresu. Co bawiło i z czego śmiali się ówcześni łodzianie?… Będzie jeszcze o łódzkim humorze, na pewno :-)

"Rozwój", rok 1910.

Szustow– odmiana koniaku produkowana w Odessie przez rodzinę Szustowów- klimat wybrzeży Morza Czarnego nadaje się znakomicie do upraw winorośli. Warunki te wykorzystał pod koniec XIX wieku Nikołaj Szustow, pochodzący ze starej rodzinykupieckiej zamieszkującej w Odessie. Otworzył fabrykę koniaku i wódki (1899), której wyroby sprzedawano w charakterystycznych butelkach o kształcie siedzącego niedźwiedzia (wcześniej fabrykę zlokalizowaną w lokalnej twierdzy prowadził Ormianin, Nerses Tairian). Z czasem destylarnie otwarto również w Moskwie oraz na terenie Armenii. W 1910 roku, podczas światowego konkursu degustacyjnego w Paryżu, koniak Szustowów zdobył pierwszą nagrodę, wyprzedzając rodzime trunki francuskie.
W 1912 Nikołaj Szustow junior przygotował koniak z plastrem cytryny carowi Mikołajowi II, co ten ocenił bardzo wysoko. Ten sposób serwowania rozpowszechnił się pod nazwą „nikołaszka”w restauracjach całej Europy. Przed I wojną światową Szustowowie opanowali około 30% rosyjskiego rynku koniaku. Zamawiali go między innymi car Mikołaj II, Winston Churchill oraz Agatha Christie. Po śmierci Nikołaja interes przejęli jego synowie - Nikołaj Szustow Junior i Leontij Szustow. Kres fabryce przyniosły rządy bolszewickie. Fabrykę znacjonalizowano, a część stuletniego koniaku rozkazano przerobić na… spirytus! Po upadku komunizmu produkcję wznowiono. Otwarto również Muzeum Koniaku Rodziny Szustowów.


W Łodzi
na przełomie wieków XIX/XX koniak firmy Szustowa był podawany w eleganckich restauracjach i hotelach.

"Rozwój", rok 1913.

Reklamy koniaków Szustowa wyszukał baedeker łódzki w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.