sobota, 10 stycznia 2015

Abraham (Adolf) Behrman - artysta i łodzianin z wyboru


Abraham Behrman urodził się w 1876 roku w Tukkum koło Mitawy jako syn Marcusa i Róży. W wieku 17 lat został wysłany przez rodziców na naukę zawodu do sklepu kolonialnego. Mimo ciężkiej pracy zdołał znaleźć czas na swoją prawdziwą pasję – rysowanie. Jak sam mówił „rysunki były jego jedynymi przyjaciółmi”. Po dwóch latach zrezygnował z kariery kupieckiej. Rodzina zdecydowała, że zostanie mechanikiem. Jednak i to zajęcie nie satysfakcjonowało go. Zdecydował się przenieść do Łodzi, gdzie zamieszkał u brata. Na przekór trudnościom finansowym rysował i, odłożywszy pewną sumę, wyjechał na początku XX wieku do Monachium, gdzie dzięki wstawiennictwu malarza Antona Azbe rozpoczął naukę w akademii. Przez dwa lata wykonywał studia i szkice, niektóre z nich sprzedając. Po powrocie do Łodzi, dzięki pomocy Leopolda Pilichowskiego, zdobył fundusze na dalszy pobyt w Monachium. 

Nosiwoda na rynku w Kazimierzu nad Wisłą.

W 1910 roku osiadł w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej 81, skąd wyruszał na artystyczne wojaże: do Barcelony, Marsylii, Algieru i na Majorkę. W 1912 roku miał wystawę indywidualną w Łodzi i eksponował wystawy w Zachęcie. Angażował się w życie artystyczne miasta. Pełnił funkcję kierownika Stowarzyszenia Artystów i Zwolenników Sztuk Pięknych (SAiZSP).

Tułacze.

W czasie I wojny światowej prowadził szkołę artystyczną. W 1918 roku pokazywał swe dzieła na wystawach SAiZSP w Łodzi. Należał do ugrupowania Srebrny Wóz.
Karnawał.

Po ogłoszeniu deklaracji Balfoura emigrował do Palestyny, gdzie spędził blisko cztery lata. Po kolejnych podróżach do Niemiec i Paryża powrócił do Łodzi, gdzie w latach 1927 i 1935 pokazywał swoje obrazy w Miejskiej Galerii Sztuki.

Jerozolima.

Jego prace prezentowano między innymi w Palestynie, Nowym Jorku i Hamburgu.

Pejzaż nadmorski.

We wrześniu 1939 roku wyjechał do Białegostoku i w tamtejszym getcie objął stanowisko kierownika pracowni kopistów dawnych mistrzów. Zginął w sierpniu 1942 roku podczas likwidacji getta. 

Ulica w arabskim mieście.

Jego twórczość obejmuje portret i sceny z życia Żydów w diasporze, pejzaże, portrety. Prace artysty z okresu monachijskiego cechuje ciemna kolorystyka, zaś malowane swobodnymi pociągnięciami pejzaże odznaczają się zdecydowanie jaśniejszą tonacją.

Martwa natura ze śledziem.

źródła:
Irmina Gadowska. Żydowscy malarze w Łodzi w latach 1880-1919.
Strona Domu Aukcyjnego AGRAART

BAEDEKER POLECA:
Irmina Gadowska. Żydowscy malarze w Łodzi w latach 1880-1919.

Książka poświęcona środowisku artystów żydowskich działających w Łodzi na przełomie XIX i XX wieku. Stanowi próbę podsumowania dotychczasowych badań związanych z tym zagadnieniem. Autorka charakteryzuje łódzkie życie artystyczne z uwzględnieniem roli, jaką odgrywali w nim twórcy pochodzenia żydowskiego. W okresie, którego dotyczy książka, można dostrzec przemiany zachodzące nie tylko w zakresie stylu czy technik u poszczególnych malarzy, lecz także w sprawach związanych z ich światopoglądem oraz postawą społeczną i narodową. 

piątek, 9 stycznia 2015

PIERWSZA WOJNA ŚWIATOWA – PRASA W OKUPOWANEJ ŁODZI


W chwili zajęcia Łodzi przez Niemców wychodziły w naszym mieście trzy gazety wydawane w języku polskim: „Rozwój” Wiktora Czajewskiego, „Nowy Kurier Łódzki” Antoniego Książka oraz „Gazeta Łódzka” ("Nowa Gazeta Łódzka") Jana Grodka.


"Nowa Gazeta Łódzka"

„Nowy Kurier Łódzki” 

„Rozwój”

Nadal ukazywały się gazety niemieckie „Lodzer Zeitung” i „Neue Lodzer Zeitung”. W roku 1915 już dawno nie wychodził, zakończywszy swój żywot tuż przed wybuchem wojny, wydawany w języku rosyjskim „Łodzinskij Listok”.


"Lodzer Zeitung"

„Neue Lodzer Zeitung”

Okres okupacji niemieckiej był dla dziennikarstwa łódzkiego szczególnie trudny. Ostra cenzura i represje władz okupacyjnych nie pozwalały na jakieś swobodniejsze wyrażanie myśli, na przedstawienie w prasie rzeczywistych poglądów i opinii społeczeństwa polskiego o zachodzących przemianach i wydarzeniach w kraju i na świecie. Nie można przy tym zapominać o destruktywnym oddziaływaniu na opinię publiczną niektórych organów prasowych wprzęgniętych w służbę niemieckiego okupanta.
W pierwszych tygodniach okupacji niemieckiej prasa łódzka poddana została cenzurze wojskowej. Wkrótce jednak władze okupacyjne, doceniając znaczenie prasy w urabianiu opinii społeczeństwa polskiego, zajęły się organizacją odpowiedniego aparatu, który by wykorzystywał miejscowe gazety jako instrument służący celom propagandy niemieckiej. Stworzony został Zarząd Prasowy. Zasadniczym jego zadaniem, oprócz kontroli druków wychodzących na terenach okupowanych, było powołanie do życia wielu pism, za pomocą których miano oddziaływać na polską opinię publiczną.
Szefem Zarządu Prasowego został pruski oficer, urodzony w guberni lubelskiej, Georg von Cleinow. Znał on język polski i rosyjski. W chwili objęcia stanowiska w Łodzi Cleinow był wydawcą antypolskiego pisma „Die Grenzboten”.


„Die Grenzboten”.

Cenzura niemiecka nie była pobłażliwsza od rosyjskiej. Represje okupanta dosięgły najpierw Wiktora Czajewskiego i jego wydawnictwo. „Rozwój” został zamknięty. Po zawieszeniu pisma prenumeratorzy otrzymywali w zamian rano dziennik „Prąd”, wydawany przez pracownika „Rozwoju” Jana Janiszewskiego, wieczorem zaś „Gazetę Wieczorną”, której wydawcą był Tadeusz Czajewski. 


„Prąd”

"Gazeta Wieczorna"

Faktycznie gazety te były kontynuacją zawieszonego „Rozwoju”. Po krótkim czasie i one uległy zamknięciu przez władze niemieckie, a Wiktor Czajewski i Jan Janiszewski zostali zesłani do Niemiec. Janiszewski wkrótce zmarł na wygnaniu.


"Nowy Kurier Łódzki", rok 1916.

Wydawca „Nowego Kuriera Łódzkiego” okazał większą przezorność i na czas wojny przekazał ster pisma w ręce redaktora Jana Gawlikowskiego. Mimo ostrej cenzury niemieckiej „Nowy Kurier Łódzki” występował odważnie w obronie interesów społeczeństwa polskiego. Polityczny kierunek pisma określony został w jego deklaracji programowej:
„Wydawnictwo nasze było zawsze i jest obecnie rzecznikiem racjonalnego postępu, opartego na szeroko pojętej idei demokratycznej, lecz nie mającej nic wspólnego z krańcowymi doktrynami skrajnego socjalizmu i zawsze wierne nieprzedawnionym naszym ideałom narodowym, streszczającym się w zasadzie: wszystko dla Polski i w imię Polski”.


"Gazeta Łódzka", 1 sierpnia 1915 roku.

Pewną swobodę w wyrażaniu swoich poglądów zachowała „Gazeta Łódzka”. Pismo to, reprezentujące kierunek zdecydowanie antyrosyjski, mógł liczyć na względy i wyrozumiałość niemieckiego okupanta. „Gazeta Łódzka” otrzymała subwencję od władz niemieckich w postaci bezpłatnej dostawy papieru i odbioru pewnej ilości egzemplarzy. W zamian musiała reprezentować kierunek zgodny z dążeniami okupanta. Pismo to jednak w Łodzi nie cieszyło się popularnością i chyliło się ku upadkowi.
Represje okupanta dotknęły także częściowo prasę wydawaną w Łodzi w języku niemieckim. Na początku lutego 1915 roku za rusofilstwo w okresie panowania caratu zamknięta została najstarsza gazeta niemiecka „Lodzer Zeitung”. Zastąpiła ją drukowana w duchu wielkoniemieckim „Deutsche Lodzer Zeitung”. Nadal wychodziła „Neue Lodzer Zeitung”, która nie zmieniła swego charakteru i nie przyjęła antypolskiego stanowiska mimo nacisku ze strony okupacyjnych władz niemieckich.
Oprócz pism legalnych ukazywało się w Łodzi kilka czasopism tajnie wydawanych. Liga Państwowości Polskiej wydawała w 1915 roku nielegalne pismo „Starżnica”. Robotnicy czytali tajnie wychodzący organ PPS-Frakcji Rewolucyjnej „Łodzianin” oraz „Głos Robotnika” – pismo Narodowego Związku Robotniczego.
Na początku 1916 roku pojawiło się w Łodzi pismo codzienne „Godzina Polski”. Wydawcami nowego dziennika byli Adam Napieralski i Cezary Zawiłowski. Wydawnictwo wchodziło w skład koncernu prasowego, do którego oprócz „Godziny” należały dwa pisma „Dziennik Polski” w Częstochowie i „Goniec Kujawski” we Włocławku. „Godzina Polski” prowadziła wyraźną politykę germanofilską z widoczną tendencją do siania niezgody w społeczeństwie polskim. Tytuł nowego pisma wybrano dość niefortunnie i ulica z miejsca przechrzciła „Godzinę” na „Gadzinę”. Stąd też przyjęło się określenie prasy sprzedajnej jako „prasy gadzinowej”.
„Godzina Polski” pod naczelną redakcją Cezarego Zawiłowskiego, mimo wszystko, cieszyła się dużą poczytnością, gdyż posiadała doskonały dział informacyjny. Do gazety dołączany był stały dodatek tygodniowy pod tytułem „Ilustrowany Kurier Wojenny”, zawierający sporo zdjęć z pól bitewnych. Wobec tego, że pismo płaciło wysokie honoraria autorskie, współpracowało z nim wielu zdolnych dziennikarzy i publicystów, oczywiście anonimowo. W zespole redakcyjnym pisma znalazło się wielu dotychczasowych współpracowników „Gazety Łódzkiej”, a wśród nich Marceli Sachs.
Prasa łódzka odczuwała dotkliwie brak papieru spowodowany trudnościami wojennymi, dlatego też gazety wychodziły w objętości nie przekraczającej cztery stronice. Wyjątek  stanowiła właśnie „Godzina Polski”, która obejmowała co najmniej osiem kolumn dużego formatu. Łamy dzienników przepełnione były komunikatami wojennymi i rozporządzeniami władz okupacyjnych. Z płacht zadrukowanego papieru wyzierało napiętnowane cierpieniem posępne oblicze wojny…

„Godzina Polski”

Przeczytaj jeszcze:


 



źródło:

Wacław Pawlak. Na łódzkim bruku.
Jacek Strzałkowski. Drukarnie i księgarnie w Łodzi do 1944 roku.


Fot. archiwalne ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi
i inn.

czwartek, 8 stycznia 2015

ULICA KILIŃSKIEGO 46


W latach młodości Juliana Tuwima była to ulica Widzewska 44. To tutaj, w dwupokojowym mieszkaniu z kuchnią 13 września 1894 roku przyszedł na świat. Wspominał o tym w jednym z wywiadów:
Lat temu prawie tyle, ile sobie niechętnie liczę, więc bardzo dawno temu, siedzę na progu maleńkiej kuchni maleńkiego mieszkania w mieście Łodzi – i ołówkiem, który zaciskam pełnym chwytem piąstki, bazgrzę zajadle chaotyczne zygzaki na stronicach książeczki małego formatu, w szarej płóciennej oprawie...


Rodzice byli spolonizowanymi Żydami, ojciec, po praktyce bankowej w Paryżu, przyjechał do Łodzi i tu 22 grudnia 1893 roku poślubił córkę znanego drukarza Leona Krukowskiego – Adelę. 


W domu mówiono po polsku, a po latach atakowany przez rodzimych nacjonalistów Tuwim wyjaśniał spokojnie i łagodnie:
Matka uczyła nas szacunku do ludzi pracy, ludzi prostych, wpajała w nas zasady chrześcijańskie (choć oficjalnie nie byliśmy chrześcijanami) i demokratyczne. Całym sercem kochała Polskę, jej kulturę i literaturę i gdy jeszcze nie umiałem czytać, sama odczytywała mi najpiękniejsze wiersze polskie, nuciła śliczne, stare piosenki. To, że stałem się poetą, Jej przede wszystkim zawdzięczam.

Adela Tuwim z Krukowskich

W domowym archiwum poety zachowały się zeszyty polskich poetów przepisywanych przez matkę w 1886 roku, a także przez babkę Ewelinę Łapowską w 1850 roku. W swoich wspomnieniach wracał często do tego tematu:
A przecież od wczesnego dzieciństwa karmiony byłem, bez przekarmiania, wierszami i piosenką. Te pierwsze zalążki rytmu i melodii zawdzięczam Matce, która nuciła mi mazurki Chopina ze słowami Ujejskiego: „Jego dotąd nie ma, a duszyczka roi”, „Biadaż moja z tą ciotką, przezwała mnie terkotką” – i czytała mi wiersze, gdy jeszcze sam czytać nie umiałem. Ale nie te nudne, głupawe wierszyki dla dzieci o kulawym kotku lub o tym, co był chory i leżał w łóżeczku, lecz prawdziwe „dorosłe” wiersze, które Matka za panieńskich czasów przepisywała do kajetów. Leży właśnie przede mną taki „Kajet do wierszy A. Krukowskiej rok 1886”.

Gdy jednak w matczynych kajetach przeważają utwory romantyczne, miłosne i humanitarne, babka lubuje się w tematach historycznych.
Tak dokumenty tradycyjnego przywiązania do poezji polskiej w mojej rodzinie trzymam w tekturowej okładce – razem z rękopisami pierwszych wierszyków mojej siostry Ireny. Bądź co bądź, trzy kobiece pokolenia…
I kiedy mi czasem antysemiccy nudziarze doradzają w swoich pismach, żebym pisał po żydowsku (p. Jan Rembieliński namawiał mnie nawet kiedyś w „Myśli Narodowej”, żebym włożył chałat i zapuścił pejsy; uczynię to tegoż dnia, kiedy p. Rembieliński zjawi się na ulicy w żupanie i kontuszu; przejdziemy się razem po Warszawie i damy się sfotografować) – kiedy z ponurym uporem namawiają mnie, abym wrócił [?] do ghetta, mam ochotę zaproponować im to i owo, a także spokojnie i łagodnie zawiadomić ich, że w getto nie przebywali już moi dziadkowie i że w języku żydowskim pisać nie mogę, gdyż ani go nie znam, ani nie znałem, ani w domu nigdy nie słyszałem. 

Irena Tuwim

W mojej rodzinie mówiło się zawsze tylko po polsku, i to czystą, bez fonetycznego nalotu wschodniego, polszczyzną. Jedynie Ojciec miał leciutki akcent cudzoziemski, nie żydowski jednak, lecz przyjemnie obcokrajowy, bo długie lata spędził w Paryżu, a przedtem w Królewcu i Petersburgu. Do ghetta więc, łaskawi panowie, nie wrócę. Jeżeli dokądś wrócę, to do Polski, gdy mnie ewentualnie przyszłe rządy panów z kraju wyrembielą, te zaś, które po nich przyjdą, dadzą wizę powrotną. Z należnym szacunkiem J.T., poeta polski.
Zabawnym tylko, bo nic przecież nie znaczącym szczególikiem jest ten dobór nazwisk u moich niearyjskich antenatek: matka Krukowska, babka Łapowska, prababka Dillon z domu (wierszy nie pisała!). To nazwisko przybrał sobie jej wnuk, Clarence Dillon (recte Łapowski), milionowy Amerykaniec, ten sam,
który udzielił skarbowi polskiemu „dillonowskiej pożyczki”. Jest on najbliższym bratem ciotecznym mojej Matki. Ale wcale się nie znamy, bo nie jestem skory do zawierania znajomości z każdym milionerem.

Izydor (Zaroch) Tuwim


"Głos Poranny", rok 1935.


W zbiorach Archiwum Państwowego w Łodzi przechowywana jest (pisana po rosyjsku) metryka Juliana Tuwima. Przeczytamy w niej:
19/31 października 1894 roku przed urzędnikiem miejskim zjawił się Zaroch Tuwim, lat 37, buchalter, stały mieszkaniec miasta Kalwaria, w towarzystwie Gabriela Segała, podrabina miejskiego, Moszka Kalińskiego i Wiktora Rabinowicza ze służby bożniczej i przedstawili dziecko rodzaju męskiego, mówiąc, że urodził się w Łodzi 1/13 września br.o godz.13 z jego żony Adeli z domu Krukowskiej, lat 21. Dziecku temu przy obrzezaniu dano imię Julian. Akt ten został przeczytany przez nas i podpisany. Ojciec wyjaśnił, że opóźnienie w rejestracji dziecka nastąpiło ze względów rodzinnych.

Grób rodziców Juliana Tuwima. Nowy Cmentarz Żydowski w Łodzi przy ulicy Brackiej.

Od 2013 roku na bocznej ścianie bramy prowadzącej do kamienicy umieszczono z inicjatywy Uniwersytetu Łódzkiego tablicę pamiątkową z wizerunkiem Juliana Tuwima.


źródła:
Ryszard Bonisławski. Łódź Juliana Tuwima. Łódzkie korzenie poety.
Janusz Stradecki. Julian Tuwim. Biografia.



"Godzina Polski", rok 1917.


Fot. Monika Czechowicz